Dudzińska. Swetry jak rzeźby.

1 Dudzinska

Jest w nich coś pierwotnego, organicznego, co powoduje, że nie można oderwać od nich wzroku. Mięsiste, nieco za duże, o charakterystycznych splotach i różnorodnych fakturach powodują, że chce się w nich otulić i przeczekać do wiosny. Nie licz jednak na to, że będziesz w ukryciu, bo swetry Anny Dudzińskiej nie pozostawiają obojętnym.

4 Dudzińska

To, co powoduje, że są tak magnetyczne, to najprawdopodobniej liczne (acz niedosłowne) elementy nawiązujące do natury. Anna Dudzińska nie kryje swej fascynacji przyrodą. To właśnie z niej zapożycza kolory i faktury – w ostatniej kolekcji sploty wybranych swetrów przypominają plastry miodu albo budzą skojarzenie ze strukturą kamieni. „Kolekcja powstała także w oparciu o zdjęcia Jimmy’ego Nelsona, twórcy projektu „Before they pass away“, dokumentującego ostatnie żyjące na Ziemi plemiona. Stąd można dopatrzeć się motywów etnicznych“ – mówi Dudzińska. Mowa m.in. o swobodnie wypuszczonych pojedyńczych (za to licznych) nitkach układających się na wzór modnych w tym sezonie frędzli. Intencją projektantki nie jest jednak tworzyć w zgodzie z trendami. Lubi wykraczać poza nie, tworząc ubrania nieszablonowe, oryginalne. Co ważne jednak – mają być przy tym w stu procentach nadające się do noszenia.

I chyba tak jest, bo klientek przybywa. Początkowo Ania dziergała ze swoją mamą, dziś za marką stoi sztab ludzi. W dalszym ciągu jednak ubrania robione są ręcznie. Z wełen owczych, a także najwyższych jakościowo wełen sprowadzanych z Peru: pozyskiwanych z alpak, merynosów i kóz angorskich (moher) czy też ich mieszanki z jedwabiem. Oprócz swetrów i spódnic robionych na drutach w kolekcji pojawiają się także sukienki, spodnie i płaszcze uszyte z tkanin. O minimalistycznych formach, z metalicznym połyskiem. Wszystko tworzy wysmakowany miks nowoczesności z tradycją.

2 Dudzinska

3 Dudzinska

5

6

7 Dudzinska

8 Dudzinska

9 Dudzinska

Zdjęcia: Małgorzata Popinigis

Modelka: Natalia / AMQ

Makijaż i Fryzura: Magda Szarzyńska

Set Designer: Małgorzata Botor

Tu możecie obejrzeć zdjęcia Jimmy’ego Nelsona: http://www.beforethey.com/artprints/

Poniżej jedno z nich.

Jimmy Nelson

Wisłaki, czyli zwierzaki na koszulkach.

WISŁAKI 1 small

Rudzik, wydra, bóbr, zimorodek, podróżniczek, kormoran, dzięcioł i bielik – wszystkie te zwierzaki można spotkać nad Wisłą. Ale nieczęsto, bo to gatunki chronione. Od niedawna pojawiły się jednak także na koszulkach, bluzach i ubrankach dziecięcych – utrzymanych w klasycznych kolorach (czerń i biel) i uszytych z bawełny organicznej (z certyfikatem GOTS). To pomysł Łukasza Gosławskiego i Dominiki Naziębły, którzy wspólną inicjatywę nazwali Wisłaki.

Rysunki zwierząt, na podstawie których ręcznie i za pomocą farby wodnej zrobiono nadruki na ubraniach, wykonały ilustratorki Agata Dudek i Gosia Nowak. Za projekty ubrań (utrzymanych w stylu basic) odpowiada Dominika – projektantka znana z tworzenia w nurcie eko. Już podczas studiów na Wydziale Tkaniny i Ubioru na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych zorientowała się, że samo tworzenie kolejnego ubrania jej nie wystarcza. Postawiła na design zrównoważony (oparty o korzystanie z zasobów odnawialnych, o minimalnym wpływie na środowisko). Jej kolekcja dyplomowa bazowała na recyklingu. Praca magisterska – dotyczyła świadomości w modzie z perspektywy zarówno projektanta, jak i konsumenta. „Projekt Wisłaki to naturalna kolej rzeczy“ – mówi Dominika. „To kreowanie dobrego. Dobrego dla środowiska, dla zwierzaków i dla nas samych“ – dodaje. Ubrania powstają bowiem lokalnie, produkcja bawełny organicznej, z której są uszyte, odbywa się w zgodzie z naturą, a uzyskana z takiej bawełny dzianina, będąc wolną od chemii, nie uczula nawet skóry wrażliwej. W dodatku 5 zł ze sprzedaży każdego ubrania trafia na konto Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Ciekawy był też sposób pozyskania funduszy na stworzenie „wisłakowej“ kolekcji. Środki zebrane zostały bowiem na portalu crowdfundingowym. O co chodzi? „Crowdfunding to finansowanie społecznościowe – tłumaczy Naziębły. – Wymyślamy projekt, umieszczamy na wybranym przez siebie serwisie i jeśli ktoś uzna, że ma to sens, może wesprzeć projekt finansowo, tym samym przyczyniając się do jego realizacji“. W Wisłaki uwierzyło 145 osób. Zbiórka za pośrednictwem ekologicznego portalu mintu.me trwała 45 dni. W tym czasie udało się zebrać 20935 zł, czyli 104% zakładanej sumy. Wisłaki ożyły. I opanowały miasto.

s WISŁAKI_bluza biała reglan modelka wydra

s WISŁAKI_bluza z kapturem biala dzięcioł

s WISŁAKI_bluza czarna reglan modelka rudzik

s WISŁAKI_bluza z kapturem czarna model bielik

s WISŁAKI_bluza biała reglan emblemat zimorodek

s WISŁAKI_bluza z kapturem czarna kormoran

s WISŁAKI_Kids bluza czarna dziewczynka podrozniczek

s WISŁAKI_Kids pajac_bóbr

s WISŁAKI_Kids spodenki czarne zimorodek

s WISŁAKI_Kids pajac model zimorodek

Wisłaków szukajcie na:  http://shop.wislaki.com oraz na targach mody autorskiej.

