Marge Simpson nową it girl?

TheSimpsons-BEAUTY small
Chcecie być piękne jak Marge Simpson, MAC ma dla was rozwiązanie. Znana z ciekawych kolaboracji marka kosmetyków kolorowych tym razem zainspirowała się postacią fikcyjną. Za to legendarną. Wyłupiastooka Marge Simpson o ekscentrycznej niebieskiej fryzurze – bohaterka amerykańskiego serialu dla dużych dzieci – już wcześniej stała się obiektem pożądania, kiedy to „Playboy” umieścił ją na jednej ze swoich okładek (i dał jej rozkładówkę). Wydanie magazynu dla panów miało charakter kolekcjonerski. Tak też należy traktować linię kosmetyków MAC, która od września do kupienia jest w salonach marki w warszawskich Złotych Tarasach i Galerii Mokotów oraz na http://www.maccosmetics.pl. W jej skład wchodzą: dwie palety cieni do powiek w intensywnych kolorach, róż do policzków, naklejki na paznokcie, sztuczne rzęsy oraz błyszczyki w czterech odcieniach. Wizerunek Marge zdobi opakowania, tłoczony jest na powierzchni cieni i różu, pojawia się na naklejkach. Wszystkie kosmetyki mają zaskakujące nazwy. Hit? Fioletowy błyszczyk „Itchy, Scratchy & Sexy”, czyli w luźnym tłumaczeniu – swędzący szorstki i (nadal) seksowny. No cóż, po tym jak Karl Lagerfeld zaprojektował buty sportowe i plecaki, a Jeremy Scott torebki w kształcie opakowań „Happy Meal” i bluzę ze SpongeBobem dla marki Moschino, nic w kwestii stylu nie powinno już dziwić.

Playboy cover with Marge Simpson

SIMPSONS-LIPGLASS-Itchy & Scratchy & Sexy-300

TheSimpsons-AMBIENT-small

Dobra forma Simple.

Simple 1
W środę w H15 Boutique Apartments marka Simple zaprezentowała kolekcję na sezon jesień-zima 2014/2015. W jej skład wchodzą trzy linie ubrań: Business, Ready-to-wear i Evening, których nazwy nie budzą wątpliwości co do ich przeznaczenia. Wszystkie zaprojektowane są jednak tak, że wchodzące w ich skład ubrania można dowolnie ze sobą zestawiać. Łączy je bowiem zbliżona kolorystyka i minimalistyczne formy – nieoczywiste, a jednak nieudziwnione i dopracowane w każdym calu. Dominują odcienie szarości (zwłaszcza w postaci swetrów oversize oraz biznesowych sukienek i garniturów) oraz tkaniny w wersji metalik – od czasu do czasu ocieplone różowym, śliwkowym i bordowym.

Mocną stroną kolekcji są detale – ciekawie poprowadzone cięcia, zaszewki i plisy tworzące strukturę strojów, skórzane wstawki oraz modne w tym sezonie suwaki pełniące nie tylko funkcję użytkową, ale i dekoracyjną. Równie ważne są tkaniny – futurystyczne połyskujące neopreny, nabłyszczane wełny, jedwabie przekornie zestawiane z dzianinami i babcinymi wełnami. Ciekawe połączenia są cechą charakterystyczną i atutem kolekcji. Moi faworyci? Szary sweter oversize w duecie z dopasowaną do sylwetki spódnicą uszytą z bardzo delikatnych cekinów przypominających łuskę, stylizacje w stylu boho, ale w nowoczesnym wydaniu i dopełnione torbami z milionem frędzli, akcesoria w duchu retro i sztyblety z mocnymi akcentami kolorystycznymi.
DSC_0173
DSC_0159
DSC_0165

Inspiracja? Miasto. Najchętniej Paryż. To właśnie tam powstała kampania wizerunkowa marki. Za obiektywem stanął Frederic Pinet, przed – Maddie Kulicka.
Simple aw14/15 1Simple 140626_010B_015140626_050_114Simple 140626_150_175

Zdjęcia lookbookowe zrobiła natomiast Aldona Karczmarczyk. Pozowała Zosia Promińska.
Za stylizację obu sesji odpowiadała Ina Lekiewicz.
SIMPLE_070714-8123
SIMPLE_070714-8147
SIMPLE_070714-8654kolor-mini
SIMPLE_070714-8675
SIMPLE_140814-10974 mini
SIMPLE_070714-8415 mini

Tak powstawał lookbook:

Zdjęcia: Magdalena Zawadzka, materiały prasowe Simple.

