Veruschka – mistrzyni znikania.

Veruschka exhibition 1

Przez magazyn „Vogue” nazwana „jednym z cudów naszych czasów”, z jedenastoma okładkami tego tytułu na koncie, Vera von Lehndorff, w świecie mody znana jako Veruschka, pierwsza niemiecka top modelka i ikona stylu lat 60., postanowiła porzucić branżę i zająć się sztuką. Efekty można oglądać od 27 września do 30 listopada w Spectra Art Space w Warszawie.

DSC_0233

Pierwszy raz zniknęła z rodzinnego Sztynortu, a właściwie wówczas wsi Steinort leżącej na terenie Prus Wschodnich (dziś Mazury). Był 1944 rok, nadciągali Rosjanie. Rodzice Very – hrabia Heinrich Graf von Lehndorff i hrabianka Gottliebe von Kalnein zadecydowali, że czas opuścić należący do rodziny od pięciuset lat pałac. Ojciec Very odprowadził ją, jej dwie siostry i matkę na pociąg. Wtedy dziewczynka – wówczas pięcioletnia – widziała go po raz ostatni. Miesiąc później został stracony w berlińskim więzieniu Plotsensee za udział w nieudanym zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku w Wilczym Szańcu. Dla małej arystokratki rozpoczął się czas niedoli, dawne szczęśliwe życie odeszło w zapomnienie. Matka Very trafiła do obozu pracy (tam na świat przyszła najmłodsza z sióstr), dziewczynki – do domu dziecka w Bad Sachsa w Górach Harzu prowadzonego przez SS. Po wojnie udało im się odnaleźć. Początkowo pomieszkiwały w obozach dla uchodźców i u przyjaciół.

Vera rozpoczęła studia – malarstwo i projektowanie w Hamburgu, jednak tam też długo nie zagrzała miejsca. Wyjechała do Florencji uczyć się wzornictwa przemysłowego. Wysoka (1,83 m), smukła i zjawiskowo piękna została zaczepiona na ulicy przez fotografa – Hugo Mulasa, który doradził jej, by spróbowała swych sił w modelingu. Przeniosła się więc do samej stolicy mody – Paryża, ale spotkała się z krytyką – za wysoka, podobnie było w Nowym Jorku. Doszła do wniosku, że musi odnaleźć w sobie coś, co ją wyróżni. Tak narodziła się Veruschka – tajemnicza dziewczyna z zamiłowaniem do egzotyki (początkowo deklarowała, że pochodzi ze wschodu i często nosiła wzorzyste etniczne chusty – później taki wizerunek był jak najbardziej w zgodzie z panującymi wówczas trendami) i ogromną pewnością siebie. Podobno jej współpraca z „Vogue” rozpoczęła się od tego, że któregoś dnia przyszła do studia znanego fotografa – Irvinga Penna, mówiąc, że podobają jej się jego zdjęcia i chciałaby zobaczyć, czy potrafi ją sfotografować… Nie skończyło się na jednym zdjęciu. Ani na jednym fotografie. Sam Richard Avedon stwierdził, że jest najpiękniejszą kobietą na świecie, a magazyn „Vogue” uznał ją za cud i poświęcił jej 11 okładek. W 1966 roku zapadła w pamięć szerokiemu gronu odbiorców za sprawą seksownej sceny w kultowym „Powiększeniu” Michelangelo Antonioniego. Była na samym szczycie. Nie chciała jednak pozostać tylko manekinem, zmieniać się zgodnie z tym co dyktują inni. Wtedy znowu postanowiła zniknąć.