A tu krótki film, jaki powstał, by promować akcję (zanim zebrano potrzebne środki):

HUSH Warsaw. Debiut na wybiegu.

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6387

Wczoraj wieczorem odbył się pokaz mody będący niczym wisienka na torcie ostatniej edycji najsłynniejszych chyba targów mody HUSH Warsaw. A skoro te organizowane są na Stadionie Narodowym, nie było lepszego miejsca na pokaz niż Pałac Kultury i Nauki. W Sali Marmurowej w bezpretensjonalnej atmosferze, w towarzystwie przedstawicieli prasy oraz sympatyków HUSH-a i polskiej mody swoje kolekcje zaprezentowały (kolejno) Gosia Sobiczewska stojąca za marką „est by Es.“, Luiza Jacob z „Dream Nation“ i Joanna Hawrot, projektująca pod własnym nazwiskiem. To laureatki konkursu HUSH Selected 2014 w kategorii „Projektant Roku #BEGINDESIRE“ (choć zwyciężyła Joanna, jury nie mogło sobie odmówić zobaczenia na wybiegu również kolekcji Gosi i Luizy, dlatego także i je postanowiło wyróżnić pokazem). Wydarzenie sponsorowało Martini Polska. Oto, co można było zobaczyć:

GOSIA SOBICZEWSKA – „EST BY ES.“
W projektach „Est by eS.“ drzemie duża dawka kobiecości i seksapilu – przemycone są one jednak w sposób bardzo subtelny. Poprzez pogłębienie dekoltu, który kończy się sporo pod biustem, wykorzystanie transparentnej tkaniny eksponującej figurę, sięgnięcie po ołówkowy fason spódnicy podkreślający linię bioder. Niby chwyty klasyczne, ale zastosowane na ubraniach o minimalistycznych formach nabierają elegancji i nie mają w sobie już nic z wulgarności. Także kolory są grzeczne. Dominują biały i niebieski, niekiedy ożywione jedynie za pomocą głębokiej czerwieni. Ubrania projektu Gosi to sprzymierzeńcy sylwetki – zarówno cięcia, jak i wzory (tym razem drobne paski) pomyślane są tak, by optycznie wyszczuplać. Wielkie brawa należą się także za małe kurtki o oryginalnych, zgeometryzowanych kształtach.

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5603

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5561

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5628

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5646

20150209_193420

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5688

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5736

LUIZA JACOB – „DREAM NATION“
Fani streetowej marki, której ubrania z bawełny organicznej krzyczą kolorami i słyną z bogactwa deseni, także i tym razem nie byliby rozczarowani. Prezentując multibarwne ubrania noszone (najczęściej) warstwowo, Luiza odarła słowo „komplet“ z jego dawnego pejoratywnego wydźwięku. Na sukienki do połowy uda narzuciła bluzy albo obszerne chusty, szerokie spodnie i spódnice zestawiła z kurtkami bomberkami, spod których dumnie wystawały proste w formie koszule, a sportowe topy połączyła z koszulami oversize. Wszystko to idealnie dopasowane kolorystycznie. Kontrastowe były natomiast detale i akcesoria – szerokie gumy optycznie dzielące kombinezon czy sukienkę na dwie części, plecak albo buty.

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5823

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5846

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5852

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5887

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_5899

JOANNA HAWROT
Joanna Hawrot zachwyciła ubraniami inspirowanymi kulturą japońską z dużą dozą wpływów etnicznych. Pojawiły się liczne zakładki nadające strojom formy niczym z origami oraz kroje inspirowane kimonem. Podziwialiśmy eleganckie plisy i misterne upięcia trzymające w ryzach luźne fasony. Przeskalowane mankiety oraz kołnierzyki przechodzące w szale. Na tym projektantka powinna poprzestać. W kolekcji pojawiły się jednak także bliskie ciału kreacje w całości uszyte z czarnej koronki albo mieniące się dużych rozmiarów cekinami. Ich wprowadzenie rozmyło przekaz i osłabiło nieco wrażenie, jakie Hawrot mogłaby wywrzeć, prezentując wyłącznie „konstrukcyjną“ linię. Ale i tak mieliśmy niedosyt.

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6042

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6079

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6168

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6223

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6200

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6284

HUSH-brzoska-09-02-2015-IMG_6306

Film z finału pokazu Joanny Hawrot:

Projektantki wraz z prowadzącą pokaz Dorotą Smaszcz-Kurzajewską

Projektantki wraz z prowadzącą pokaz Pauliną Smaszcz-Kurzajewską

#BEGINDESIRE fot M.Zawadzka

Zdjęcia: Szymon Brzóska, Magdalena Zawadzka.

Dobra baza, czyli basic od Odio i Jakuba Pieczarkowskiego.

odio i pieczarkowski 16 gorgones

O znakomitej kolekcji „Gorgones” Odio i Jakuba Pieczarkowskiego pisałam już tu: https://kroljestnagi.com/2014/11/19/perelki-alei/. Można ją było zobaczyć jesienią w ramach polskiego tygodnia mody. Dziś na światło dzienne wychodzi lookbook „Gorgones” w wydaniu basic (kroljestnagi ma go pierwszy!). Linia, choć prostsza i bardziej użyteczna (jak na basic przystało) bezpośrednio nawiązuje do tego, co wówczas działo się na wybiegu. Są więc maski skrywające twarze i intrygujące fryzury. Jest dużo czerni – regularnie wykorzystywanej w podstawowej linii duetu projektantów. Są i nadruki – znak rozpoznawczy ich twórczości. Tym razem: złote, niebieskie, różowe. Choć utrzymane w bizantyjskiej stylistyce, świetnie sprawdzają się we współczesnych realiach. To właśnie dzięki nim „kawałek zwykłej dzianiny” jest w stanie zamienić się arcydzieło. Okazuje się więc, że basic – powszechnie utożsamiany z nudnymi T-shirtami i sukienkami-worami, które niczym się od siebie nie różnią i najczęściej przyjmują maskujące odcienie szarości – może mieć charakter. I to całkiem silny! Zobaczcie zresztą sami.

