Czarne chmury nad Fashion Week Poland.

FW_zdjecie wizerunkowe_mini
Zbierają się już od jakiegoś czasu. Nad ostatnią, jedenastą już edycją imprezy, która zakończyła się 26 października, nagromadziło się ich naprawdę dużo. Czy to na skutek rzeczywistych problemów czy też w wyniku plotek, bo trudno zdecydować się, których jest więcej… Jedno jest pewne – FashionPhilosophy Fashion Week Poland nie ma szczęścia do dobrej prasy, a o zmianę niełatwo, bo dziennikarzy przyjeżdża garstka w porównaniu z tym, co działo się za czasów początków imprezy… Co ciekawe, dotyczy to głównie przedstawicieli mediów polskich, czyli tych, którzy powinni być najbardziej zainteresowani.
Nie chcę analizować powodów tego stanu rzeczy, bo nie mam ku temu wystarczających informacji, ale nie ukrywam, że mimo wszystko taka postawa nieco mnie dziwi. Fashion Week Poland ma niedociągnięcia i parę grzeszków na koncie (dosłowna interpretacja tego ostatniego może być w tym przypadku ok), ale pomijanie tego wydarzenia w kalendarzu to przesada i przejaw megalomanii. Krytyczne spojrzenie i odrobina cynizmu nie zaszkodzą, ale koncentrując się tylko na tym, nie zrobi się ani jednego kroku w przód. To, że FashionPhilosophy Fashion Week Poland to największa impreza modowa w kraju, to nie frazes powtarzany przez organizatorów podczas gali otwarcia lecz fakt. Nie ma innego wydarzenia, które wzbudza tak duże – a przynajmniej jakiekolwiek – zainteresowanie mediów zagranicznych, które pozwala przybliżyć licznej i zróżnicowanej pod względem znajomości tematu publiczności różne oblicza polskiej mody – od twórczości początkujących designerów poprzez awangardę aż po kolekcje uznanych kreatorów – i wreszcie, które umożliwia promocję projektantom, którzy na własną rękę nie zorganizowaliby pokazu, a przynajmniej nie na taką skalę. Warto więc być i śledzić, co mają do zaprezentowania, choćby po to, by odkryć młode talenty. Czy magazyny modowe nie powinny się w tym prześcigać?
Mocnym punktem Fashion Weeka od zawsze była alternatywna scena OFF Out Of Schedule (to właśnie tu granica między modą a sztuką ulega zatarciu). Nie inaczej było i tym razem, co zauważam z pewną ulgą, bo jako członkini rady programowej czuję się za nią współodpowiedzialna. Trudno byłoby wskazać choćby jedną słabszą kolekcję. Sprawdza się nowo powstała strefa Studio, dzięki której szanse pokazania się mają ci stawiający pierwsze kroki w branży, np. niesamowita Julia Piotrowska. Ale i podczas z założenia najbardziej komercyjnej Alei Projektantów zdarzają się prawdziwe perełki (w tym roku: Odio i Jakub Pieczarkowski, Bola, Nenukko, Nanko, Kędziorek i Malgrau). O nich wszystkich przeczytacie na blogu już niebawem. Warto, zwłaszcza jeśli ominęliście pokazy.

Zdjęcie: materiały prasowe FashionPhilosophy Fashion Week Poland.

Ekskluzywny Menel.

ekskluzywny menel czarek kazimierowski ootd fashion mensfashion zxflux adidas bershka blog 14

Blog o tej intrygującej nazwie istnieje nieco ponad rok, a na Facebooku zdołał zgromadzić ponad 15 tysięcy fanów. Z zainteresowaniem śledzą styl jego założyciela, Kamila Pawelskiego, który sam deklaruje, że nie ma problemu, żeby w dresie wyjść z domu po chleb.

No właśnie, ile czasu ci zajmuje wyjście z domu?

Maksymalnie pół godziny, i to z prysznicem i ułożeniem włosów. Kiedy mam ważniejsze wyjście, może się to wydłużyć do godziny, ale to jest maks.

Co chłopaka z Mazur przyciągnęło do Warszawy?