Wyjechała do Peterskirchen. Walczyła z depresją. Pewnego dnia, w 1969 roku poznała Holgera Trulzscha – muzyka, malarza i rzeźbiarza. Zaprzyjaźniła się z nim, a pewnego dnia wręczyła mu do ręki aparat z prośbą, by ją fotografował. To był początek niezwykłej współpracy tych dwojga artystów. Postanowili połączyć malarstwo i fotografię. Obrazy powstawały na ciele Lehndorff (malowanie potrafiło trwać nawet kilkanaście godzin) i miały za zadanie pozwolić jej wtopić się w tło. I to nietypowe, bo za studio służyły tej niezwykłej parze dość zaskakujące miejsca – opuszczona hala targów rybnych w Hamburgu (stalowa konstrukcja z XIX wieku) czy magazyn z używaną odzieżą i tkaninami w Prato nieopodal Florencji. Aby Vera mogła zniknąć na tak charakterystycznym tle, bryła ciała musiała optycznie ulec spłaszczeniu. Pomogła w tym technika tzw. rysunku anamorficznego.

Bodypainting zajmował parę aż do 1988 roku. Przez ten czas powstało kilka cykli prac.
Trzy z nich można podziwiać podczas wystawy duetu Lehndorff-Trulzsch „Behind the Appearances” w warszawskiej galerii Spectra Art Space. Są to: „Mimicry-Dress-Art” (1970–1973), „Oxydation” (1978) i „Prato/Sirius” (1985–1988). Pierwszy z nich pozwolił Verze przerodzić się w gwiazdy – symbole naszych czasów i stał się parodią lansowanych do znudzenia przez media celebrytów. Drugi – na chwilę pozbyć się ludzkiego ciała, zamienić w zwierzę, przedmiot i pozbyć się osobowości. Ostatni – zniknąć wśród kolorowych zwojów tkanin. Wszystko jest tu jednak prawdziwe. Bez Photoshopa.

DSC_0223DSC_0222DSC_0220Veruschka1
small Lehndorff-Trulzsch_Mimicry_Dress_Art_Gilda_1973

Vera Lehndorff i Holger Trulzsch opowiadają o swojej wystawie.

Vera Lehndorff i Holger Trulzsch opowiadają o swojej wystawie.

Veruschka jeszcze w obiektywie Helmuta Newtona.

Veruschka jeszcze w obiektywie Helmuta Newtona.

Wystawa "Behind the Appearances" Very Lehndorff i Holgera Trulzscha dostępna w każdą sobotę i niedzielę w godz. 11:00-18:00 w Spectra Art Space przy ul. Bobrowieckiej 6 w Warszawie. Od 27 września do 30 listopada 2014 roku. Wstęp wolny.

Zdjęcia: Magdalena Zawadzka, materiały prasowe.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o tekst Agnieszki Wojcińskiej "Wyszła z domu na 63 lata"/Polityka i Anny Marty Twardowskiej "Veruschka nad rozlewiskiem"/Wysokie Obcasy.

Marge Simpson nową it girl?

TheSimpsons-BEAUTY small
Chcecie być piękne jak Marge Simpson, MAC ma dla was rozwiązanie. Znana z ciekawych kolaboracji marka kosmetyków kolorowych tym razem zainspirowała się postacią fikcyjną. Za to legendarną. Wyłupiastooka Marge Simpson o ekscentrycznej niebieskiej fryzurze – bohaterka amerykańskiego serialu dla dużych dzieci – już wcześniej stała się obiektem pożądania, kiedy to „Playboy” umieścił ją na jednej ze swoich okładek (i dał jej rozkładówkę). Wydanie magazynu dla panów miało charakter kolekcjonerski. Tak też należy traktować linię kosmetyków MAC, która od września do kupienia jest w salonach marki w warszawskich Złotych Tarasach i Galerii Mokotów oraz na http://www.maccosmetics.pl. W jej skład wchodzą: dwie palety cieni do powiek w intensywnych kolorach, róż do policzków, naklejki na paznokcie, sztuczne rzęsy oraz błyszczyki w czterech odcieniach. Wizerunek Marge zdobi opakowania, tłoczony jest na powierzchni cieni i różu, pojawia się na naklejkach. Wszystkie kosmetyki mają zaskakujące nazwy. Hit? Fioletowy błyszczyk „Itchy, Scratchy & Sexy”, czyli w luźnym tłumaczeniu – swędzący szorstki i (nadal) seksowny. No cóż, po tym jak Karl Lagerfeld zaprojektował buty sportowe i plecaki, a Jeremy Scott torebki w kształcie opakowań „Happy Meal” i bluzę ze SpongeBobem dla marki Moschino, nic w kwestii stylu nie powinno już dziwić.