Odio i Pieczarkowski 1

odio i pieczarkowski 2 gorgones basic

odio i pieczarkowski 3

odio i pieczarkowski 4

odio i pieczarkowski 5

odio i pieczarkowski 6

odio i pieczarkowski 7

odio i pieczarkowski 8

odio i pieczarkowski 9

odio i pieczarkowski 10

odio i pieczarkowski 11

odio i pieczarkowski 12

odio i pieczarkowski 13 gorgones basic

odio i pieczarkowski 14

odio i pieczarkowski 15

odio i pieczarkowski 17

odio i pieczarkowski 18

odio i pieczarkowski 19

odio i pieczarkowski 20

odio i pieczarkowski 21 gorgones basic

Ubrania z lookbooka kupicie w showroomie Pałac przy ul. Nowogrodzkiej 25 w Warszawie, za pośrednictwem sklepów internetowych z rzeczami młodych projektantów (m.in. Showroom) oraz podczas targów modowych w całej Polsce.

Foto: Michał Polak/www.polakpolak.com
Models: Olga Solińska, Sebastian Jasnoch
Set: Michał Polak
Styling: Odio, Jakub Pieczarkowski

Wearso. japanese, czyli (nie tylko) młodzi gniewni.

kappo wearso. wearrior

O ostatniej kolekcji marki wearso. – WEARRIOR – chciałam napisać, kiedy ta tylko się pojawiła, a właściwie, od kiedy po raz pierwszy zobaczyłam promujące ją zdjęcia. Charakterne i tajemnicze, ze słynną kostiumografką Dorotą Roqueplo w roli jednej z modelek (przypadkowo lub nie marka dołączyła w ten sposób do grona tych, które porwała fala zachwytu nad dojrzałym pięknem, i dobrze!). Czas jednak płynął, a na blogu nic… Z letargu wybudziła mnie informacja, że rozpoczęła się wyprzedaż kolekcji – do 2 lutego wchodzące w jej skład ubrania można kupić o 30% taniej (zarówno w salonie marki na Mokotowskiej 62 jak i w sklepie internetowym: http://wearso-store.com/). To więc doskonały, i być może ostatni, moment, by upolować najlepsze kąski. A tych jest całkiem sporo! Założycielka i projektantka marki, Ola Waś, z bawełnianej dzianiny stworzyła bowiem intrygujące rzeźbiarskie formy. To za sprawą licznie występujących zakładek, marszczeń, splotów oraz zdecydowanych nieoczywistych cięć, które powodują, że nie do końca wiadomo, gdzie kończy się jeden element garderoby, a zaczyna drugi oraz ile warstw ma się na sobie. Wyraźnie widać więc nawiązania do twórczości japońskich projektantów tworzących w duchu dekonstrukcji – Rei Kawakubo i wykreowanego przez nią looku „Hiroschima chic“ oraz Yoshiego Yamamoto. Jednak podczas gdy w ich kreacjach płeć całkowicie uległa zatarciu, w kolekcji Oli Waś obok ubrań świetnie kamuflujących sylwetkę, takich jak spodnie z obniżonym krokiem TAI czy żakiet i sukienka TAKEDA, pojawiają się także i takie, które w dyskretny sposób podkreślają jej atuty, jak choćby sukienki FUDO i TOMOMI. Depresja i chęć schowania się przed światem nie są więc tak silne, jak mogłaby sugerować czerń, w której utrzymana jest linia ubrań (dla optymistów wybrane modele powstały zresztą także w innych odcieniach – ciemnoniebieskim, bordowym i szarym). W kolekcji pojawiają się także nawiązania do strojów Samurajów, stąd pewnie jej nazwa, będąca grą słów „wear“ (ang. nosić) i „warrior“ (ang. wojownik). Mnie szczególnie ujęły mocno zaznaczone ramiona.
Kolekcja w całości uszyta została z bawełny organicznej, czyli takiej, przy której produkcji nie stosuje się chemicznych środków ochrony roślin, bawełna zbierana jest ręcznie, a do jej farbowania nie używa się sztucznych barwników. W związku z tym nie tylko jest przyjazna środowisku, ale i skórze. W dodatku ma lepszą jakość i wytrzymałość (włókna są dłuższe i nieobciążone chemią). Wykonanie z bawełny organicznej cechuje jednak nie tylko tę kolekcję wearso. lecz wszystkie. Ekologia wpisana jest bowiem w DNA marki. Dzięki temu dzianinę, z której tworzy Ola, trudno nazwać zwykłą.

2

akira wearrior wearso

nenochi

4 wearso wearrior

3 wearrior wearso

nakano

onda wearrior wearso

tomomi wearrior wearso

WEARRIOR3 wearso roqueplo

Fot. Zuza Krajewska.

Wielcy projektanci.