Kariera! Pochodzę z małej miejscowości i od zawsze chciałem się usamodzielnić. Szybko podjąłem pracę, zacząłem iść własną ścieżką. To była moja pierwsza decyzja zaraz po liceum.

Od razu byłeś nastawiony na pracę w korporacji?

Od razu. Chciałem bardzo dynamicznie pokierować swoją karierą.

Dlaczego akurat moda? To dosyć mało popularne wśród mężczyzn?

To było dzieło przypadku. Na początku wylądowałem… na kasie w hipermarkecie. Wkrótce znajomy dał mi cynk, że otwiera się sklep House. Doradził, bym poszedł na rozmowę w sprawie pracy. Tak to się zaczęło. Szybko dostrzegłem, że w strukturze organizacyjnej jest wiele stanowisk, a ścieżka kariery – jasna. A ponieważ jestem bardzo pracowitą osobą, więc się rozwijałem. Później odbiło się to trochę na moim życiu. Bo choć korporacje nie są złe, człowiek nie jest dla nich najważniejszy. Nie oszukujmy się, najbardziej liczą się cyferki, kasa. Pokornie patrzę na to, czego korporacja mnie nauczyła. W dużej mierze zawdzięczam jej dobrą prezencję, brak problemów w kontaktach interpersonalnych, to, że wiele rzeczy potrafię wynegocjować. Korporacje to dobry start dla młodych ludzi, ale nie warto marnować w nich całego życia. Ja byłem w pracy non-stop, w pewnym momencie totalnie się zatraciłem. Budziłem się o 4 rano i wysyłałem do siebie maila z listą rzeczy, które mam do zrobienia. Pracowałem w branży, która jest bardzo wrażliwa na to, jak się sprzedaje. Jak się nie sprzedaje, jest źle. A czasem nie sprzedaje się z przyczyn niezależnych od człowieka. Cieszę się więc, że mogę być w miejscu, w którym jestem teraz. Realizować własne projekty i korzystać z życia. Nauczyłem się wsłuchiwać w siebie. Wcześniej nie miałem na to czasu.

Jak to się stało, że wpadłeś na pomysł stworzenia bloga?

Miałem taki okres w życiu, że intensywnie myślałem o tym, by zacząć coś swojego. Zastanawiałem się, co chcę dalej robić. Wiedziałem, że korporacja na dłuższą metę nie będzie dobrym rozwiązaniem. Założenie bloga doradziła mi koleżanka ze studiów. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony, ponad rok temu temat blogosfery w ogóle dla mnie nie istniał. Ale pomyślałem, że mam brata, który robi dobre zdjęcia, a ja na modzie się znam, więc może warto spróbować. Moi znajomi, szczególnie koledzy, trochę się nabijali. Mam jednak dystans. Nie uważam, żebym robił coś bardzo ambitnego. Ale daje mi to  frajdę, a jeśli komuś jeszcze to pomaga, bo uczy np., żeby nie zakładać skarpet do sandałów albo jak dobrać dżinsy do figury, to mam poczucie, że wykonałem dobrą robotę. W pewnym momencie blog zaczął się rozwijać, a jego popularność przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałem się, że w ciągu roku tyle się wydarzy i spotkam ludzi, których spotkałem. To jest chyba największa wartość – ludzie. Poznaję takich, którzy mają motywację, by realizować niszowe projekty, którzy z niczego potrafią zrobić coś. Także we mnie wiele się zmieniło, odkąd prowadzę bloga.

Co?

Nabrałem dystansu do siebie i tego, co mnie otacza. Nauczyłem się doceniać siebie i słuchać intuicji. Życie ma zupełnie inny smak.

Skąd nazwa „Ekskluzywny Menel”? Kontrowersyjna, więc mogła przyczynić się do sukcesu…

Nazwa na pewno mi pomogła. Najpierw używałem takiego nicku na Facebooku.

To z powodu brody?

Nie. Natknąłem się na wywiad z Maleńczukiem, w którym dziennikarz powiedział do niego: „Panie Maleńczuk, pan jest takim menelem. Na co Maleńczuk ze swoją nonszalancją odpowiedział: „Pewnie, że jestem menelem, ale ekskluzywnym”. To mi się wbiło w pamięć, bo pasowało do mnie. Mój styl jest trochę niechlujny, ale jednocześnie nieco „ekskluzywny”. Powstał „Ekskluzywny Menel”.