Playboy cover with Marge Simpson

SIMPSONS-LIPGLASS-Itchy & Scratchy & Sexy-300

TheSimpsons-AMBIENT-small

Dobra forma Simple.

Simple 1
W środę w H15 Boutique Apartments marka Simple zaprezentowała kolekcję na sezon jesień-zima 2014/2015. W jej skład wchodzą trzy linie ubrań: Business, Ready-to-wear i Evening, których nazwy nie budzą wątpliwości co do ich przeznaczenia. Wszystkie zaprojektowane są jednak tak, że wchodzące w ich skład ubrania można dowolnie ze sobą zestawiać. Łączy je bowiem zbliżona kolorystyka i minimalistyczne formy – nieoczywiste, a jednak nieudziwnione i dopracowane w każdym calu. Dominują odcienie szarości (zwłaszcza w postaci swetrów oversize oraz biznesowych sukienek i garniturów) oraz tkaniny w wersji metalik – od czasu do czasu ocieplone różowym, śliwkowym i bordowym.

Mocną stroną kolekcji są detale – ciekawie poprowadzone cięcia, zaszewki i plisy tworzące strukturę strojów, skórzane wstawki oraz modne w tym sezonie suwaki pełniące nie tylko funkcję użytkową, ale i dekoracyjną. Równie ważne są tkaniny – futurystyczne połyskujące neopreny, nabłyszczane wełny, jedwabie przekornie zestawiane z dzianinami i babcinymi wełnami. Ciekawe połączenia są cechą charakterystyczną i atutem kolekcji. Moi faworyci? Szary sweter oversize w duecie z dopasowaną do sylwetki spódnicą uszytą z bardzo delikatnych cekinów przypominających łuskę, stylizacje w stylu boho, ale w nowoczesnym wydaniu i dopełnione torbami z milionem frędzli, akcesoria w duchu retro i sztyblety z mocnymi akcentami kolorystycznymi.
DSC_0173
DSC_0159
DSC_0165

Inspiracja? Miasto. Najchętniej Paryż. To właśnie tam powstała kampania wizerunkowa marki. Za obiektywem stanął Frederic Pinet, przed – Maddie Kulicka.
Simple aw14/15 1Simple 140626_010B_015140626_050_114Simple 140626_150_175

Zdjęcia lookbookowe zrobiła natomiast Aldona Karczmarczyk. Pozowała Zosia Promińska.
Za stylizację obu sesji odpowiadała Ina Lekiewicz.
SIMPLE_070714-8123
SIMPLE_070714-8147
SIMPLE_070714-8654kolor-mini
SIMPLE_070714-8675
SIMPLE_140814-10974 mini
SIMPLE_070714-8415 mini

Tak powstawał lookbook:

Zdjęcia: Magdalena Zawadzka, materiały prasowe Simple.

Yves Saint Laurent, jakiego nie znacie.