Z pokazu Johna Galliano

Z pokazu Johna Galliano

Nowa książka Marii Luisy Tagariello – włoskiej dziennikarki mody i blogerki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Olesiejuk to kompendium wiedzy o najbardziej znaczących w historii mody projektantach. O tych znanych z pierwszych stron gazet i tych, których twarz jest trudna do rozpoznania nawet dla osób z branży (lecz dorobek nieoceniony). O klasykach i rewolucjonistach. Mistrzach oraz ich następcach, którzy osiągnęli nie mniejszą renomę. O tych, którzy jak Alexander McQueen słynęli z ekstrawagancji i tych, którzy jak Tom Ford cieszą się, że „mają gust masowego rynku“. O takich jak John Galliano, który za pomocą swoich strojów ma pomóc kobietom uwodzić i takich jak Miuccia Prada, która mawia, że „kobiety nie mają ani ochoty, ani czasu, żeby być seksownymi siedem dni w tygodniu, a dusza ma wiele innych potrzeb, które trzeba zaspokoić“. O afirmantach klasycznego piękna jak Christian Dior i tych, którzy jak Yohji Yamamoto znaleźli nowy sposób patrzenia na nie. Każdy z 26 rozdziałów rozpoczynających się efektowną rozkładówką, w której ważną rolę odgrywa typografia, to mini biografia jednego z czołowych nazwisk branży. Od C jak Chanel do V jak Van Noten. Wszystkie historie suto okraszone są charakterystycznymi dla artystów powiedzeniami, dzięki którym poznajemy rozmaite definicje piękna, dowiadujemy się, czym jest styl albo dlaczego warto nosić „oryginalne ciuchy“. Jednak główną zaletą publikacji są przede wszystkim zdjęcia. Liczne, dużych rozmiarów, archiwalne i współczesne, multikolorowe oraz czarno-białe. Prawdziwa uczta dla zmysłów fascynatów mody.

okladkaWielcyProjektanci

Givenchy

Projekt Yves'a Saint Laurenta

Projekt Yves’a Saint Laurenta

Z pokazu Miucci Prady

Z pokazu Miucci Prady

Karl Lagerfeld

Karl Lagerfeld

Z pokazu Chanel

Z pokazu Chanel

Vivienne Westwood

Vivienne Westwood

Buty projektu Vivienne Westwood

Buty projektu Vivienne Westwood

Z pokazu Maison Martin Margiela

Z pokazu Maison Martin Margiela

Buty projektu Dolce & Gabbana

Buty projektu Dolce & Gabbana

Z pokazu Yohji Yamamoto

Z pokazu Yohji Yamamoto

Fot. Magdalena Zawadzka (na bazie zdjęć z książki).

Piękno i perfekcja od Zofii Chylak.

Zosia Chylak 1

Zosia Chylak zasłynęła, robiąc coś, co jeszcze do niedawna uważane było za anachroniczne. Dwa lata temu, kiedy mieszkała w Nowym Jorku i odbywała staże u sław projektowania – w domu mody Proenza Schouler i w atelier Nicolasa Caito – stanęła przed dylematem: zostaje w Ameryce i pracuje dla znanych domów mody albo wraca do Polski i otwiera coś własnego. Wybrała to drugie. Postanowiła szyć na miarę. To był dobry wybór.

5

Jak sama mówi – to wyszło dość naturalnie. Jeszcze zanim zajęła się modą profesjonalnie, chodziła do krawców, u których szyła rzeczy na miarę dla siebie. Nauczyła ją tego mama. Zresztą wszystkie kobiety w rodzinie korzystały z usług krawców. Tylko wtedy dostaje się ubranie, które idealnie pasuje do sylwetki. Ma się wpływ na detale, sposób wykończenia, na to, by wszystko wyglądało pięknie. A Zosia jest wielką estetką. I perfekcjonistką. Być może to wpływ czasu spędzonego w atelier Nicolasa Caito – renomowanego nowojorskiego konstruktora. Jak opowiada Zosia – w sercu Nowego Jorku pracują tam sami Francuzi. Najlepsi z najlepszych, którzy wcześniej pracowali dla takich domów mody jak Balenciaga, Givenchy, Chanel. To właśnie oni odpowiadają za najtrudniejsze modele, które później zobaczyć można na wybiegach. – Przyglądanie się temu, jak oni to robią, jak niebywale wykańczają rzeczy, to coś, czego w Polsce nigdy nie widziałam – mówi projektantka.
Tamtejsze standardy przenosi do własnej działalności. Praca nad jedną sukienką zajmuje mniej więcej miesiąc – tyle potrzeba na zrobienie projektu i jego odszycie z uwzględnieniem wszystkich potrzebnych przymiarek. Choć jak mówi Zosia – w szyciu na miarę wszystko zależy od sytuacji. Są dziewczyny, które przychodzą np. po suknię ślubną pół roku przed uroczystością, wtedy prace mogą trwać dłużej. A są i takie, które spanikowane krzyczą: mam ślub za trzy tygodnie! Wtedy robimy to, co jest najbardziej priorytetowe. Staramy się dopasować do wszystkich takich sytuacji.
W grudniu Zosia Chylak zadebiutowała w roli projektantki torebek. Chciała mieć w ofercie marki także produkt gotowy. Padło na torebki, które balansują na granicy mody i designu. Choć pomysł pojawił się dwa lata temu, spokojnie dojrzewał. Kolekcja także powstawała dość długo, bo trzeba było przetrzeć szlaki, znaleźć dostawców i potrzebne materiały. Naturalne skóry (kozie i z merynosów) sprowadzone zostały z Włoch. Stamtąd także pochodzą wszystkie elementy okuciowe i suwaki (w odcieniu matowego złota pięknie współgrającym z klasyczną czernią toreb). W Polsce trudno byłoby dostać rzeczy tak dobrej jakości. Ale torebki szyte są tu. Ich główny atut – ciekawe połączenia skór o różnych, zdecydowanych fakturach, inaczej odbijających światło. Choć torebki powstają w małych seriach (każda z nich ma swój unikatowy, wybity ręcznie numer), nie ma dwóch identycznych egzemplarzy. W kolekcji pojawiają się zarówno małe torebki imprezowe, codzienne, minimalistyczne o prostokątnych kształtach oraz tzw. „shoppery“. Z mniejszą lub większą liczbą kieszeni. Obok nich portfele i saszetki. Wszystkie – bardzo eleganckie i wysmakowane. To w końcu znak rozpoznawczy projektów Zosi.

zosia chylak 2

Zosia-Chylak0077_3

bag3-2normal

bag4-2

wallet2-2

Zosia-Chylak0226_1

11

Dobre, bo OFF.