FOORIAT: Dla mężczyzn z charakterem.

FOORIAT

W czasie, gdy świetnie się mają tanie w produkcji i raczej bezkształtne ubrania z dzianin, ona postawiła na te o wysublimowanej konstrukcji i z tkanin wysokiej jakości. Asia Wysoczyńska, założycielka marki FOORIAT ma odwagę i pewność siebie w tym, co robi. Projektuje dla mężczyzn o podobnych cechach. Takich, w których drzemie wojownik.

01FOORIAT_GenevaStorm_7MZ

Do tej pory projektowałaś pod swoim nazwiskiem – zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Dlaczego zdecydowałaś się stworzyć brand FOORIAT, a nie projektować dalej po prostu jako Asia Wysoczyńska?

Nie da się ukryć, że moje nazwisko do łatwych nie należy. Myśląc o rynkach zagranicznych chciałam ułatwić odbiór marki. Poza tym, mimo że FOORIAT pozostaje marką autorską, to zawiera elementy powstałe w wyniku kooperacji z innymi twórcami – rysownikami i projektantami graficznymi. Autorem całej identyfikacji wizualnej jest Grzegorz Badzio, który miał też niebagatelny wpływ na narodziny brandu i wykrystalizowanie jego konceptu.

Chcieliśmy zaoferować dobry produkt wsparty filozofią marki, nie tworzyć zbędnego dystansu poprzez nazwisko projektanta na metce. Dzięki temu marka może być postrzegana przez wartości, które reprezentuje, jakość produktów i otoczenie komunikacyjne związane bezpośrednio z nią, a nie poprzez nazwisko czy konkretną osobę.

FOORIAT to samodzielny spójny koncept. Tym samym moda męska została niejako odseparowana od projektów bardzo odległych wręcz artystycznych jak „Puppen” czy tworzenie kostiumów dla 30-centymetrowej Marylin Monroe. Swoim nazwiskiem w dalszym ciągu firmuję projekty dla kobiet.

Dlaczego w dobie mody na dresy i T-shirty oversize zdecydowałaś się tworzyć rzeczy nawiązujące do klasyki, eleganckie, z wysokogatunkowych tkanin?

Dres? W mojej szafie nie ma dresu. Dlaczego więc miałabym próbować ubierać tak swojego klienta? Nie chcę podpinać się pod chwilowe tendencje i powielać utartych komercyjnie szlaków. Uwielbiam szarość, ale szary dres jest poza językiem mojej estetyki. W każdym razie w wydaniu, w jakim jest go obecnie najwięcej. Wolę pracę z konstrukcją i budowanie sylwetki niż ukrywanie jej w dzianinowych ubraniach oversize. Nie dyskwalifikuję oczywiście T-shirtu, który może doskonale dopełniać nasz odzieżowy przekaz, budując nawet swego rodzaju dramaturgię. Proponowane przez FOORIATA wzory się do tego nadają – ironicznie pointują ludzkie starania wywarcia strojem określonego wrażenia, czy też dowcipnie przełamują powagę ubioru. Uwielbiam tkaniny, często wybieram je zanim pojawi się pierwszy impuls do powstania kolekcji czy pojedynczego projektu. Szukam takich, które mają niestandardowe właściwości, mimo minimalistycznego charakteru czy pozornej zwykłości.

Czym jest Warmour™. Jaka była idea jego powstania?

W tym wypadku najpierw było ciało, a potem słowo. Projekt wyruszył w świat z roboczą nazwą, szeleszczącą polskimi zgłoskami, by gdzieś przy Place Joffre w Paryżu przejść metamorfozę i wyizolować się z całości kolekcji. Warmour to zbitka słów warm i armour. To nowy termin, tak jak nowy jest sam produkt – pełniący rolę szala i ciepłej kamizelki. Impulsem do jego powstania był nasz klimat, choć myślę, że Warmour doskonale sprawdzi się pod wieloma szerokościami geograficznymi. Warmour pozwala docieplić newralgiczne części ciała bez krępowania ruchów. To również odpowiedź na potrzeby aktywnego człowieka. Tasiemki mocujące, które mogą być różnorodnie aranżowane, zmieniają styl – umożliwiają uzyskanie efektu elegancji lub sportowego luzu.