1_ yves_saint_laurent

30 maja do kin wchodzi film „Yves Saint Laurent. Geniusz, który rzucił świat mody na kolana”. Ale wbrew tytułowi obraz ukazuje Yves’a Saint Laurenta nie tylko jako posiadacza nieprzeciętnego talentu, który na zawsze zapisał się w historii mody, ale przede wszystkim jako człowieka z krwi i kości. Targanego namiętnościami, pełnego wątpliwości i obaw, przerażonego wizją zwykłego życia i tego, co się z nim wiąże. Choć na pierwszy rzut oka poukładanego, o nienagannych manierach, a nawet zbyt „grzecznego”. Poznajemy go jako nieśmiałego, skromnego, ale bardzo pracowitego młodzieńca, który niespodziewanie zostaje dyrektorem artystycznym domu modu Dior po śmierci jego założyciela. Wrzucony na głęboką wodę, świetnie sobie radzi do momentu, kiedy zostaje powołany do wojska. To początek depresji wielkiego kreatora, która wyciska piętno na całym jego życiu. Począwszy od tego, że przyczynia się do zwolnienia go z pełnionej funkcji w prestiżowym domu mody.

Na szczęście projektant nie jest sam. Wspiera go Pierre Berge, wieloletni partner artysty poznany na jednym z pierwszych pokazów, i jak mawiał sam Yves „mężczyzna jego życia”. To właśnie jego oczami oglądamy Yves’a Saint Laurenta w filmie. I to właśnie jemu zawdzięczać możemy sukces Laurenta. Przedsiębiorczy, komunikatywny i zorganizowany wziął na siebie trud prowadzenia domu mody partnera, pozostawiając mu jedynie to, co ten kochał najbardziej – projektowanie. Chronił go przed biurokracją, mediami, sporami w firmie, a nawet jego własnymi fobiami. Nie zdołał jednak uchronić przed epizodem hulaszczego życia, które doprowadziło do uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Nigdy jednak nie stracił w niego wiary i nie pozwolił się poddać. Zawsze był blisko, mimo że nie zawsze było to łatwe. Film to opowieść o tym, co czuje i znosi człowiek, który idzie przez życie z geniuszem, samemu pozostając w cieniu i ile można poświęcić w imię miłości (a także czym miłość jest).

4_YSL i PIERRE

Warto wybrać się do kina, także ze względu na piękne zdjęcia Thomasa Hardmeiera oraz muzykę Ibrahima Maaloufa. Oraz po to, by zobaczyć, jak zmieniała się moda na przestrzeni drugiej połowy XX wieku. Poznać świat mody elitarnej – luksusowych tkanin i kameralnych pokazów, na które wstęp mieli tylko wybrani i bardzo wpływowi. Świat, który odchodzi już w zapomnienie, tak jak haute couture usunęło się w cień na rzecz pret-a-porter. Częściowo zresztą za sprawą Yves’a Saint Laurenta i jego coraz bardziej wyzwolonych projektów – prostej, ale kusej „Mondrian dress” oraz garniturów dla silnych wyemancypowanych kobiet.

1 YSL naked

Yves-Saint-3_Movie-2014-Directed-by-Jalil-Lespert

Zwiastun filmu:

Zdjęcia: Materiały prasowe.

Dystrybucja: Vue Movie Distribution.

Trampki od Margieli.

1 Converse_Maison_Martin_Margiela_Paint_Crack_Outsole_large

Francuski dom mody, siejący ferment w branży za sprawą zdekonstruowanych, awangardowych ubrań i marka, która miała tupet reklamować swoje produkty hasłem: „shoes are boring, wear sneakers”, czyli Maison Martin Margiela oraz Converse połączyli siły. Po raz drugi wspólnie stworzyli linię obuwia, a właściwie nadali nowy wymiar dwóm legendarnym modelom – Converse All Star Chuck ’70 i Converse Jack Purcell. Buty utrzymane w wyrazistych odcieniach zanurzono w białej farbie, która pod wpływem użytkowania ma pękać i odsłaniać coraz więcej koloru. A ponieważ, każdy używa swoich butów trochę inaczej, dwóch identycznych egzemplarzy nie będzie!

Linia Converse Maison Margiela First String do wybranych salonów Converse oraz butików Maison Martin Margiela weszła 23 maja. Model Converse All Star Chuck ’70 dostępny jest w wersjach Amber Glow oraz True Navy, model Converse Jack Purcell – w kolorach Azur Blue i Biking Red. Wszystkie mają w zestawie tradycyjne i pomalowane sznurówki. Snobów ucieszy logo Maison Martin Margiela znajdujące się na językach.