Wspominałeś, że robisz też rzeczy bardziej ambitne. Jakie?

Staram się działać społecznie. Pomagam małemu chłopcu z Afryki – łożę na jego edukację. Co pół roku dostaję list – część pisze on sam, część – jego opiekunowie – z którego dowiaduje się, co u niego. Jest super z wuefu, z matmy ma prawie same dwóje, ale zdaje z klasy do klasy.
Inwestuje także w siebie, studia, zajęcia dodatkowe.

Co zrobisz, jak przeminie moda a brody?

Moja broda nie jest wynikiem mody. Wyhodowałem ją w wielkich trudach.

Od dziecka?

Ha ha. Tak! Zdecydowałem się na brodę nie dlatego że była modna. Zresztą mody pojawiają się i przemijają. Parę lat temu wszyscy tańczyli, później – śpiewali, teraz gotują albo szyją. To się pojawia i wygasa, ale zostają grupy ludzi nadal zainteresowanych danym tematem. Jeśli ludzie tańczyli, tańczyć będą, najwyżej media nie będą o tym tak głośno mówić. Więc jeśli chodzi o brody – część kolesi je zgoli, ale to nie znaczy, że nie będzie już mężczyzn, którzy i tak będą je nosić. Tak jak nie znikną kobiety, które lubią mężczyzn z brodami. Myślę więc, że gdy moda przeminie, moja broda zostanie. Nie oszukujmy się, mężczyźni nosili brody od wieków.

Jak sobie radzisz z hejtem?

Ja tego hejtu nie mam tak dużo. Największy pojawił się po tym, jak gazeta.pl robiła ze mną wywiad. Liczyłem się z tym, że będą ludzie, którym spodoba się to co robię, ale będą też tacy, którzy będą mnie kopać w tyłek. Nie jestem w stanie zadowolić wszystkich. Świadomość tego pozwala mi zachować dystans. W Polsce adekwatne jest powiedzenie: „Postaw się na świecznik, a cię zgaszą”. Nie wiem czy to jest kwestia mentalności. Na Zachodzie jest inaczej. Ludzie więcej się uśmiechają. Może to kwestia pogody? Siedem miechy pluchy robi swoje. Z drugiej strony myślę, że jakbym skupiał swoją uwagę na tym, co ludzie mówią, to do tej pory „jadłbym z butelki”

Oceniasz czasami mężczyzn na polskiej ulicy?

Zwracam czasem uwagę na takie grzeszki, jak dżinsy boot cut, skarpety do sandałów, czy niedopasowana rozmiarowo odzież. Ale nie chcę być fashion police, wolę inspirować.

Wśród fanów masz więcej kobiet czy mężczyzn?

Kobiet. Na początku nad tym ubolewałem. W końcu robię bloga z modą męską, więc chciałbym żeby zaglądali na niego kolesie. Mam jednak świadomość, że choć bloga śledzą głównie dziewczyny, to później one ubierają swoich facetów. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie facetów, którzy będą komentować zdjęcia, pisać – Wow! świetnie wyglądasz – nie na tym rzecz polega. Chodzi o to, że kiedy ktoś wejdzie na bloga i spodoba mu się stylizacja, dowie się, gdzie można kupić dane rzeczy. Nie oczekuje peanów na swój temat od chłopaków, ale fajnie się czuję, gdy dostaję pytania typu: „Wybieram się na taką i taką imprezę, co byś polecił założyć?” A tych jest coraz więcej.

Bardzo mi się podoba, że oprócz zdjęć stylizacji na twoim blogu jest muzyka. Najpierw chodzi ci po głowie kawałek i do tego dobierasz ubrania czy odwrotnie?

W telefonie mam aplikację, która ściąga i zapisuje utwory, które słyszę. Kiedy mam już gotową stylizację, przeglądam bibliotekę i wyszukuję kawałka, który nie tylko pasuje do niej, ale i do mojego nastroju w danym momencie.

Co ci najczęściej w duszy gra?