FOORIAT

FOORIAT

Czym są tkaniny typu memory shape? Jakie mają właściwości? Dlaczego je wykorzystujesz?

To tylko jeden z wielu typów tkanin funkcjonalnych – poliamid. Zwykle unikam sztucznych tworzyw. Preferuję naturalne tkaniny, ale ten poliamid okazał się nie tylko bardzo miły w dotyku, ale też pozwalający na interesujące zabiegi formalne. Chociaż przy odrobinie techniki tkaniny z naturalnych włókien również mogą zyskać inny wymiar. W nowej kolekcji mam kilka tkanin z powłoką, która modyfikuje właściwości bazowego surowca. Taka mieszanka lnu i bawełny nabiera zupełnie nowego charakteru. Poza bardzo nowoczesnymi tkaninami wykorzystuję również tkaniny klasyczne z rodzinnych manufaktur o wieloletnich tradycjach.

Twarząkampanii FOORIAT był Marcin Trygar, na Fanpage’u marki na zdjęciach pojawił się Ingimar Hrimnir Skulason. Dlaczego właśnie ich wybrałaś do promowania marki?

Zarówno do kampanii jak i do pokazu w Genewie szukaliśmy po prostu interesujących osobowości. FOORIAT skierowany jest do mężczyzn, stąd wybory twarzy o mocnym wyrazie. Marka przyciąga charyzmatyczne osoby, bo się z nią utożsamiają. To często taki „BizRebeliant”, bo nasza oferta jest w stanie sprostać wymaganiom elegancji, a daleko jej do nudy.

FOORIAT

FOORIAT

Jakie są 3 najważniejsze cechy marki?

Nowoczesna elegancja, jakość, wyszukana funkcjonalność.

Mężczyzna, z którym chętnie umówiłabyś się na drinka to… (i czy to właśnie dla takich mężczyzn projektujesz?)

Preferuję wino i mężczyzn, którzy, podobnie jak ono, z wiekiem stają się coraz bardziej interesujący. Ciekawe, że z ubraniami może się dziać podobnie – nabierają uroku wraz z pojawianiem się zagięć i załamań wynikających ze sposobu użytkowania, określając tym samym charakter ich posiadacza. Dlatego też stawiam na styl i konsekwencję, a nie rozchwiane tendencje. Dobre rzeczy ładnie się starzeją. Nie wszystko musi wyglądać jak spod igły wyjęte, choć muszę przyznać, że mam słabość do „efektu żelazka”!

Jaka jest twoim zdaniem najbardziej obciachowa, a jaka najfajniejsza rzecz w modzie męskiej?

Nic tak nie psuje wrażenia jak źle dopasowane do osoby ubrania – i mam tu na myśli zarówno niedopasowanie stylistyczne (co powoduje efekt przebrania), jak i zwyczajne ignorowanie wymagań sylwetki – noszenie zbyt małych lub zbyt dużych ubrań. Najfajniejsze są detale, których rola jest ogromna. Właśnie one determinują odbiór całości – określają styl i charakter danej rzeczy. To spacer po linie. Każdy krok niesie ze sobą ryzyko, ale i potencjał – to ekscytujące.

FOORIAT

Gdzie można kupić ubrania FOORIAT?

Na razie jesteśmy dostępni w sieci – na naszej stronie. Wybrane modele można będzie lada moment kupić za pośrednictwem międzynarodowej platformy sprzedaży mody autorskiej Not Just A Label. FOORIAT to jeszcze młoda marka, jednak zdążyliśmy się już pokazać w czasie targów i pokazów zarówno w Polsce, jak i za granicą m.in. podczas pokazu w Genewie. Obecność w showroomach w Lozannie i Bejrucie pozwoli, mam nadzieję, wykroczyć poza ramy dystrybucji on-line i umożliwi klientowi to, na czym najbardziej nam zależy – kontakt z produktem od początku procesu kupowania. Jakość tkanin i wykończeń oraz nacisk na konstrukcję ubiorów są charakterystyczne dla FOORIATA, a trudno jest wyeksponować ich zalety w wirtualnej rzeczywistości w sposób nas satysfakcjonujący.