Ptashnik ss 2015 1

Czyli, co działo się na scenie OFF Out Of Schedule podczas 11 edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland.

Paulina Ptashnik

Kolekcja „Messis SS 2015“ to udany mariaż folkloru z minimalizmem. Choć na wybiegu pojawiły się kłosy zbóż oraz cekinowe krzyże tworzące powtarzające się motywy na ubraniach uszytych z naturalnych tkanin (bawełna, len), a do pokazu przygrywał zespół ludowy, wcale nie było przaśnie. Projektantka sięgnęła bowiem po charakterystyczne dla siebie proste formy – tym razem nawiązujące do ubrań kobiet i mężczyzn pracujących przy żniwach i stonowaną kolorystykę – kolory ziemi w rozbielonym wydaniu, a kapela – „Gęsty Kożuch Kurzu“ grała naprawdę dobrze! Charakteru kolekcji dodał brak wykończenia niektórych elementów – dołów płaszczy i sukienek o długości 7/8 czy nonszalanckich połów kurtek, szlachetności – precyzyjnie poprowadzone cięcia. Moi faworyci – skromna pastelowa sukienka delikatnie ściągnięta gumką w talii oraz biała bluzka z postrzępionym, wręcz prującym się karczkiem obok ascetycznych koszul i spodni bez zastrzeżeń sprawdzą się w warunkach miejskich. Doskonałe!

Ptashnik ss 2015 2

ptashnik ss 2014 3

Ptashnik ss 2015 4

Kas Kryst

Królowa czerni i tym razem nie zawiodła miłośników kultowego koloru, choć do kolekcji wkradła się odrobina bieli i szarości. Było też bardziej „wyjściowo“ niż zwykle. Projektantka postawiła na eleganckie sukienki z plisowanymi elementami, wycięciami seksownie odsłaniającymi ramiona czy siateczkami, przez które prześwitywało ciało. Oprócz nich charakterystyczne dla kolekcji były przeskalowane kołnierzyki koszul oraz płaszcze i kurtki oversize – choć w klimacie streetowym, spójne z pozostałymi elementami linii.

Kas Kryst ss 2015 1

Kas Kryst ss 2015 2

Kas Kryst ss 2015 3

Kas Kryst ss 2015 4

Acephala

W związku z tym pokazem miałam wiele obaw. Jak podpowiadają projektanci – Monika Kędziora i Bartek Korzeniowski – w dosłownym tłumaczeniu „Acephala to kobieta pozbawiona głowy, mniej dosłownie – wariatka, ekscentryczka odrzucająca rygory racjonalnego myślenia, rebeliantka“. Ich kolekcja „Attitudes passionnelles“ powstała z myślą o stworzeniu „garderoby histeryczki XXI wieku – zagubionej w świecie nomadyzmu i niestabilności“, czerpie zaś z historii i zdjeć pacjentek dziewiętnastowiecznego szpitala psychiatrycznego Salpetriere. Inspiracja, choć ma za zadanie zwrócić uwagę na jeden z problemów współczesnego świata (pozostaje pytanie, czy rzeczywiście ma na to szanse, jeśli odbiorca nie jest wyposażony w informację prasową oraz czy taka rzeczywiście jest rola mody…), potraktowana zbyt dosłownie, mogłaby być katastrofą. Tak w tym przypadku nie było. Ubrania nawiązujące do kaftanów albo suto zadrukowane rysunkami pensjonariuszek w różnych fazach histerii broni wysoka jakość wykonania. Kolekcja to, zgodnie z intencjami twórców, pochwała tradycyjnego rzemiosła. Miła odmiana w czasie, gdy zatarła się granica między projektantami, a producentami bezkształtnych dresowych bluz. Udały się warstwowe, „lekkie“ stylizacje oraz dobór oryginalnych butów o zgeometryzowanych podeszwach (marki Trippen). Debiut bardzo udany. Ciekawa jestem tylko, co będzie dalej. W którą stronę pójdą twórcy „Acephali“? Nazwa brandu ściśle wiąże się z tematyką ich pierwszej kolekcji. Czy to jedynie jednorazowy projekt czy też początek przemyślanego konceptu? Śledzić warto!

Acephala ss 2015 1

Acephala ss 2015 2

Acephala ss 2015 3

Acephala ss 2015 4

The Puppies

Choć założyciel marki – Maksymilian Gorockiewicz – jest dopiero studentem drugiego roku projektowania na łódzkiej ASP, cechuje go dojrzałość myślenia o kolekcji i jej promowania (świetne zdjęcia wizerunkowe miałam okazję zobaczyć podczas obrad Rady Programowej strefy OFF). Kolekcja mimo że bogata w inspiracje i środki artystycznego wyrazu, nie sprawiała wrażenie nimi przeładowanej. Tworzona jakby z myślą o współczesnych buntownikach, a nawet rewolucjonistach – wykorzystywała motyw rewolweru – powtarzający się w formie haftów i nadruków, nawiązywała do odzieży militarnej (bogactwo pakownych kieszeni) i stylu grunge (niewykończone koszule i dżinsowe kamizele). Mocne, typowo męskie elementy garderoby występowały jednak w zestawieniach z plisowanymi spódnicami czy prześwitującymi, siateczkowymi bluzami. Ciekawe było np. połączenie kurtki bomberki i plisowanego płaszcza. Plus za intensywne kolory – żółty i niebieski oraz udany dobór różnorodnych tkanin.

The Puppies ss 2015 1

The Puppies ss 2015 2

The Puppies ss 2015 3

The Puppies ss 2015 4

Baiba Ladiga

Początek pokazu był lekko nużący. A to za sprawą kilku pierwszych sylwetek łudząco do siebie podobnych. Projektantka chciała bowiem pochwalić się multibarwnymi nadrukami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że te już się trochę przejadły… Ciekawiej zrobiło się w drugiej części show, kiedy na wybieg wkroczyły modelki ubrane w hebanowe kreacje o obszernych geometrycznych kształtach. To, że forma jest tu najważniejsza podkreślały konstrukcyjne futurystyczne nakrycia głowy i buty.