Muzycznie jestem otwarty, choć najbliższa jest mi chyba muzyka czarna. Według mnie ma duszę. Uwielbiam blaszkę w głosie czarnoskórych wokalistów, ich tembr głosu. Podoba mi się soul i jego głębia. Ale moim „odkryciem” roku byli: Bokka, Brodka, Kamp, Podsiadło, Abel Korzeniowski, Jungle

Masz swojego idola-ikonę stylu?

Chyba nie. Lubię styl Kupisza, Oliviera Janiaka. Fajnie ubiera się Radzimir Dębski.
Lubię stylizację Vanitasa. Choć niektóre są przejaskrawione, zupełnie nie w moim stylu, uważam, że ma zmysł do tego co robi. Jest jeszcze kilku chłopaków w blogosferze którzy fajnie sobie radzą z tematem.

Nosisz polskich projektantów?

Najbardziej lubię Kupisza, bo według mnie robi najbardziej męską modę. Trochę mi brakuje u projektantów właśnie takiego męskiego spojrzenia. Są garnitury, klasyka, ale brakuje mi mody w stylu casual – połączenia elegancji z nonszalancją, które jednocześnie pozostają męskie. Nie lubię ubrań, które powodują, że płeć ulega zatarciu. Mamy w tej chwili do czynienia z kryzysem męskości. Są mężczyźni-motyle albo pakerzy, którzy strzelają z liścia swojej dziewczynie i myślą, że są męscy. Dwie skrajności, brakuje środka. Na szczęście po modzie na metroseksualizm wraca idea normalnego kolesia (choć mam świadomość, że normalność to kwestia indywidualnej percepcji). W temacie mody – daje ludziom wolność. Każdy nosi to, co mu się podoba. I cieszę się ze swojej wolności w tym zakresie.

Jest coś, czego w ogóle byś nie założył?

Butów na obcasie. Nie podobają mi się też swetry-płachty, spodnie z wielkim krokiem. No, sukienki bym nie założył, szkocki kilt już tak.

Jaki jesteś na co dzień?

Prywatnie jestem zwykłym kolesiem. Nie latam po imprezach i eventach – ten etap mam już za sobą. Lubię zamknąć się z dobrą książką czy płytą w swoich czterech ścianach albo spotkać się z najbliższymi znajomymi. Żyjemy w zwariowanych czasach, więc to, co zwyczajne ma wartość.
ekskluzywny menel krzysztof adamek fashion ootd mens fashion blog zara river island hm lookbook2

Zdjęcia: Czarek Kazimierowski, Krzysztof Adamek.

Link do bloga Kamila: http://www.ekskluzywnymenel.com

Lata 20. Reaktywacja.

FDA open

„Szalone lata 20. i 30.“ – pod takim hasłem odbyła się ostatnia, szósta już edycja konkursu dla młodych projektantów mody Fashion Designer Awards. 12 maja swoje kolekcje szerszej publiczności pokazało 10 finalistów.

To osoby wyłonione spośród wszystkich zgłoszeń, a następnie półfinału konkursu, który odbył się nieco ponad miesiąc wcześniej w warszawskich Złotych Tarasach. Podczas finałowej gali Fashion Designer Awards w studio Domaniewska swoją interpretację jednej z najbardziej szykownych epok w modzie zaprezentowali: Zuzanna Kwapisz, Michał Wójciak, Aleksandra Ożarowska, Anna Kopeć, Agnieszka Gniłka, Marta Gos i Martyna Sobczak (w duecie), Klaudia Cichoń, Ewelina Wydra, Klaudia Bartmańska oraz Monika Sypuła. Pojawiły się więc frędzle, cekiny, geometryczne wzory i cięcia czy szlachetne nasycone kolory: kobalt, szmaragd, burgund i złoto, występujące obok klasycznych bieli i czerni. Projektanci wykazali się świetną znajomością historii mody, jednak niekiedy zadanie konkursowe potraktowali zbyt dosłownie. Dla mnie najciekawsze były pomysły tych, którzy zaczerpnąwszy inspiracje z lat 20. i 30., stworzyli kolekcje współczesne, a nawet nowatorskie. Zgodne z aktualnie panującymi trendami. Jedną z takich linii była ta autorstwa Marty Gos i Martyny Sobczak. Dziewczyny zdobyły największe uznanie jury. I to jury nie byle jakiego, bo składającego się z osób nie tylko uznanych w branży, ale i z sukcesami wykonującymi zawód projektanta m.in. Joanny Klimas, Dawida Tomaszewskiego, Łukasza Jemioła czy Agnieszki Maciejak. Na pierwszą nagrodę zasłużyły sobie, wykorzystując ultramodne nadruki imitujące efekt rozpryśniętej farby, poszukując nieoczywistych form oraz świadomie zapominając o wykończeniu wybranych fragmentów tkanin (strzępiły się np. krawędzie długiego białego płaszcza czy strukturalne faliste zdobienia sukienki mini).