FOORIAT

FOORIAT

FOORIAT

07FOORIAT_GenevaStorm_8MZ

Zdjęcia: Adam Balcerek (kampania z udziałem Marcina Trygara), archiwum FOORIAT (pozostałe zdjęcia).

Strona marki: http://www.fooriat.com/

Lata 20. Reaktywacja.

FDA open

„Szalone lata 20. i 30.“ – pod takim hasłem odbyła się ostatnia, szósta już edycja konkursu dla młodych projektantów mody Fashion Designer Awards. 12 maja swoje kolekcje szerszej publiczności pokazało 10 finalistów.

To osoby wyłonione spośród wszystkich zgłoszeń, a następnie półfinału konkursu, który odbył się nieco ponad miesiąc wcześniej w warszawskich Złotych Tarasach. Podczas finałowej gali Fashion Designer Awards w studio Domaniewska swoją interpretację jednej z najbardziej szykownych epok w modzie zaprezentowali: Zuzanna Kwapisz, Michał Wójciak, Aleksandra Ożarowska, Anna Kopeć, Agnieszka Gniłka, Marta Gos i Martyna Sobczak (w duecie), Klaudia Cichoń, Ewelina Wydra, Klaudia Bartmańska oraz Monika Sypuła. Pojawiły się więc frędzle, cekiny, geometryczne wzory i cięcia czy szlachetne nasycone kolory: kobalt, szmaragd, burgund i złoto, występujące obok klasycznych bieli i czerni. Projektanci wykazali się świetną znajomością historii mody, jednak niekiedy zadanie konkursowe potraktowali zbyt dosłownie. Dla mnie najciekawsze były pomysły tych, którzy zaczerpnąwszy inspiracje z lat 20. i 30., stworzyli kolekcje współczesne, a nawet nowatorskie. Zgodne z aktualnie panującymi trendami. Jedną z takich linii była ta autorstwa Marty Gos i Martyny Sobczak. Dziewczyny zdobyły największe uznanie jury. I to jury nie byle jakiego, bo składającego się z osób nie tylko uznanych w branży, ale i z sukcesami wykonującymi zawód projektanta m.in. Joanny Klimas, Dawida Tomaszewskiego, Łukasza Jemioła czy Agnieszki Maciejak. Na pierwszą nagrodę zasłużyły sobie, wykorzystując ultramodne nadruki imitujące efekt rozpryśniętej farby, poszukując nieoczywistych form oraz świadomie zapominając o wykończeniu wybranych fragmentów tkanin (strzępiły się np. krawędzie długiego białego płaszcza czy strukturalne faliste zdobienia sukienki mini).

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Druga nagroda trafiła do Eweliny Wydry, która sięgnęła po inspirację art deco, jednocześnie nadając ubraniom sznytu w męskim stylu. Hitem były buty oksfordki noszone (z grubymi skarpetkami) do siateczkowej prześwitującej sukienki zwieńczonej stójkowym kołnierzykiem niczym od koszuli.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Trzecie miejsce zajęła Klaudia Cichoń. Jej kolekcja była najbardziej odważna i spektakularna, bo uszyta z wzorzystych tkanin głównie w odcieniach różu i czerwieni (z akcentem granatowym i białym). Ubrania były ciekawe nie tylko kolorystycznie, ale i konstrukcyjnie. Wystarczy spojrzeć na komplet ze spodniami albo trójkątne wycięcia choćby na rękawach czerwonej marynarki obszytej srebrnymi aplikacjami.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Moim zdaniem warta uwagi, choć niedoceniona była linia Aleksandry Ożarowskiej. Projektantka zainspirowana fasonami z epoki oraz charakterystycznymi frędzlami zinterpretowała je całkiem po swojemu i zdekonstruowała, tworząc awangardowe ubrania, które jednocześnie spokojnie można byłoby nosić na co dzień. I czuć się swobodnie. Ubrania powstały bowiem z dżinsu, niekiedy postrzępionego (co zastępowało wspomniane tradycyjne frędzle). Takich, którego najlepszym dopełnieniem jest prosty biały T-shirt. Doceniam za zejście z utartej ścieżki i utylitarny charakter kolekcji.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Mało odkrywcze, ale pełne nieodpartego uroku były też według mnie kreacje (kreacje, bo w klimacie imprezowym) Moniki Sypuły. Złotym mięsistym tkaninom nie groził efekt nadmiernej ciężkości, dzięki zestawieniu z bielą lub z elementami siatkowymi. Kroje, mimo że przewidywalne, były jednak wdzięczne, bo kobiece – odsłaniające sporo, ale ze smakiem (i po to by dodać lekkości).