Baiba Ladiga ss 2015 1

Baiba Ladiga ss 2015 2

Baiba Ladiga ss 2015 3

Baiba Ladiga ss 2015 4

Baiba Ladiga ss 2015 5

Romana

Projektantka po raz kolejny udowodniła, że zna się na konstrukcji. Podczas gdy sezon wcześniej pokazała bardziej instalacje na ciele człowieka niż ubrania do noszenia, tym razem zwróciła się w stronę casualu (początkowo nawet zastanawiałam się, czy aby na pewno kolekcja powinna się znaleźć w kategorii OFF). Pozornie proste ubrania niepozbawione były jednak konstrukcyjnych smaczków – przeskalowanych kieszeni, plisów w nieoczywistych miejscach i zakładek, które podczas ruchu rozchylają się, ukazując kontrastowy kolor. Umiejętnie dobrane były także wzory, odcienie i tkaniny. Kratka pojawiła się obok panterki, intensywne odcienie obok zgaszonej szarości, lekkie i zwiewne tkaniny obok sztywnego filcu.

Romana ss 2015 1

Romana ss 2015 2

Romana ss 2015 3

Zwyrd

Kolejna kolekcja w dorobku Grzegorza Marcisza budząca skojarzenia ze strojami wojowników. Wyrazista, charakterystyczna, dobra. Uwielbiam obszerne kamizele, nonszalanckie kurtki oversize i lekko sterczące (bo z grubych tkanin) spódnice czy topy w wykonaniu projektanta. Moda z charakterem.

Zwyrd ss 2015 1

Zwyrd ss 2015 2

Zwyrd ss 2015 4

Monika Gromadzińska

Dobra kolekcja wieńcząca całą 11. edycję odbywającego się w Łodzi polskiego tygodnia mody. A to dlatego, że inspirowana właśnie Łodzią – architekturą (blokowiska kontra pałace) oraz twórczością związanych z miastem artystów – Katarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego (patrona łódzkiej ASP). A jednak w oderwaniu od okoliczności pokazu, kolekcja nadal ma sens. To mieszanka modernizmu, ducha PRL-u, malarstwa i krawiectwa, którą chce się nosić. Nie tylko dla żartu albo z sentymentu. Po prostu, bo jest fajna.

Gromadzinska ss 2015 1

Gromadzinska ss 2015 2

Gromadzinska ss 2015 3

Gromadzinska ss 2015 4

Gromadzinska ss 2015 5

Fot. Magdalena Zawadzka.

Czarne chmury nad Fashion Week Poland.

FW_zdjecie wizerunkowe_mini
Zbierają się już od jakiegoś czasu. Nad ostatnią, jedenastą już edycją imprezy, która zakończyła się 26 października, nagromadziło się ich naprawdę dużo. Czy to na skutek rzeczywistych problemów czy też w wyniku plotek, bo trudno zdecydować się, których jest więcej… Jedno jest pewne – FashionPhilosophy Fashion Week Poland nie ma szczęścia do dobrej prasy, a o zmianę niełatwo, bo dziennikarzy przyjeżdża garstka w porównaniu z tym, co działo się za czasów początków imprezy… Co ciekawe, dotyczy to głównie przedstawicieli mediów polskich, czyli tych, którzy powinni być najbardziej zainteresowani.
Nie chcę analizować powodów tego stanu rzeczy, bo nie mam ku temu wystarczających informacji, ale nie ukrywam, że mimo wszystko taka postawa nieco mnie dziwi. Fashion Week Poland ma niedociągnięcia i parę grzeszków na koncie (dosłowna interpretacja tego ostatniego może być w tym przypadku ok), ale pomijanie tego wydarzenia w kalendarzu to przesada i przejaw megalomanii. Krytyczne spojrzenie i odrobina cynizmu nie zaszkodzą, ale koncentrując się tylko na tym, nie zrobi się ani jednego kroku w przód. To, że FashionPhilosophy Fashion Week Poland to największa impreza modowa w kraju, to nie frazes powtarzany przez organizatorów podczas gali otwarcia lecz fakt. Nie ma innego wydarzenia, które wzbudza tak duże – a przynajmniej jakiekolwiek – zainteresowanie mediów zagranicznych, które pozwala przybliżyć licznej i zróżnicowanej pod względem znajomości tematu publiczności różne oblicza polskiej mody – od twórczości początkujących designerów poprzez awangardę aż po kolekcje uznanych kreatorów – i wreszcie, które umożliwia promocję projektantom, którzy na własną rękę nie zorganizowaliby pokazu, a przynajmniej nie na taką skalę. Warto więc być i śledzić, co mają do zaprezentowania, choćby po to, by odkryć młode talenty. Czy magazyny modowe nie powinny się w tym prześcigać?
Mocnym punktem Fashion Weeka od zawsze była alternatywna scena OFF Out Of Schedule (to właśnie tu granica między modą a sztuką ulega zatarciu). Nie inaczej było i tym razem, co zauważam z pewną ulgą, bo jako członkini rady programowej czuję się za nią współodpowiedzialna. Trudno byłoby wskazać choćby jedną słabszą kolekcję. Sprawdza się nowo powstała strefa Studio, dzięki której szanse pokazania się mają ci stawiający pierwsze kroki w branży, np. niesamowita Julia Piotrowska. Ale i podczas z założenia najbardziej komercyjnej Alei Projektantów zdarzają się prawdziwe perełki (w tym roku: Odio i Jakub Pieczarkowski, Bola, Nenukko, Nanko, Kędziorek i Malgrau). O nich wszystkich przeczytacie na blogu już niebawem. Warto, zwłaszcza jeśli ominęliście pokazy.