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Druga nagroda trafiła do Eweliny Wydry, która sięgnęła po inspirację art deco, jednocześnie nadając ubraniom sznytu w męskim stylu. Hitem były buty oksfordki noszone (z grubymi skarpetkami) do siateczkowej prześwitującej sukienki zwieńczonej stójkowym kołnierzykiem niczym od koszuli.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Trzecie miejsce zajęła Klaudia Cichoń. Jej kolekcja była najbardziej odważna i spektakularna, bo uszyta z wzorzystych tkanin głównie w odcieniach różu i czerwieni (z akcentem granatowym i białym). Ubrania były ciekawe nie tylko kolorystycznie, ale i konstrukcyjnie. Wystarczy spojrzeć na komplet ze spodniami albo trójkątne wycięcia choćby na rękawach czerwonej marynarki obszytej srebrnymi aplikacjami.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Moim zdaniem warta uwagi, choć niedoceniona była linia Aleksandry Ożarowskiej. Projektantka zainspirowana fasonami z epoki oraz charakterystycznymi frędzlami zinterpretowała je całkiem po swojemu i zdekonstruowała, tworząc awangardowe ubrania, które jednocześnie spokojnie można byłoby nosić na co dzień. I czuć się swobodnie. Ubrania powstały bowiem z dżinsu, niekiedy postrzępionego (co zastępowało wspomniane tradycyjne frędzle). Takich, którego najlepszym dopełnieniem jest prosty biały T-shirt. Doceniam za zejście z utartej ścieżki i utylitarny charakter kolekcji.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Mało odkrywcze, ale pełne nieodpartego uroku były też według mnie kreacje (kreacje, bo w klimacie imprezowym) Moniki Sypuły. Złotym mięsistym tkaninom nie groził efekt nadmiernej ciężkości, dzięki zestawieniu z bielą lub z elementami siatkowymi. Kroje, mimo że przewidywalne, były jednak wdzięczne, bo kobiece – odsłaniające sporo, ale ze smakiem (i po to by dodać lekkości).

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Ciekawym elementem i zwieńczeniem gali był pokaz jej gościa specjalnego – portugalskiej projektantki Alexandry Moury. Moura umiejętnie połączyła w jednej kolekcji grube, kloszardzkie swetry oversize i skromne sukienki w stylu pensjonarskim oraz szerokie spodnie do połowy łydki ze zwiewnymi spódnicami. Zadbała o wszystkie detale i elementy wykończenia ubrań oraz pamiętała o dodatkach – zawadiackich kapeluszach (przypominających nieco baśniowy klimat tych z pokazu Louisa Vuittona z dawnych lat) i pakownych torbach w miejskim stylu. Jeśli z bajki o muminkach, najbardziej lubiliście Włóczykija – ta kolekcja podbiłaby wasze serca! Tak jak moje.

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Moura_fot. MZawadzka

Pokaz poprowadziła Agnieszka Popielewicz, buty udostępnił Kazar.

Nagrody dla projektantów – 15 tys. zł dla zwycięzcy oraz stypendia dla pierwszych trzech miejsc ufundowała Międzynarodowa Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru. Zdobywczynie pierwszego miejsca pojadą także na staż do Lizbony – właśnie do Alexandry Moury. Konkurs Fashion Designer Awards słynie bowiem z tego, że daje swoim laureatom możliwość szlifowania warsztatu pod okiem cenionych projektantów za granicą.

Podczas gali najnowszą kolekcję utrzymaną w ulubionej przez siebie czerni zaprezentował ubiegłoroczny zwycięzca FDA – Serafin Andrzejak.

