Lata 20. Reaktywacja.

FDA open

„Szalone lata 20. i 30.“ – pod takim hasłem odbyła się ostatnia, szósta już edycja konkursu dla młodych projektantów mody Fashion Designer Awards. 12 maja swoje kolekcje szerszej publiczności pokazało 10 finalistów.

To osoby wyłonione spośród wszystkich zgłoszeń, a następnie półfinału konkursu, który odbył się nieco ponad miesiąc wcześniej w warszawskich Złotych Tarasach. Podczas finałowej gali Fashion Designer Awards w studio Domaniewska swoją interpretację jednej z najbardziej szykownych epok w modzie zaprezentowali: Zuzanna Kwapisz, Michał Wójciak, Aleksandra Ożarowska, Anna Kopeć, Agnieszka Gniłka, Marta Gos i Martyna Sobczak (w duecie), Klaudia Cichoń, Ewelina Wydra, Klaudia Bartmańska oraz Monika Sypuła. Pojawiły się więc frędzle, cekiny, geometryczne wzory i cięcia czy szlachetne nasycone kolory: kobalt, szmaragd, burgund i złoto, występujące obok klasycznych bieli i czerni. Projektanci wykazali się świetną znajomością historii mody, jednak niekiedy zadanie konkursowe potraktowali zbyt dosłownie. Dla mnie najciekawsze były pomysły tych, którzy zaczerpnąwszy inspiracje z lat 20. i 30., stworzyli kolekcje współczesne, a nawet nowatorskie. Zgodne z aktualnie panującymi trendami. Jedną z takich linii była ta autorstwa Marty Gos i Martyny Sobczak. Dziewczyny zdobyły największe uznanie jury. I to jury nie byle jakiego, bo składającego się z osób nie tylko uznanych w branży, ale i z sukcesami wykonującymi zawód projektanta m.in. Joanny Klimas, Dawida Tomaszewskiego, Łukasza Jemioła czy Agnieszki Maciejak. Na pierwszą nagrodę zasłużyły sobie, wykorzystując ultramodne nadruki imitujące efekt rozpryśniętej farby, poszukując nieoczywistych form oraz świadomie zapominając o wykończeniu wybranych fragmentów tkanin (strzępiły się np. krawędzie długiego białego płaszcza czy strukturalne faliste zdobienia sukienki mini).

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Druga nagroda trafiła do Eweliny Wydry, która sięgnęła po inspirację art deco, jednocześnie nadając ubraniom sznytu w męskim stylu. Hitem były buty oksfordki noszone (z grubymi skarpetkami) do siateczkowej prześwitującej sukienki zwieńczonej stójkowym kołnierzykiem niczym od koszuli.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Trzecie miejsce zajęła Klaudia Cichoń. Jej kolekcja była najbardziej odważna i spektakularna, bo uszyta z wzorzystych tkanin głównie w odcieniach różu i czerwieni (z akcentem granatowym i białym). Ubrania były ciekawe nie tylko kolorystycznie, ale i konstrukcyjnie. Wystarczy spojrzeć na komplet ze spodniami albo trójkątne wycięcia choćby na rękawach czerwonej marynarki obszytej srebrnymi aplikacjami.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Moim zdaniem warta uwagi, choć niedoceniona była linia Aleksandry Ożarowskiej. Projektantka zainspirowana fasonami z epoki oraz charakterystycznymi frędzlami zinterpretowała je całkiem po swojemu i zdekonstruowała, tworząc awangardowe ubrania, które jednocześnie spokojnie można byłoby nosić na co dzień. I czuć się swobodnie. Ubrania powstały bowiem z dżinsu, niekiedy postrzępionego (co zastępowało wspomniane tradycyjne frędzle). Takich, którego najlepszym dopełnieniem jest prosty biały T-shirt. Doceniam za zejście z utartej ścieżki i utylitarny charakter kolekcji.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Mało odkrywcze, ale pełne nieodpartego uroku były też według mnie kreacje (kreacje, bo w klimacie imprezowym) Moniki Sypuły. Złotym mięsistym tkaninom nie groził efekt nadmiernej ciężkości, dzięki zestawieniu z bielą lub z elementami siatkowymi. Kroje, mimo że przewidywalne, były jednak wdzięczne, bo kobiece – odsłaniające sporo, ale ze smakiem (i po to by dodać lekkości).