Zdjęcie: materiały prasowe FashionPhilosophy Fashion Week Poland.

Ekskluzywny Menel.

ekskluzywny menel czarek kazimierowski ootd fashion mensfashion zxflux adidas bershka blog 14

Blog o tej intrygującej nazwie istnieje nieco ponad rok, a na Facebooku zdołał zgromadzić ponad 15 tysięcy fanów. Z zainteresowaniem śledzą styl jego założyciela, Kamila Pawelskiego, który sam deklaruje, że nie ma problemu, żeby w dresie wyjść z domu po chleb.

No właśnie, ile czasu ci zajmuje wyjście z domu?

Maksymalnie pół godziny, i to z prysznicem i ułożeniem włosów. Kiedy mam ważniejsze wyjście, może się to wydłużyć do godziny, ale to jest maks.

Co chłopaka z Mazur przyciągnęło do Warszawy?

Kariera! Pochodzę z małej miejscowości i od zawsze chciałem się usamodzielnić. Szybko podjąłem pracę, zacząłem iść własną ścieżką. To była moja pierwsza decyzja zaraz po liceum.

Od razu byłeś nastawiony na pracę w korporacji?

Od razu. Chciałem bardzo dynamicznie pokierować swoją karierą.

Dlaczego akurat moda? To dosyć mało popularne wśród mężczyzn?

To było dzieło przypadku. Na początku wylądowałem… na kasie w hipermarkecie. Wkrótce znajomy dał mi cynk, że otwiera się sklep House. Doradził, bym poszedł na rozmowę w sprawie pracy. Tak to się zaczęło. Szybko dostrzegłem, że w strukturze organizacyjnej jest wiele stanowisk, a ścieżka kariery – jasna. A ponieważ jestem bardzo pracowitą osobą, więc się rozwijałem. Później odbiło się to trochę na moim życiu. Bo choć korporacje nie są złe, człowiek nie jest dla nich najważniejszy. Nie oszukujmy się, najbardziej liczą się cyferki, kasa. Pokornie patrzę na to, czego korporacja mnie nauczyła. W dużej mierze zawdzięczam jej dobrą prezencję, brak problemów w kontaktach interpersonalnych, to, że wiele rzeczy potrafię wynegocjować. Korporacje to dobry start dla młodych ludzi, ale nie warto marnować w nich całego życia. Ja byłem w pracy non-stop, w pewnym momencie totalnie się zatraciłem. Budziłem się o 4 rano i wysyłałem do siebie maila z listą rzeczy, które mam do zrobienia. Pracowałem w branży, która jest bardzo wrażliwa na to, jak się sprzedaje. Jak się nie sprzedaje, jest źle. A czasem nie sprzedaje się z przyczyn niezależnych od człowieka. Cieszę się więc, że mogę być w miejscu, w którym jestem teraz. Realizować własne projekty i korzystać z życia. Nauczyłem się wsłuchiwać w siebie. Wcześniej nie miałem na to czasu.

Jak to się stało, że wpadłeś na pomysł stworzenia bloga?

Miałem taki okres w życiu, że intensywnie myślałem o tym, by zacząć coś swojego. Zastanawiałem się, co chcę dalej robić. Wiedziałem, że korporacja na dłuższą metę nie będzie dobrym rozwiązaniem. Założenie bloga doradziła mi koleżanka ze studiów. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony, ponad rok temu temat blogosfery w ogóle dla mnie nie istniał. Ale pomyślałem, że mam brata, który robi dobre zdjęcia, a ja na modzie się znam, więc może warto spróbować. Moi znajomi, szczególnie koledzy, trochę się nabijali. Mam jednak dystans. Nie uważam, żebym robił coś bardzo ambitnego. Ale daje mi to  frajdę, a jeśli komuś jeszcze to pomaga, bo uczy np., żeby nie zakładać skarpet do sandałów albo jak dobrać dżinsy do figury, to mam poczucie, że wykonałem dobrą robotę. W pewnym momencie blog zaczął się rozwijać, a jego popularność przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałem się, że w ciągu roku tyle się wydarzy i spotkam ludzi, których spotkałem. To jest chyba największa wartość – ludzie. Poznaję takich, którzy mają motywację, by realizować niszowe projekty, którzy z niczego potrafią zrobić coś. Także we mnie wiele się zmieniło, odkąd prowadzę bloga.

Co?

Nabrałem dystansu do siebie i tego, co mnie otacza. Nauczyłem się doceniać siebie i słuchać intuicji. Życie ma zupełnie inny smak.

Skąd nazwa „Ekskluzywny Menel”? Kontrowersyjna, więc mogła przyczynić się do sukcesu…

Nazwa na pewno mi pomogła. Najpierw używałem takiego nicku na Facebooku.

To z powodu brody?

Nie. Natknąłem się na wywiad z Maleńczukiem, w którym dziennikarz powiedział do niego: „Panie Maleńczuk, pan jest takim menelem. Na co Maleńczuk ze swoją nonszalancją odpowiedział: „Pewnie, że jestem menelem, ale ekskluzywnym”. To mi się wbiło w pamięć, bo pasowało do mnie. Mój styl jest trochę niechlujny, ale jednocześnie nieco „ekskluzywny”. Powstał „Ekskluzywny Menel”.

Wspominałeś, że robisz też rzeczy bardziej ambitne. Jakie?

Staram się działać społecznie. Pomagam małemu chłopcu z Afryki – łożę na jego edukację. Co pół roku dostaję list – część pisze on sam, część – jego opiekunowie – z którego dowiaduje się, co u niego. Jest super z wuefu, z matmy ma prawie same dwóje, ale zdaje z klasy do klasy.
Inwestuje także w siebie, studia, zajęcia dodatkowe.

Co zrobisz, jak przeminie moda a brody?

Moja broda nie jest wynikiem mody. Wyhodowałem ją w wielkich trudach.

Od dziecka?