3 Converse_Maison_Martin_Margiela_All_Star_Chuck_70_Jack_Purcell_large

2 Converse_Maison_Martin_Margiela_All_Star_Chuck_70_Jack_Purcell_Group_largeost Converse_Maison_Martin_Margiela_Paint_Detail_large

Zakupy z wąsem.

 

yard sale 11_plakatWszystkim entuzjastom mody, zwłaszcza tej spod igły polskich projektantów najbliższy weekend upłynie pod znakiem zakupów. 17 i 18 maja w Warszawie po raz kolejny odbędą się bowiem targi Mustache Yard Sale. Pod dachem Pałacu Kultury i Nauki spotka się ponad 500 wystawców. Wśród nich głównie projektanci streetwearu. Polecam T-shirty z nadrukowanymi rysowanymi zwierzętami leśnymi od Dzień dobry, płaszczyki Dirty Deer, i multibarwne sukienki czy bluzki Kombokolor. Będzie też moda nieco bardziej wyrafinowana. Zajrzyjcie na stoiska Delikatessen, Dominiki Naziębły, Jarosława Ewerta czy Magdy Floryszczyk (to odkrycie ostatniej edycji Fashion Week Poland!).

Oprócz zakupów przewidziane inne atrakcje: panele dyskusyjne i wykłady z udziałem specjalistów z branży, pokazy filmowe w ramach Planet+ Film Festival, sportowe strefy na Placu Defilad (m.in. rampy i boisko do badmintona), a sobotniego wieczoru – after party w Teatrze Studio z udziałem Samphy.

Więcej na: http://www.mustache.pl/yard-sale

mustache grudzien 5

mustache_logo

 

OFF wychodzi z cienia.

Paulina Ptashnik, fot. Katarzyna Czarnecka

Fashion victims, nie możecie tego przegapić! 6 maja uroczystym pokazem Agathy Ruiz de la Prady – hiszpańskiej projektantki i kolorowego ptaka świata mody – rozpocznie się 10 edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland, czyli polskiego tygodnia mody, który regularnie odbywa się w Łodzi. Impreza potrwa 5 dni. Najważniejsze wydarzenia zaplanowane są na czwartek, piątek i sobotę (8-10 maja). To właśnie wtedy zobaczymy, co na jesień i zimę 2014 roku proponują polscy projektanci (oraz gość z zagranicy – portugalski designer Miguel Vieira). Pokazy pogrupowane są na trzy kategorie. Podczas Designer Avenue zaprezentowane zostaną kolekcje tych, którzy poszczycić się mogą znacznym dorobkiem twórczym oraz dużym uznaniem m.in. Natalii Jaroszewskiej, Joanny Klimas, MMC Studio, Michała Szulca, Łukasza Jemioła i innych. Będą to kolekcje najpełniejsze (o największej liczbie zaprezentowanych sylwetek), o najbardziej komercyjnym charakterze. Artystów aspirujących do tego grona będzie można poznać podczas nowo powstałej przestrzeni – Studio. Swoje pomysły pokażą tam: Mixer, Magda Floryszczyk, Ola Bajer, Monika Gromadzińska oraz Jarosław Ewert. Mnie jednak od zawsze najbardziej interesowała strefa OFF Out Of Schedule. To właśnie ona należy do artystów awangardowych, twórców mody konceptualnej, zaangażowanej, niszowej. Takiej, która nie zawsze nadaje się do noszenia (choć na ogół tak), ale takiej, która zawsze budzi emocje i najbliższa jest sztuce. Jako członkini Rady Programowej strefy OFF kolekcje widziałam wcześniej. Uchylam więc rąbka tajemnicy, na co szczególnie warto się szykować.