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Ciekawym elementem i zwieńczeniem gali był pokaz jej gościa specjalnego – portugalskiej projektantki Alexandry Moury. Moura umiejętnie połączyła w jednej kolekcji grube, kloszardzkie swetry oversize i skromne sukienki w stylu pensjonarskim oraz szerokie spodnie do połowy łydki ze zwiewnymi spódnicami. Zadbała o wszystkie detale i elementy wykończenia ubrań oraz pamiętała o dodatkach – zawadiackich kapeluszach (przypominających nieco baśniowy klimat tych z pokazu Louisa Vuittona z dawnych lat) i pakownych torbach w miejskim stylu. Jeśli z bajki o muminkach, najbardziej lubiliście Włóczykija – ta kolekcja podbiłaby wasze serca! Tak jak moje.

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Moura_fot. MZawadzka

Pokaz poprowadziła Agnieszka Popielewicz, buty udostępnił Kazar.

Nagrody dla projektantów – 15 tys. zł dla zwycięzcy oraz stypendia dla pierwszych trzech miejsc ufundowała Międzynarodowa Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru. Zdobywczynie pierwszego miejsca pojadą także na staż do Lizbony – właśnie do Alexandry Moury. Konkurs Fashion Designer Awards słynie bowiem z tego, że daje swoim laureatom możliwość szlifowania warsztatu pod okiem cenionych projektantów za granicą.

Podczas gali najnowszą kolekcję utrzymaną w ulubionej przez siebie czerni zaprezentował ubiegłoroczny zwycięzca FDA – Serafin Andrzejak.

Serafin_fot. MZawadzka

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Zdjęcia: Kurnikowski/AKPA, Magdalena Zawadzka.

Maksymalistki.

IMG_7713

6 czerwca 6 dyplomantek Katedry Mody warszawskiej ASP pokazało swoje kolekcje. Polsko, szykuj się – w modzie nadchodzi porządne ożywienie!

Tak dużego stężenia dobrej mody nie doświadczyłam już dawno. Zwłaszcza w wydaniu uczelnianym. Widać, że studenci Katedry Mody nie lubią i nie chcą się ograniczać. Przynajmniej w kwestii stosowania środków artystycznego wyrazu. Trudno zdecydować się, co w zaprezentowanych podczas pokazu dyplomowego kolekcjach wychodzi na pierwszy plan. Czy multikolorowe wzorzyste strukturalne tkaniny (tak, tak – wszystkie te cechy występują razem!) czy licznie pojawiające się akcenty dekoracyjne – biżuteryjne aplikacje, plastikowe naszywki o geometrycznych kształtach albo grube frędzle z włosia. A może formy – wyraźnie zaznaczone i oryginalne, bazujące na przeskalowanych elementach? Tu liczy się wszystko – od konstrukcji, przez wybór tkanin i kolorów aż po detale. Każdy szczegół jest przemyślany. Nie ma miejsca na przypadkowe rozwiązania. Wreszcie pojawia się kolor, który, miejmy nadzieję, niebawem wybije się na tle nadużywanej przez polskich projektantów szarości. Ubrania – nawet pojedyncze modele – uszyte są z kilku tkanin o różnorodnych wzorach i w kontrastowych odcieniach. A ich zestawienia, choć odważne, są bez zarzutu. Widać, że to kierunek, który obrała uczelnia, tym samym wyróżniając się pośród innych obecnych w Polsce. Ale warto z tym uważać – silny i bardzo czytelny styl szkoły nie powinien zagłuszać tożsamości pojedynczych projektantów. A podczas ostatniego – i pierwszego w historii Akademii – pokazu, nieco upraszczając, mniej uważny widz mógłby nie spostrzec, gdzie kończy się jedna kolekcja, a zaczyna druga. Oto one.

Katarzyna Skórzyńska zaprezentowała pełną przepychu kolekcję w etnicznym duchu. Bluzki i płaszcze o zaokrąglonych liniach ramion uszyła z tkanin o deseniach niczym z kalejdoskopu. Spódnice suto udekorowała aplikacjami przypominającymi drogocenne klejnoty, jak te z ostatnich pokazów Burberry czy Dolce i Gabbana. Ważną rolę odgrywały współczesne graficzne hafty. Stylizacje uzupełniały sandały na koturnach wiązane przy kostkach za pomocą barwnych pasów materiału oraz utrzymane w konwencji torebki na ramię.