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Ciekawym elementem i zwieńczeniem gali był pokaz jej gościa specjalnego – portugalskiej projektantki Alexandry Moury. Moura umiejętnie połączyła w jednej kolekcji grube, kloszardzkie swetry oversize i skromne sukienki w stylu pensjonarskim oraz szerokie spodnie do połowy łydki ze zwiewnymi spódnicami. Zadbała o wszystkie detale i elementy wykończenia ubrań oraz pamiętała o dodatkach – zawadiackich kapeluszach (przypominających nieco baśniowy klimat tych z pokazu Louisa Vuittona z dawnych lat) i pakownych torbach w miejskim stylu. Jeśli z bajki o muminkach, najbardziej lubiliście Włóczykija – ta kolekcja podbiłaby wasze serca! Tak jak moje.

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: pokaz Aleksandry Moury, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Moura_fot. MZawadzka

Pokaz poprowadziła Agnieszka Popielewicz, buty udostępnił Kazar.

Nagrody dla projektantów – 15 tys. zł dla zwycięzcy oraz stypendia dla pierwszych trzech miejsc ufundowała Międzynarodowa Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru. Zdobywczynie pierwszego miejsca pojadą także na staż do Lizbony – właśnie do Alexandry Moury. Konkurs Fashion Designer Awards słynie bowiem z tego, że daje swoim laureatom możliwość szlifowania warsztatu pod okiem cenionych projektantów za granicą.

Podczas gali najnowszą kolekcję utrzymaną w ulubionej przez siebie czerni zaprezentował ubiegłoroczny zwycięzca FDA – Serafin Andrzejak.

Serafin_fot. MZawadzka

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Zdjęcia: Kurnikowski/AKPA, Magdalena Zawadzka.

Maksymalistki.

IMG_7713

6 czerwca 6 dyplomantek Katedry Mody warszawskiej ASP pokazało swoje kolekcje. Polsko, szykuj się – w modzie nadchodzi porządne ożywienie!

Tak dużego stężenia dobrej mody nie doświadczyłam już dawno. Zwłaszcza w wydaniu uczelnianym. Widać, że studenci Katedry Mody nie lubią i nie chcą się ograniczać. Przynajmniej w kwestii stosowania środków artystycznego wyrazu. Trudno zdecydować się, co w zaprezentowanych podczas pokazu dyplomowego kolekcjach wychodzi na pierwszy plan. Czy multikolorowe wzorzyste strukturalne tkaniny (tak, tak – wszystkie te cechy występują razem!) czy licznie pojawiające się akcenty dekoracyjne – biżuteryjne aplikacje, plastikowe naszywki o geometrycznych kształtach albo grube frędzle z włosia. A może formy – wyraźnie zaznaczone i oryginalne, bazujące na przeskalowanych elementach? Tu liczy się wszystko – od konstrukcji, przez wybór tkanin i kolorów aż po detale. Każdy szczegół jest przemyślany. Nie ma miejsca na przypadkowe rozwiązania. Wreszcie pojawia się kolor, który, miejmy nadzieję, niebawem wybije się na tle nadużywanej przez polskich projektantów szarości. Ubrania – nawet pojedyncze modele – uszyte są z kilku tkanin o różnorodnych wzorach i w kontrastowych odcieniach. A ich zestawienia, choć odważne, są bez zarzutu. Widać, że to kierunek, który obrała uczelnia, tym samym wyróżniając się pośród innych obecnych w Polsce. Ale warto z tym uważać – silny i bardzo czytelny styl szkoły nie powinien zagłuszać tożsamości pojedynczych projektantów. A podczas ostatniego – i pierwszego w historii Akademii – pokazu, nieco upraszczając, mniej uważny widz mógłby nie spostrzec, gdzie kończy się jedna kolekcja, a zaczyna druga. Oto one.