Paulina Ptashnik, piątek 09.05, godz. 12.30 (zdjęcie powyżej)

Projektantka słynie z minimalistycznych projektów. Nieważne, czy wchodzą w skład tworzonej przez artystkę stałej lini basic, czy też jej udanej debiutanckiej kolekcji BLIND. Zawsze cechuje je perfekcyjna forma, staranność wykonania i dbałość o szczegóły. Na pierwszy rzut oka skromne i nienachalne ubrania kryją w sobie siłę tkwiącą w konstrukcji i detalach. Tym razem Ptashnik pokaże kolekcję inspirowaną… katastrofą atomową w Czarnobylu.

Zwyrd, czwartek 08.05, godz. 12.00

Sojący za marką, Grzegorz Marcisz to nowa, zaskakująca postać w modzie niszowej. Nie boi się być outsiderem i dla takich tworzy. Kolekcja „Core“ (z ang. rdzeń), którą zobaczymy w sposób bezpośredni nawiązuje do kory drzewa, ale także odnosi się do osobowości człowieka w jej czystej postaci, nieskażonej trudnościami życia. Ale w modzie inspiracja nie zawsze musi być czytelna i dostrzeżona. Jeśli pominiemy ją w tym przypadku, zobaczymy ciekawe eksperymenty z fakturą ubrań oraz fajne pomysły na stylizacje dla facetów z brodą.

Fot. Paweł Stefaniak.

Zwyrd, fot. Paweł Stefaniak

Momi-ko, czwartek 08.05, godz. 11.30

Monikę Misiak-Kołsut w dalszym ciągu fascynuje Japonia i jej subkultury. Tym razem na tapetę poszły będące symbolem monotonii i konformizmu mundurki oraz sztuka origami. Połączenie tych dwóch dało imponujący wynik.

Fot. Arkadiusz Szczudło

Momi-ko, fot. Arkadiusz Szczudło

Szpila, piątek 09.05, godz. 12.00

Mroczna i ciężka w wyrazie (momentami trochę za bardzo) kolekcja na uwagę zasługuje ze względu na wchodzące w jej skład  swetry (i wełniane elementy) o grubych splotach – wielkie, mocne, pozwalające się w nich ukryć. A wszystko to ręczna robota!

SZPILA_min

Szpila

W trakcie OFF Out of Schedule zobaczymy także kolekcję Katarzyny Góreckiej oraz Kas Kryst.

Katarzyna Górecka, fot. Malwina Sulima

Katarzyna Górecka, fot. Malwina Sulima

Kas Kryst, fot. Daniel Jaroszek

Kas Kryst, fot. Daniel Jaroszek

Nowością będą prezentacje, które odbędą się obok klasycznych pokazów. Dzięki pracowni sitodruku i grupie projektowej BLOT będzie można zobaczyć na żywo, jak powstaje druk na tkaninie.

Print

BLOT

Romana (Katarzyna Romańska) zaprezentuje kolekcje ubrań, a raczej instalacji na ciele, które obrazować mają złożoność kobiecej psychiki. A wiele tam się dzieje!

Romana, fot. Anna Jarosz

Romana, fot. Anna Jarosz

Zaś dzięki Annie Kołodziejskiej trzeba będzie obejrzeć modę przez specjalne okulary – cała kolekcja stworzona z myślą o mężczyznach oraz… ich czworonożnych pupilach pokryta jest nadrukami 3D. Science fiction, więc czemu by nie zobaczyć!

Anna Kołodziejska, fot. Sylwia Krezel

Anna Kołodziejska, fot. Sylwia Krezel

Pokazy w ramach strefy OFF Out Of Schedule oraz Studio odbędą się w Centrum Promocji Mody łódzkiej ASP przy ul. Wojska Polskiego 121. Designer Avenue – w hali Expo przy al. Politechniki 4.

O tym, jak znaleźć się na Fashion Weeku więcej tu: http://fashionweek.pl/pl/wez-udzial/

TOMAOTOMO w Warszawie.