IMG_7551

IMG_7553

IMG_7559

IMG_7563

IMG_7571

IMG_7575

Julia Kaleta postawiła na zwiewność i delikatność, ale nie przesłodzoną. Subtelny charakter powłóczystych sukienek przełamała za pomocą misternie uplecionych na karczkach geometrycznych form z taśm. W sposób nienachalny wprowadziła też sportowe inspiracje. Najlepszym przykładem jest przezroczysty top z odkrytymi plecami. Zachwyt wzbudziły też szerokie spodnie z wysokim stanem, na pierwszy rzut oka wyglądające jak spódnica.

IMG_7589

IMG_7598

IMG_7602

IMG_7616

Jevgenija Jurkievica poszła na całość, poszukując form. Choć nie zapomniała też o przyciągających wzrok kolorach. W skład kolekcji wywołującej skojarzenia z podwodną fauną i florą weszły suknie-instalacje złożone z przeskalowanych elementów mocno odstających od ciała. Takie linie to ostatnio rzadkość, bo niewielu projektantów chce robić coś, czego nie da się łatwo sprzedać. Jednak dopiero gdy mają je w swoim portfolio, są w stanie kreatywnie myśleć o konstrukcji stroju. Także takiego o charakterze komercyjnym.

IMG_7622

IMG_7637

IMG_7643

IMG_7652

IMG_7654

U Ewy Stepnowskiej również rządziły kolory i wzory, choć największe brawa należą się za płaszcze – z mięsistych, fakturowych tkanin – takie, w których można się schować. To co ciężkie zestawione było z lekkim, obok pastelowych odcieni pojawiały się te ciemne i głębokie albo jaskrawe i metaliczne.

IMG_7659

IMG_7661

IMG_7669

IMG_7670

IMG_7678

Zofia Ufnalewska zachwyciła płaszczami oversize uszytymi z fakturowych tkanin. Choć czarne i z ciężkich materiałów nabierały lekkości, dzięki podkreślającemu spójność kolekcji falistemu pastelowemu wzorowi. Duży plus za spódnice przypominające dzieła origami – pełne zaskakujących cięć, warstw i zakładek – intrygowały.

IMG_7689

IMG_7691

IMG_7708

Projekty Joanny Wawrzyńczak były najbardziej nowoczesne, może dlatego że bazowały na geometrycznych kształtach i plastikowych elementach dekoracyjnych. A także bieli i czerni, czasem tylko ożywionych za pomocą lekko połyskującej mięty. Granica między aplikacjami na ubraniach i masywnej biżuterii uległa całkowitemu zatarciu.

IMG_7724

IMG_7727

IMG_7729

Zdjęcia: Lukas Thor-Thot.

Yves Saint Laurent, jakiego nie znacie.

1_ yves_saint_laurent

30 maja do kin wchodzi film „Yves Saint Laurent. Geniusz, który rzucił świat mody na kolana”. Ale wbrew tytułowi obraz ukazuje Yves’a Saint Laurenta nie tylko jako posiadacza nieprzeciętnego talentu, który na zawsze zapisał się w historii mody, ale przede wszystkim jako człowieka z krwi i kości. Targanego namiętnościami, pełnego wątpliwości i obaw, przerażonego wizją zwykłego życia i tego, co się z nim wiąże. Choć na pierwszy rzut oka poukładanego, o nienagannych manierach, a nawet zbyt „grzecznego”. Poznajemy go jako nieśmiałego, skromnego, ale bardzo pracowitego młodzieńca, który niespodziewanie zostaje dyrektorem artystycznym domu modu Dior po śmierci jego założyciela. Wrzucony na głęboką wodę, świetnie sobie radzi do momentu, kiedy zostaje powołany do wojska. To początek depresji wielkiego kreatora, która wyciska piętno na całym jego życiu. Począwszy od tego, że przyczynia się do zwolnienia go z pełnionej funkcji w prestiżowym domu mody.

Na szczęście projektant nie jest sam. Wspiera go Pierre Berge, wieloletni partner artysty poznany na jednym z pierwszych pokazów, i jak mawiał sam Yves „mężczyzna jego życia”. To właśnie jego oczami oglądamy Yves’a Saint Laurenta w filmie. I to właśnie jemu zawdzięczać możemy sukces Laurenta. Przedsiębiorczy, komunikatywny i zorganizowany wziął na siebie trud prowadzenia domu mody partnera, pozostawiając mu jedynie to, co ten kochał najbardziej – projektowanie. Chronił go przed biurokracją, mediami, sporami w firmie, a nawet jego własnymi fobiami. Nie zdołał jednak uchronić przed epizodem hulaszczego życia, które doprowadziło do uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Nigdy jednak nie stracił w niego wiary i nie pozwolił się poddać. Zawsze był blisko, mimo że nie zawsze było to łatwe. Film to opowieść o tym, co czuje i znosi człowiek, który idzie przez życie z geniuszem, samemu pozostając w cieniu i ile można poświęcić w imię miłości (a także czym miłość jest).