Ha ha. Tak! Zdecydowałem się na brodę nie dlatego że była modna. Zresztą mody pojawiają się i przemijają. Parę lat temu wszyscy tańczyli, później – śpiewali, teraz gotują albo szyją. To się pojawia i wygasa, ale zostają grupy ludzi nadal zainteresowanych danym tematem. Jeśli ludzie tańczyli, tańczyć będą, najwyżej media nie będą o tym tak głośno mówić. Więc jeśli chodzi o brody – część kolesi je zgoli, ale to nie znaczy, że nie będzie już mężczyzn, którzy i tak będą je nosić. Tak jak nie znikną kobiety, które lubią mężczyzn z brodami. Myślę więc, że gdy moda przeminie, moja broda zostanie. Nie oszukujmy się, mężczyźni nosili brody od wieków.

Jak sobie radzisz z hejtem?

Ja tego hejtu nie mam tak dużo. Największy pojawił się po tym, jak gazeta.pl robiła ze mną wywiad. Liczyłem się z tym, że będą ludzie, którym spodoba się to co robię, ale będą też tacy, którzy będą mnie kopać w tyłek. Nie jestem w stanie zadowolić wszystkich. Świadomość tego pozwala mi zachować dystans. W Polsce adekwatne jest powiedzenie: „Postaw się na świecznik, a cię zgaszą”. Nie wiem czy to jest kwestia mentalności. Na Zachodzie jest inaczej. Ludzie więcej się uśmiechają. Może to kwestia pogody? Siedem miechy pluchy robi swoje. Z drugiej strony myślę, że jakbym skupiał swoją uwagę na tym, co ludzie mówią, to do tej pory „jadłbym z butelki”

Oceniasz czasami mężczyzn na polskiej ulicy?

Zwracam czasem uwagę na takie grzeszki, jak dżinsy boot cut, skarpety do sandałów, czy niedopasowana rozmiarowo odzież. Ale nie chcę być fashion police, wolę inspirować.

Wśród fanów masz więcej kobiet czy mężczyzn?

Kobiet. Na początku nad tym ubolewałem. W końcu robię bloga z modą męską, więc chciałbym żeby zaglądali na niego kolesie. Mam jednak świadomość, że choć bloga śledzą głównie dziewczyny, to później one ubierają swoich facetów. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie facetów, którzy będą komentować zdjęcia, pisać – Wow! świetnie wyglądasz – nie na tym rzecz polega. Chodzi o to, że kiedy ktoś wejdzie na bloga i spodoba mu się stylizacja, dowie się, gdzie można kupić dane rzeczy. Nie oczekuje peanów na swój temat od chłopaków, ale fajnie się czuję, gdy dostaję pytania typu: „Wybieram się na taką i taką imprezę, co byś polecił założyć?” A tych jest coraz więcej.

Bardzo mi się podoba, że oprócz zdjęć stylizacji na twoim blogu jest muzyka. Najpierw chodzi ci po głowie kawałek i do tego dobierasz ubrania czy odwrotnie?

W telefonie mam aplikację, która ściąga i zapisuje utwory, które słyszę. Kiedy mam już gotową stylizację, przeglądam bibliotekę i wyszukuję kawałka, który nie tylko pasuje do niej, ale i do mojego nastroju w danym momencie.

Co ci najczęściej w duszy gra?

Muzycznie jestem otwarty, choć najbliższa jest mi chyba muzyka czarna. Według mnie ma duszę. Uwielbiam blaszkę w głosie czarnoskórych wokalistów, ich tembr głosu. Podoba mi się soul i jego głębia. Ale moim „odkryciem” roku byli: Bokka, Brodka, Kamp, Podsiadło, Abel Korzeniowski, Jungle

Masz swojego idola-ikonę stylu?

Chyba nie. Lubię styl Kupisza, Oliviera Janiaka. Fajnie ubiera się Radzimir Dębski.
Lubię stylizację Vanitasa. Choć niektóre są przejaskrawione, zupełnie nie w moim stylu, uważam, że ma zmysł do tego co robi. Jest jeszcze kilku chłopaków w blogosferze którzy fajnie sobie radzą z tematem.

Nosisz polskich projektantów?

Najbardziej lubię Kupisza, bo według mnie robi najbardziej męską modę. Trochę mi brakuje u projektantów właśnie takiego męskiego spojrzenia. Są garnitury, klasyka, ale brakuje mi mody w stylu casual – połączenia elegancji z nonszalancją, które jednocześnie pozostają męskie. Nie lubię ubrań, które powodują, że płeć ulega zatarciu. Mamy w tej chwili do czynienia z kryzysem męskości. Są mężczyźni-motyle albo pakerzy, którzy strzelają z liścia swojej dziewczynie i myślą, że są męscy. Dwie skrajności, brakuje środka. Na szczęście po modzie na metroseksualizm wraca idea normalnego kolesia (choć mam świadomość, że normalność to kwestia indywidualnej percepcji). W temacie mody – daje ludziom wolność. Każdy nosi to, co mu się podoba. I cieszę się ze swojej wolności w tym zakresie.

Jest coś, czego w ogóle byś nie założył?

Butów na obcasie. Nie podobają mi się też swetry-płachty, spodnie z wielkim krokiem. No, sukienki bym nie założył, szkocki kilt już tak.

Jaki jesteś na co dzień?

Prywatnie jestem zwykłym kolesiem. Nie latam po imprezach i eventach – ten etap mam już za sobą. Lubię zamknąć się z dobrą książką czy płytą w swoich czterech ścianach albo spotkać się z najbliższymi znajomymi. Żyjemy w zwariowanych czasach, więc to, co zwyczajne ma wartość.
ekskluzywny menel krzysztof adamek fashion ootd mens fashion blog zara river island hm lookbook2

Zdjęcia: Czarek Kazimierowski, Krzysztof Adamek.

Link do bloga Kamila: http://www.ekskluzywnymenel.com