Serafin_fot. MZawadzka

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Zdjęcia: Kurnikowski/AKPA, Magdalena Zawadzka.

Maksymalistki.

IMG_7713

6 czerwca 6 dyplomantek Katedry Mody warszawskiej ASP pokazało swoje kolekcje. Polsko, szykuj się – w modzie nadchodzi porządne ożywienie!

Tak dużego stężenia dobrej mody nie doświadczyłam już dawno. Zwłaszcza w wydaniu uczelnianym. Widać, że studenci Katedry Mody nie lubią i nie chcą się ograniczać. Przynajmniej w kwestii stosowania środków artystycznego wyrazu. Trudno zdecydować się, co w zaprezentowanych podczas pokazu dyplomowego kolekcjach wychodzi na pierwszy plan. Czy multikolorowe wzorzyste strukturalne tkaniny (tak, tak – wszystkie te cechy występują razem!) czy licznie pojawiające się akcenty dekoracyjne – biżuteryjne aplikacje, plastikowe naszywki o geometrycznych kształtach albo grube frędzle z włosia. A może formy – wyraźnie zaznaczone i oryginalne, bazujące na przeskalowanych elementach? Tu liczy się wszystko – od konstrukcji, przez wybór tkanin i kolorów aż po detale. Każdy szczegół jest przemyślany. Nie ma miejsca na przypadkowe rozwiązania. Wreszcie pojawia się kolor, który, miejmy nadzieję, niebawem wybije się na tle nadużywanej przez polskich projektantów szarości. Ubrania – nawet pojedyncze modele – uszyte są z kilku tkanin o różnorodnych wzorach i w kontrastowych odcieniach. A ich zestawienia, choć odważne, są bez zarzutu. Widać, że to kierunek, który obrała uczelnia, tym samym wyróżniając się pośród innych obecnych w Polsce. Ale warto z tym uważać – silny i bardzo czytelny styl szkoły nie powinien zagłuszać tożsamości pojedynczych projektantów. A podczas ostatniego – i pierwszego w historii Akademii – pokazu, nieco upraszczając, mniej uważny widz mógłby nie spostrzec, gdzie kończy się jedna kolekcja, a zaczyna druga. Oto one.

Katarzyna Skórzyńska zaprezentowała pełną przepychu kolekcję w etnicznym duchu. Bluzki i płaszcze o zaokrąglonych liniach ramion uszyła z tkanin o deseniach niczym z kalejdoskopu. Spódnice suto udekorowała aplikacjami przypominającymi drogocenne klejnoty, jak te z ostatnich pokazów Burberry czy Dolce i Gabbana. Ważną rolę odgrywały współczesne graficzne hafty. Stylizacje uzupełniały sandały na koturnach wiązane przy kostkach za pomocą barwnych pasów materiału oraz utrzymane w konwencji torebki na ramię.

IMG_7551

IMG_7553

IMG_7559

IMG_7563

IMG_7571

IMG_7575

Julia Kaleta postawiła na zwiewność i delikatność, ale nie przesłodzoną. Subtelny charakter powłóczystych sukienek przełamała za pomocą misternie uplecionych na karczkach geometrycznych form z taśm. W sposób nienachalny wprowadziła też sportowe inspiracje. Najlepszym przykładem jest przezroczysty top z odkrytymi plecami. Zachwyt wzbudziły też szerokie spodnie z wysokim stanem, na pierwszy rzut oka wyglądające jak spódnica.

IMG_7589

IMG_7598

IMG_7602

IMG_7616

Jevgenija Jurkievica poszła na całość, poszukując form. Choć nie zapomniała też o przyciągających wzrok kolorach. W skład kolekcji wywołującej skojarzenia z podwodną fauną i florą weszły suknie-instalacje złożone z przeskalowanych elementów mocno odstających od ciała. Takie linie to ostatnio rzadkość, bo niewielu projektantów chce robić coś, czego nie da się łatwo sprzedać. Jednak dopiero gdy mają je w swoim portfolio, są w stanie kreatywnie myśleć o konstrukcji stroju. Także takiego o charakterze komercyjnym.