4_YSL i PIERRE

Warto wybrać się do kina, także ze względu na piękne zdjęcia Thomasa Hardmeiera oraz muzykę Ibrahima Maaloufa. Oraz po to, by zobaczyć, jak zmieniała się moda na przestrzeni drugiej połowy XX wieku. Poznać świat mody elitarnej – luksusowych tkanin i kameralnych pokazów, na które wstęp mieli tylko wybrani i bardzo wpływowi. Świat, który odchodzi już w zapomnienie, tak jak haute couture usunęło się w cień na rzecz pret-a-porter. Częściowo zresztą za sprawą Yves’a Saint Laurenta i jego coraz bardziej wyzwolonych projektów – prostej, ale kusej „Mondrian dress” oraz garniturów dla silnych wyemancypowanych kobiet.

1 YSL naked

Yves-Saint-3_Movie-2014-Directed-by-Jalil-Lespert

Zwiastun filmu:

Zdjęcia: Materiały prasowe.

Dystrybucja: Vue Movie Distribution.

Trampki od Margieli.

1 Converse_Maison_Martin_Margiela_Paint_Crack_Outsole_large

Francuski dom mody, siejący ferment w branży za sprawą zdekonstruowanych, awangardowych ubrań i marka, która miała tupet reklamować swoje produkty hasłem: „shoes are boring, wear sneakers”, czyli Maison Martin Margiela oraz Converse połączyli siły. Po raz drugi wspólnie stworzyli linię obuwia, a właściwie nadali nowy wymiar dwóm legendarnym modelom – Converse All Star Chuck ’70 i Converse Jack Purcell. Buty utrzymane w wyrazistych odcieniach zanurzono w białej farbie, która pod wpływem użytkowania ma pękać i odsłaniać coraz więcej koloru. A ponieważ, każdy używa swoich butów trochę inaczej, dwóch identycznych egzemplarzy nie będzie!

Linia Converse Maison Margiela First String do wybranych salonów Converse oraz butików Maison Martin Margiela weszła 23 maja. Model Converse All Star Chuck ’70 dostępny jest w wersjach Amber Glow oraz True Navy, model Converse Jack Purcell – w kolorach Azur Blue i Biking Red. Wszystkie mają w zestawie tradycyjne i pomalowane sznurówki. Snobów ucieszy logo Maison Martin Margiela znajdujące się na językach.

3 Converse_Maison_Martin_Margiela_All_Star_Chuck_70_Jack_Purcell_large

2 Converse_Maison_Martin_Margiela_All_Star_Chuck_70_Jack_Purcell_Group_largeost Converse_Maison_Martin_Margiela_Paint_Detail_large

Back to the Studio.

DSC_1307

Relację z ostatniej edycji Fashion Philosophy Fashion Week Poland rozpoczynam od kolekcji zaprezentowanych w ramach nowo powstałej strefy Studio. Znalazły się w niej linie, które z różnych przyczyn nie zostały zakwalifikowane do dobrze znanych z wcześniejszych edycji tygodnia mody segmentów – Off Out Of Schedule oraz Designer Avenue, ale były na tyle dobre i zapadające w pamięć, że nie można było z nich zrezygnować. Z założenia pole dla debiutantów, wcale takim nie było, bo – z małymi wyjątkami – swoje projekty pokazali designerzy, których nazwiska od kilku lat funkcjonują w branży. Ale sama formuła się sprawdziła, bo pozwoliła pozostałym strefom wykrystalizować swoją tożsamość, a z tym ostatnimi czasy bywało różnie. Dotyczy to szczególnie Offu, bo Aleja, choć bardziej spójna niż zwykle, w dalszym ciągu pozostaje najmniej równym pod względem poziomu kolekcji i ich grup docelowych segmentem (choć najbardziej obleganym i/bo przyciągającym gwiazdy).