Katarzyna Skórzyńska zaprezentowała pełną przepychu kolekcję w etnicznym duchu. Bluzki i płaszcze o zaokrąglonych liniach ramion uszyła z tkanin o deseniach niczym z kalejdoskopu. Spódnice suto udekorowała aplikacjami przypominającymi drogocenne klejnoty, jak te z ostatnich pokazów Burberry czy Dolce i Gabbana. Ważną rolę odgrywały współczesne graficzne hafty. Stylizacje uzupełniały sandały na koturnach wiązane przy kostkach za pomocą barwnych pasów materiału oraz utrzymane w konwencji torebki na ramię.

IMG_7551

IMG_7553

IMG_7559

IMG_7563

IMG_7571

IMG_7575

Julia Kaleta postawiła na zwiewność i delikatność, ale nie przesłodzoną. Subtelny charakter powłóczystych sukienek przełamała za pomocą misternie uplecionych na karczkach geometrycznych form z taśm. W sposób nienachalny wprowadziła też sportowe inspiracje. Najlepszym przykładem jest przezroczysty top z odkrytymi plecami. Zachwyt wzbudziły też szerokie spodnie z wysokim stanem, na pierwszy rzut oka wyglądające jak spódnica.

IMG_7589

IMG_7598

IMG_7602

IMG_7616

Jevgenija Jurkievica poszła na całość, poszukując form. Choć nie zapomniała też o przyciągających wzrok kolorach. W skład kolekcji wywołującej skojarzenia z podwodną fauną i florą weszły suknie-instalacje złożone z przeskalowanych elementów mocno odstających od ciała. Takie linie to ostatnio rzadkość, bo niewielu projektantów chce robić coś, czego nie da się łatwo sprzedać. Jednak dopiero gdy mają je w swoim portfolio, są w stanie kreatywnie myśleć o konstrukcji stroju. Także takiego o charakterze komercyjnym.

IMG_7622

IMG_7637

IMG_7643

IMG_7652

IMG_7654

U Ewy Stepnowskiej również rządziły kolory i wzory, choć największe brawa należą się za płaszcze – z mięsistych, fakturowych tkanin – takie, w których można się schować. To co ciężkie zestawione było z lekkim, obok pastelowych odcieni pojawiały się te ciemne i głębokie albo jaskrawe i metaliczne.

IMG_7659

IMG_7661

IMG_7669

IMG_7670

IMG_7678

Zofia Ufnalewska zachwyciła płaszczami oversize uszytymi z fakturowych tkanin. Choć czarne i z ciężkich materiałów nabierały lekkości, dzięki podkreślającemu spójność kolekcji falistemu pastelowemu wzorowi. Duży plus za spódnice przypominające dzieła origami – pełne zaskakujących cięć, warstw i zakładek – intrygowały.

IMG_7689

IMG_7691

IMG_7708

Projekty Joanny Wawrzyńczak były najbardziej nowoczesne, może dlatego że bazowały na geometrycznych kształtach i plastikowych elementach dekoracyjnych. A także bieli i czerni, czasem tylko ożywionych za pomocą lekko połyskującej mięty. Granica między aplikacjami na ubraniach i masywnej biżuterii uległa całkowitemu zatarciu.

IMG_7724

IMG_7727

IMG_7729

Zdjęcia: Lukas Thor-Thot.

Yves Saint Laurent, jakiego nie znacie.

1_ yves_saint_laurent

30 maja do kin wchodzi film „Yves Saint Laurent. Geniusz, który rzucił świat mody na kolana”. Ale wbrew tytułowi obraz ukazuje Yves’a Saint Laurenta nie tylko jako posiadacza nieprzeciętnego talentu, który na zawsze zapisał się w historii mody, ale przede wszystkim jako człowieka z krwi i kości. Targanego namiętnościami, pełnego wątpliwości i obaw, przerażonego wizją zwykłego życia i tego, co się z nim wiąże. Choć na pierwszy rzut oka poukładanego, o nienagannych manierach, a nawet zbyt „grzecznego”. Poznajemy go jako nieśmiałego, skromnego, ale bardzo pracowitego młodzieńca, który niespodziewanie zostaje dyrektorem artystycznym domu modu Dior po śmierci jego założyciela. Wrzucony na głęboką wodę, świetnie sobie radzi do momentu, kiedy zostaje powołany do wojska. To początek depresji wielkiego kreatora, która wyciska piętno na całym jego życiu. Począwszy od tego, że przyczynia się do zwolnienia go z pełnionej funkcji w prestiżowym domu mody.