Butik Tomaotomo 1

Do tej pory wybrane rzeczy jego autorstwa można było kupić w Polsce wyłącznie w salonach multibrandowych i w Internecie. Debiutował podczas Fashion Week Poland w 2011 roku. Teraz Tomasz Olejniczak, stojący za marką TOMAOTOMO otworzył swój pierwszy butik w Polsce – w warszawskim C.H. Plac Unii. Uroczyste otwarcie miało miejsce w poniedziałek 31 marca. Jak mówi projektant, warto być w Warszawie, a samo miejsce ujęło go kameralnym charakterem i piękną architekturą. I tym, że jest to świeży punkt na mapie miasta – w dodatku w samym centrum.

Tomasz Olejniczak słynie z kreacji bardzo kobiecych, eleganckich, ekskluzywnych, raczej na większe wyjścia niż na co dzień, ale jak się okazuje, kolekcja butikowa jest nieco inna. „Linia, którą możemy oglądać na wieszakach nawiązuje do głównej kolekcji pokazowej, która premierę będzie miała już niebawem, bo 9 kwietnia na pokazie autorskim w Soho Factory” – tłumaczy projektant. „W kolekcji butikowej przemycane są elementy, które zobaczymy na wybiegu, ale jednocześnie pojawiają się w niej elementy sportowe i w stylu casual” – dodaje. „Duży nacisk kładę na to, by rzeczy w butiku były unikatowe, całkiem inne niż te z sieciówek. U mnie nie ma mnogości tych samych modeli, jeśli coś się powtarza, to tylko w rozmiarówce. Zwykle zresztą niepełnej, choć dodatkowe egzemplarze można uszyć na indywidualne zamówienie. Chciałbym, żeby każda pani, która ma rzecz TOMAOTOMO czuła się wyjątkowo” – mówi.

Do wyboru: koronkowe sukienki dopasowane do sylwetki, bomber jackets w wersji lux, które najlepiej połączyć z ołówkowymi spódnicami z tej samej tkaniny, proste koszule jedwabne z umiejętnie zakrytymi guzikami, topy o minimalistycznych fasonach i inne. Wszystko w odcieniach błękitu, écru, delikatnego różu i energetycznego koralowego.

Butik Tomaotomo 2

Tomasz Olejniczak w towarzystwie aktorek i fanek marki – Weroniki Książkiewicz i Anity Sokołowskiej (obie w kreacjach TOMAOTOMO).

W.Ksiązkiewicz, A.Sokołowska, T.Olejniczak - wbf_tomaotomo

Po prostu

HEXE 1.1

Będę szczera – kampania polskiej marki Hexeline na wiosnę i lato 2014 r. ujęła mnie przede wszystkim sielskim klimatem, na punkcie którego mam lekkiego bzika. Zapach siana, świeże powietrze i zwierzaki to mój przepis na dobre samopoczucie. W połączeniu z modą to już pełnia szczęścia. Folklor plus nowoczesne, minimalistyczne ubrania? Czemu nie, w końcu łączy je umiłowanie prostoty. W kolekcji dominują bluzki oversize, skromne sukienki i eleganckie spodnie. Wszystkie o nieskomplikowanych, acz świetnych fasonach i w większości utrzymane w stonowanych barwach (beże, szarości, biel i czerń) – od czasu do czasu wspieranych mocnym akcentem. Na pierwszy rzut oka niepozorna, kolekcja kryje w sobie sporo nowych trendów. Biel występuje w duecie z czernią, pojawiają się szerokie spodnie o długości maksi, falbany, ażury i kolor pomarańczowy. To coś dla miłośniczek klasyki, które wiedzą, co w modzie piszczy.

HEXE 1.2HEXE 1HEXE 3HEXE 4HEXE 5HEXE 7HEXE 8HEXE 10HEXE 11

Zdjęcia: Marcin Kępski, stylizacja: Maja Naskrętska.