Jak się okazało Studio było mocnym punktem Fashion Weeka, zwłaszcza, że to właśnie tu (wbrew werdyktowi redakcji Elle) można było zrobić prawdziwe odkrycie roku 2014! Na to miano zasłużyła Magdalena Floryszczyk (wcześniej o projektantce pisałam tu: https://kroljestnagi.com/2014/04/08/oto-przyszlosc-polskiej-mody/ ), której debiutancką, bo stworzoną na bazie kolekcji dyplomowej linię cechowały: niezwykła dojrzałość, piękne i przemyślane, choć proste fasony, udany dobór kolorów i dbałość o szczegóły. Tego dnia był to dla mnie pierwszy pokaz (nie mogłam niestety zobaczyć wcześniejszej kolekcji grupy projektowej Mixer) i od razu estetyczna uczta! Floryszczyk pokazała rzeczy, które każdy chciałby mieć i czułby się w nich komfortowo, jednak były to ubrania o klasę wyżej od wyświechtanych już dzianinowych wdzianek oversize. Nie przeszkadzało nawet to, że większość rzeczy utrzymana była w równie mocno wyeksploatowanej szarości. Na pierwszy plan wychodzila bowiem konstrukcja. A zaraz za nią podążały świetnie dobrane, wysokiej jakości tkaniny. W skład inspirowanej baseballem linii „The Game“ weszły luźne minimalistyczne sukienki, proste topy zestawione z rozkloszowanymi spódnicami midi o licznych zakładkach, spodnie, koszule, swetry, kombinezony oraz przepiękne płaszcze. Stylizacje wzbogacały drewniane trapezowe „torebki“ oraz sportowe buty i czapki z daszkiem, które u Floryszczyk umiały zachować klasę, pomimo że kojarzą się raczej z tandetną stylówą dzieciaków z Bronxu. Za nietendencyjne wykorzystanie sportowych odniesień i utrzymanie eleganckiego charakteru kolekcji – ogromny plus!

DSC_0943

DSC_0950

DSC_0958

DSC_0971

DSC_0974

DSC_0978

DSC_0991

DSC_1015

DSC_1033

DSC_1061

Oli Bajer (stojącej za marką Bola), czyli autorce kolejnej zaprezentowanej lini, udało się to nieco gorzej. Bo ona także sięgnęła po inspiracje sportowe (to zresztą jeden z głównych trendów powtarzających się podczas tegorocznego Tygodnia Mody – a mówiąc szczerze, nie tylko tegorocznego…), próbując zestawić je z formalnymi elementami stroju. W rezultacie modelki ubrane w dopasowane eleganckie spodnie i marynarki przechadzały się obok tych w bluzach i legginsach… Graficzne i geometryczne nadruki, choć efektowne, dawno już widzieliśmy. Także fasony nie wnosiły niczego nowego. Kolekcja poprawna i udana kolorystycznie (czerń, granat i fiolet ożywione srebrem) nie powaliła więc, choć pod względem formalnym nie można jej nic zarzucić.

DSC_1072

DSC_1084

DSC_1151

DSC_1099

DSC_1105

DSC_1126

DSC_1153

DSC_1171

DSC_1177

Kolekcja Moniki Gromadzińskiej „Bez tytułu“ pozytywnie mnie zaskoczyła. Może dlatego, że kiedy widziałam ją wcześniej podczas spotkania Rady Programowej, sprawiała wrażenie niechlujnej, a na pewno niedokończonej. Jednak projektantka stanęła na wysokości zadania i podczas Tygodnia Mody mogliśmy zobaczyć linię nie tylko gotową, ale i przemyślaną w pełni i dopracowaną – choć odwołującą się do pierwszego etapu procesu twórczego, wstępnych szkiców. Stąd nadruki przypominające kreski robione ołówkiem, które były jednym z elementów uspójniających kolekcję. Oprócz nich można było podziwiać dyskretne łukowe wycięcia z boków bluzek i sukienek czy przy rękawach bluz, trójkątne kawałki tkanin swobodnie zwisające z wybranych elementów garderoby, gniecenia materiałów i subtelne plisy. Dominowała biel, wspierana czernią, szarością i błękitem.