IMG_7622

IMG_7637

IMG_7643

IMG_7652

IMG_7654

U Ewy Stepnowskiej również rządziły kolory i wzory, choć największe brawa należą się za płaszcze – z mięsistych, fakturowych tkanin – takie, w których można się schować. To co ciężkie zestawione było z lekkim, obok pastelowych odcieni pojawiały się te ciemne i głębokie albo jaskrawe i metaliczne.

IMG_7659

IMG_7661

IMG_7669

IMG_7670

IMG_7678

Zofia Ufnalewska zachwyciła płaszczami oversize uszytymi z fakturowych tkanin. Choć czarne i z ciężkich materiałów nabierały lekkości, dzięki podkreślającemu spójność kolekcji falistemu pastelowemu wzorowi. Duży plus za spódnice przypominające dzieła origami – pełne zaskakujących cięć, warstw i zakładek – intrygowały.

IMG_7689

IMG_7691

IMG_7708

Projekty Joanny Wawrzyńczak były najbardziej nowoczesne, może dlatego że bazowały na geometrycznych kształtach i plastikowych elementach dekoracyjnych. A także bieli i czerni, czasem tylko ożywionych za pomocą lekko połyskującej mięty. Granica między aplikacjami na ubraniach i masywnej biżuterii uległa całkowitemu zatarciu.

IMG_7724

IMG_7727

IMG_7729

Zdjęcia: Lukas Thor-Thot.

Zakupy z wąsem.

 

yard sale 11_plakatWszystkim entuzjastom mody, zwłaszcza tej spod igły polskich projektantów najbliższy weekend upłynie pod znakiem zakupów. 17 i 18 maja w Warszawie po raz kolejny odbędą się bowiem targi Mustache Yard Sale. Pod dachem Pałacu Kultury i Nauki spotka się ponad 500 wystawców. Wśród nich głównie projektanci streetwearu. Polecam T-shirty z nadrukowanymi rysowanymi zwierzętami leśnymi od Dzień dobry, płaszczyki Dirty Deer, i multibarwne sukienki czy bluzki Kombokolor. Będzie też moda nieco bardziej wyrafinowana. Zajrzyjcie na stoiska Delikatessen, Dominiki Naziębły, Jarosława Ewerta czy Magdy Floryszczyk (to odkrycie ostatniej edycji Fashion Week Poland!).

Oprócz zakupów przewidziane inne atrakcje: panele dyskusyjne i wykłady z udziałem specjalistów z branży, pokazy filmowe w ramach Planet+ Film Festival, sportowe strefy na Placu Defilad (m.in. rampy i boisko do badmintona), a sobotniego wieczoru – after party w Teatrze Studio z udziałem Samphy.

Więcej na: http://www.mustache.pl/yard-sale

mustache grudzien 5

mustache_logo

 

Na start. Wybrane z magazynów.

O Domi Grzybek, Si Magazyn Wolnego Czasu:

18-21_small-118-21_small-2

Relacja z Fashion Philosophy. Fashion Week Poland, edycja jesienna 2013 r., Exklusiv Fashion Week last 128-31_E130-2 mini

Recenzja książki Anny Sieradzkiej „Moda w przedwojennej Polsce”, Exklusiv

86-89_E125 large-1m86-89_E125 large-2m Gdzie kończy się fashion a zaczyna show – na podstawie pokazów polskich projektantów na wiosnę i lato 2014 r., Exklusiv

34-39_E125_pop large-1m

34-39_E125_pop large-2m34-39_E125_pop large-3m

Relacja z Fashion Philosophy. Fashion Week Poland, edycja wiosenna 2013 r., Exklusiv

Fweek-1mFweek-2mFweek-3m

Świat to za mało – o polskich projektantach, którzy wrócili do Polski, by pracować tu, choć mogli za granicą, Exklusiv

40-43_E123 140-43_E1232 240-43_E123340-43_E1234O dekonstrukcji, Exklusiv

50_55_E119-1m50_55_E119-2m50_55_E119-3m

O zapachach afrodyzjakach i seks gadżetach, Exklusiv

90_92_E109mWywiad z Agathą Ruiz de La Pradą, Vis-a-vis

wywiad_z_Agathą_Ruiz_de_la_Pradą