Mamapiki: kolor nie całkiem pod kontrolą.

WebUbrania Mamapiki nie są dla mam ani kobiet w ciąży, choć nazwa może budzić takie skojarzenia. Utrzymane w nurcie mody miejskiej mają służyć młodym, aktywnym dziewczynom, takim jak projektantki marki – Marta Garbińska i Kasia Rysiak.

Z dziewczynami spotkałam się w piątek – 14 marca – podczas uroczystego otwarcia ich pracowni mieszczącej się przy ul. Marszałkowskiej 34/5 w lokalu nr 3. Zajadając sałatkę z bananów i pomarańczy, rozmawiałyśmy o kolekcji URBAN FLORA, która tego dnia miała swoją premierę. Główną inspiracją były właśnie tropiki, a konkretnie – liść bananowca. Jego skomplikowana geometryczna forma stała się pretekstem do stworzenia multibarwnego nadruku – o dziwo – na rzeczach… czarnych.
Jak tłumaczą projektantki, celowo sięgnęły po efekt kontrastu, uznawszy, że na gładkiej powierzchni nadruk zaprezentuje się najlepiej. Chciały też, by ubrania były praktyczne i sprawdziły się na przełomie sezonów. Mają świadomość tego, co dzieje się na rynku – a tu największym powodzeniem cieszą się swobodne ciuchy oversize do noszenia na co dzień i, co tu kryć, raczej w bezpiecznych kolorach. Takie są też ubrania Mamapiki. W wiosennej kolekcji znajdziemy więc bluzy, szorty, płaszcz, spódnice i pakowne torby. Choć dziewczyny szyją głównie z dresów, których według mnie na ulicach jest już zdecydowanie za dużo, ubrania bronią się – dobrym krojem, jakością wykonania, a najbardziej tym, że w ich powstanie Kasia i Marta wkładają całe serce i prawie wszystko robią same – począwszy od wykroju, poprzez zdejmowanie nadmiaru farby z sitodruku, aż po projektowanie metek, wizytówek, naklejek czy firmowych pinów. Są autentyczne w tym co robią. Obrały kierunek mody miejskiej, bo taki klimat czują najlepiej. Sukienki wieczorowe? To nie dla nich! Projektując, myślą o tym, jakie ubrania noszą one same i ich koleżanki. Zależy im jednak nie tylko na wygodzie, ale i oryginalnym wyglądzie ubrań. Stąd w linii URBAN FLORA nadruk, który różni się od tych popularnych już od kilku sezonów. Jest wypukły (farba „rośnie“ pod wpływem ciepła i odpowiednich składników) oraz stworzony na bazie farb, które są ze sobą zmieszane. To nowa metoda sitodruku (puff) wymyślona przez łódzką markę BLOT, którą dziewczyny poprosiły o pomoc przy tworzeniu kolekcji po tym, jak poznały się w strefie mody na Openerze. Efekt jest bardzo malarski i nie do końca da się go przewidzieć, bo kolory mieszają się nieustannie. Projektantki eksperymentują nie tylko z łączeniem kolorów, ale i tkanin. Zestawiają ze sobą błysk i mat, budują warstwowość strojów (płaszcz uszyty z dresu i ortalionu jest najlepszym przykładem). Cenią sobie wielofunkcyjność ubrań. Z tego powodu powstała choćby bluza z wszytą „nerką“, która stała się jednym z najbardziej rozchwytywanych produktów Mamapiki. Ciągle zgłaszają się po nią klientki. Teraz mogą przyjść po nią do pracowni.

Pracownia Mamapiki czynna jest od środy do soboty w godzinach 15-20. Dostępna jest w niej najnowsza kolekcja URBAN FLORA oraz starsze modele będące w stałej sprzedaży. W rozmiarach od S do L.

WebWeb

Web

WebWebWebWebWeb

Web