DSC_1195

DSC_1199

DSC_1215

DSC_1240

DSC_1257

DSC_1280

DSC_1289

DSC_1292

Ostatni pokaz w ramach Studio należał do Jarosława Ewerta. Jego kolekcje miałam okazję widzieć wcześniej, ale na ogół szybko o nich zapominałam. Z tą jest inaczej. Przy tworzeniu linii „FADO“ projektant sięgnął do fascynacji obrazami niczym z kalejdoskopu. Dlatego też punktem wyjścia były dla niego geometryczne formy. Pojawiły się one jeszcze zanim zobaczyliśmy pierwszą sylwetkę, bo już na etapie wprowadzającej w klimat wizualizacji przedstawiającej człowieka (a konkretniej głowę), który pod wpływem płomieni rozpada się na drobne cząstki, by następnie zbudować od nowa. Następnie zaś widzieliśmy je w formie przeskalowanych elementów garderoby – ogromnych prostokątnych kieszeni płaszczy i sukienek, obszernych kominów otulających szyję niczym najcieplejszy szal czy gwiazdy pokazu – wielkiej męskiej torby noszonej na ramieniu. W oczy rzucały się designerskie kurtki puchówki (białe lub kobaltowe), metaliczne – srebrne lub miedziane akcenty strojów, futrzane kamizele oversize narzucone na proste sukienki oraz zrobiony specjalnie na potrzeby pokazu makijaż stworzony na bazie geometrycznych kształtów. Inspiracja, choć wyrazista, nie przytłaczała jednak.

DSC_1322

DSC_1316

DSC_1354

DSC_1372

DSC_1411

DSC_1428

DSC_1464

DSC_1505

DSC_1507

DSC_1515

Zdjęcia: Lukas Thor-Thot.

Zakupy z wąsem.

 

yard sale 11_plakatWszystkim entuzjastom mody, zwłaszcza tej spod igły polskich projektantów najbliższy weekend upłynie pod znakiem zakupów. 17 i 18 maja w Warszawie po raz kolejny odbędą się bowiem targi Mustache Yard Sale. Pod dachem Pałacu Kultury i Nauki spotka się ponad 500 wystawców. Wśród nich głównie projektanci streetwearu. Polecam T-shirty z nadrukowanymi rysowanymi zwierzętami leśnymi od Dzień dobry, płaszczyki Dirty Deer, i multibarwne sukienki czy bluzki Kombokolor. Będzie też moda nieco bardziej wyrafinowana. Zajrzyjcie na stoiska Delikatessen, Dominiki Naziębły, Jarosława Ewerta czy Magdy Floryszczyk (to odkrycie ostatniej edycji Fashion Week Poland!).

Oprócz zakupów przewidziane inne atrakcje: panele dyskusyjne i wykłady z udziałem specjalistów z branży, pokazy filmowe w ramach Planet+ Film Festival, sportowe strefy na Placu Defilad (m.in. rampy i boisko do badmintona), a sobotniego wieczoru – after party w Teatrze Studio z udziałem Samphy.

Więcej na: http://www.mustache.pl/yard-sale

mustache grudzien 5

mustache_logo

 

Piknik.

Dzień przed majówką, kiedy było jeszcze ciepło i słonecznie, wybraliśmy się na piknik. Nie całkiem zwyczajny i nie całkiem leniwy. Pod tym hasłem odbyła się sesja zdjęciowa do kulinarno-lifestylowego magazynu Fridge. Zobaczcie, co się działo.

sesja Fridge Apr 2014 _ 018-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 049-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 081-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 113-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 179-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 187-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 242-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 278-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 301-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 308-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 330-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 356-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 386-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 472-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 476-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 551-2

sesja Fridge Apr 2014 _ 624-2

Piknikowali:

Lucy Seremak i Magdalena Zawadzka (produkcja i aranżacja pikniku)

Ralph Kruhlik (stylizacja modeli)

Tomasz Gąsiorek (przepisy i wykonanie potraw)

Seweryn Chlebiński (fotograf)

Magda Ziembowicz (make-up)

Matylda i Marek (modele)

 

Fot. Lukas Thor-Thot

 

OFF wychodzi z cienia.

Paulina Ptashnik, fot. Katarzyna Czarnecka

Fashion victims, nie możecie tego przegapić! 6 maja uroczystym pokazem Agathy Ruiz de la Prady – hiszpańskiej projektantki i kolorowego ptaka świata mody – rozpocznie się 10 edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland, czyli polskiego tygodnia mody, który regularnie odbywa się w Łodzi. Impreza potrwa 5 dni. Najważniejsze wydarzenia zaplanowane są na czwartek, piątek i sobotę (8-10 maja). To właśnie wtedy zobaczymy, co na jesień i zimę 2014 roku proponują polscy projektanci (oraz gość z zagranicy – portugalski designer Miguel Vieira). Pokazy pogrupowane są na trzy kategorie. Podczas Designer Avenue zaprezentowane zostaną kolekcje tych, którzy poszczycić się mogą znacznym dorobkiem twórczym oraz dużym uznaniem m.in. Natalii Jaroszewskiej, Joanny Klimas, MMC Studio, Michała Szulca, Łukasza Jemioła i innych. Będą to kolekcje najpełniejsze (o największej liczbie zaprezentowanych sylwetek), o najbardziej komercyjnym charakterze. Artystów aspirujących do tego grona będzie można poznać podczas nowo powstałej przestrzeni – Studio. Swoje pomysły pokażą tam: Mixer, Magda Floryszczyk, Ola Bajer, Monika Gromadzińska oraz Jarosław Ewert. Mnie jednak od zawsze najbardziej interesowała strefa OFF Out Of Schedule. To właśnie ona należy do artystów awangardowych, twórców mody konceptualnej, zaangażowanej, niszowej. Takiej, która nie zawsze nadaje się do noszenia (choć na ogół tak), ale takiej, która zawsze budzi emocje i najbliższa jest sztuce. Jako członkini Rady Programowej strefy OFF kolekcje widziałam wcześniej. Uchylam więc rąbka tajemnicy, na co szczególnie warto się szykować.

Paulina Ptashnik, piątek 09.05, godz. 12.30 (zdjęcie powyżej)

Projektantka słynie z minimalistycznych projektów. Nieważne, czy wchodzą w skład tworzonej przez artystkę stałej lini basic, czy też jej udanej debiutanckiej kolekcji BLIND. Zawsze cechuje je perfekcyjna forma, staranność wykonania i dbałość o szczegóły. Na pierwszy rzut oka skromne i nienachalne ubrania kryją w sobie siłę tkwiącą w konstrukcji i detalach. Tym razem Ptashnik pokaże kolekcję inspirowaną… katastrofą atomową w Czarnobylu.

Zwyrd, czwartek 08.05, godz. 12.00

Sojący za marką, Grzegorz Marcisz to nowa, zaskakująca postać w modzie niszowej. Nie boi się być outsiderem i dla takich tworzy. Kolekcja „Core“ (z ang. rdzeń), którą zobaczymy w sposób bezpośredni nawiązuje do kory drzewa, ale także odnosi się do osobowości człowieka w jej czystej postaci, nieskażonej trudnościami życia. Ale w modzie inspiracja nie zawsze musi być czytelna i dostrzeżona. Jeśli pominiemy ją w tym przypadku, zobaczymy ciekawe eksperymenty z fakturą ubrań oraz fajne pomysły na stylizacje dla facetów z brodą.

Fot. Paweł Stefaniak.

Zwyrd, fot. Paweł Stefaniak

Momi-ko, czwartek 08.05, godz. 11.30

Monikę Misiak-Kołsut w dalszym ciągu fascynuje Japonia i jej subkultury. Tym razem na tapetę poszły będące symbolem monotonii i konformizmu mundurki oraz sztuka origami. Połączenie tych dwóch dało imponujący wynik.

Fot. Arkadiusz Szczudło

Momi-ko, fot. Arkadiusz Szczudło

Szpila, piątek 09.05, godz. 12.00

Mroczna i ciężka w wyrazie (momentami trochę za bardzo) kolekcja na uwagę zasługuje ze względu na wchodzące w jej skład  swetry (i wełniane elementy) o grubych splotach – wielkie, mocne, pozwalające się w nich ukryć. A wszystko to ręczna robota!

SZPILA_min

Szpila

W trakcie OFF Out of Schedule zobaczymy także kolekcję Katarzyny Góreckiej oraz Kas Kryst.

Katarzyna Górecka, fot. Malwina Sulima

Katarzyna Górecka, fot. Malwina Sulima

Kas Kryst, fot. Daniel Jaroszek

Kas Kryst, fot. Daniel Jaroszek

Nowością będą prezentacje, które odbędą się obok klasycznych pokazów. Dzięki pracowni sitodruku i grupie projektowej BLOT będzie można zobaczyć na żywo, jak powstaje druk na tkaninie.

Print

BLOT

Romana (Katarzyna Romańska) zaprezentuje kolekcje ubrań, a raczej instalacji na ciele, które obrazować mają złożoność kobiecej psychiki. A wiele tam się dzieje!

Romana, fot. Anna Jarosz

Romana, fot. Anna Jarosz

Zaś dzięki Annie Kołodziejskiej trzeba będzie obejrzeć modę przez specjalne okulary – cała kolekcja stworzona z myślą o mężczyznach oraz… ich czworonożnych pupilach pokryta jest nadrukami 3D. Science fiction, więc czemu by nie zobaczyć!

Anna Kołodziejska, fot. Sylwia Krezel

Anna Kołodziejska, fot. Sylwia Krezel

Pokazy w ramach strefy OFF Out Of Schedule oraz Studio odbędą się w Centrum Promocji Mody łódzkiej ASP przy ul. Wojska Polskiego 121. Designer Avenue – w hali Expo przy al. Politechniki 4.

O tym, jak znaleźć się na Fashion Weeku więcej tu: http://fashionweek.pl/pl/wez-udzial/

Fire!

Szulc Fire backstage 1-new

Najnowsza kolekcja Michała Szulca nie mogła się nazywać inaczej. Podczas pokazu – 15 kwietnia na Mysiej 3 – był ogień! Na wybiegu pojawiły się kuse kurteczki – niektóre w neonowym żółtym odcieniu, inne z kapturem obszytym sztucznym futerkiem (to w końcu kolekcja na jesień i zimę) – ramoneski o blasku miedzi i srebra vintage, op-artowskie desenie, aplikacje przypominające oczy, wielkie (i małe) grochy oraz filc. Nie brzmi przekonująco? Bo tylko Michał Szulc potrafi takie rzeczy zaprojektować tak, by miały klasę. Znany ze swej skromności, co rzadkie w świecie mody, oraz oszczędności w stosowaniu środków artystycznego wyrazu, projektant nie rozczaruje jednak wiernych mu klientów. Po pierwsze, w kolekcji, choć mocno ożywionej za sprawą wyrazistych kolorów, dominują szarości – jasna i grafitowa, czerń oraz granatowy. Po drugie – zachowane zostały charakterystyczne dla Szulca rozwiązania konstrukcyjne. Bluzki i swetry o prostokątnych formach oversize są wydłużone i mają obniżoną linię ramion, płaszczyki i marynarki kończą się w połowie bioder, mankiety koszul są przeskalowane, a na większości z nich pojawiają się asymetryczne cięcia. Są spódnice szyte z koła oraz te o długości maksi – bliskie sylwetce i bardziej swobodne. Konstrukcja doprowadzona jest do perfekcji i to ona gra główną rolę w kolekcji, mimo wielu elementów, które próbują odwrócić od niej uwagę. Na spodniach, a nawet spódnicach o długości 7/8 zgrabnie ukryte są suwaki i różnego rodzaju kieszonki. Wśród tych ostatnich dominują te, których formę kończą dwie „listewki”. To właśnie m.in. one, urokliwe, choć pewnie mało praktyczne, uspójniają kolekcję – obecne są bowiem także na kurtkach, bluzkach, a nawet torebkach wzorowanych na listonoszkach! Oprócz modeli, które, jak to u Szulca, są raczej zabudowane, pojawiają się także bardziej odsłaniające ciało – topy eksponujące brzuch czy sukienki i narzutki z prześwitującego delikatnego szyfonu. Niektóre zdobią zmysłowe groszki. Mniej subtelne grochy – ręcznie haftowane i intensywnie zielone zdobią zaś wełniany płaszczyk. Ciekawy także dlatego, że uszyty z kilku rodzajów wełen. Tkaniny i faktury mieszają się w kolekcji „Fire!”. Obok szyfonów występują sztuczne futra, wełna przyjmuje wiele postaci, pojawiają się bawełna oraz jedwab, a najwięcej jest miękkich naturalnych skór. Wszystko to składa się na kolekcję intrygującą i wdzięczną jednocześnie. Nowoczesną, w klimacie urban. Najlepszą od kilku sezonów!

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (32)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (1)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (9)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (13)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (41)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (2)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (5)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (6)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (11)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (17)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (20)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (24)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (25)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (23)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (22)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (30)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (33)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (34)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (40)

Po długiej przerwie Michał dodał do kolekcji sylwetki męskie.

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (15)

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (35)

Michał Szulc_Fire backstage-new*****

Michał Szulc Fire! fot. Artur Cieślakowski (43)

Buty: Wojas

Biżuteria: Coctail’me

Okulary: JOOP!

Stylizacja: Zuzanna Kuczyńska

Make-up: Sephora

Włosy: Bartosz Janusz

Manicure: O.P.I.

Zdjęcia: Artur Cieślakowski