Na szczęście projektant nie jest sam. Wspiera go Pierre Berge, wieloletni partner artysty poznany na jednym z pierwszych pokazów, i jak mawiał sam Yves „mężczyzna jego życia”. To właśnie jego oczami oglądamy Yves’a Saint Laurenta w filmie. I to właśnie jemu zawdzięczać możemy sukces Laurenta. Przedsiębiorczy, komunikatywny i zorganizowany wziął na siebie trud prowadzenia domu mody partnera, pozostawiając mu jedynie to, co ten kochał najbardziej – projektowanie. Chronił go przed biurokracją, mediami, sporami w firmie, a nawet jego własnymi fobiami. Nie zdołał jednak uchronić przed epizodem hulaszczego życia, które doprowadziło do uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Nigdy jednak nie stracił w niego wiary i nie pozwolił się poddać. Zawsze był blisko, mimo że nie zawsze było to łatwe. Film to opowieść o tym, co czuje i znosi człowiek, który idzie przez życie z geniuszem, samemu pozostając w cieniu i ile można poświęcić w imię miłości (a także czym miłość jest).

4_YSL i PIERRE

Warto wybrać się do kina, także ze względu na piękne zdjęcia Thomasa Hardmeiera oraz muzykę Ibrahima Maaloufa. Oraz po to, by zobaczyć, jak zmieniała się moda na przestrzeni drugiej połowy XX wieku. Poznać świat mody elitarnej – luksusowych tkanin i kameralnych pokazów, na które wstęp mieli tylko wybrani i bardzo wpływowi. Świat, który odchodzi już w zapomnienie, tak jak haute couture usunęło się w cień na rzecz pret-a-porter. Częściowo zresztą za sprawą Yves’a Saint Laurenta i jego coraz bardziej wyzwolonych projektów – prostej, ale kusej „Mondrian dress” oraz garniturów dla silnych wyemancypowanych kobiet.

1 YSL naked

Yves-Saint-3_Movie-2014-Directed-by-Jalil-Lespert

Zwiastun filmu:

Zdjęcia: Materiały prasowe.

Dystrybucja: Vue Movie Distribution.

Back to the Studio.

DSC_1307

Relację z ostatniej edycji Fashion Philosophy Fashion Week Poland rozpoczynam od kolekcji zaprezentowanych w ramach nowo powstałej strefy Studio. Znalazły się w niej linie, które z różnych przyczyn nie zostały zakwalifikowane do dobrze znanych z wcześniejszych edycji tygodnia mody segmentów – Off Out Of Schedule oraz Designer Avenue, ale były na tyle dobre i zapadające w pamięć, że nie można było z nich zrezygnować. Z założenia pole dla debiutantów, wcale takim nie było, bo – z małymi wyjątkami – swoje projekty pokazali designerzy, których nazwiska od kilku lat funkcjonują w branży. Ale sama formuła się sprawdziła, bo pozwoliła pozostałym strefom wykrystalizować swoją tożsamość, a z tym ostatnimi czasy bywało różnie. Dotyczy to szczególnie Offu, bo Aleja, choć bardziej spójna niż zwykle, w dalszym ciągu pozostaje najmniej równym pod względem poziomu kolekcji i ich grup docelowych segmentem (choć najbardziej obleganym i/bo przyciągającym gwiazdy).

Jak się okazało Studio było mocnym punktem Fashion Weeka, zwłaszcza, że to właśnie tu (wbrew werdyktowi redakcji Elle) można było zrobić prawdziwe odkrycie roku 2014! Na to miano zasłużyła Magdalena Floryszczyk (wcześniej o projektantce pisałam tu: https://kroljestnagi.com/2014/04/08/oto-przyszlosc-polskiej-mody/ ), której debiutancką, bo stworzoną na bazie kolekcji dyplomowej linię cechowały: niezwykła dojrzałość, piękne i przemyślane, choć proste fasony, udany dobór kolorów i dbałość o szczegóły. Tego dnia był to dla mnie pierwszy pokaz (nie mogłam niestety zobaczyć wcześniejszej kolekcji grupy projektowej Mixer) i od razu estetyczna uczta! Floryszczyk pokazała rzeczy, które każdy chciałby mieć i czułby się w nich komfortowo, jednak były to ubrania o klasę wyżej od wyświechtanych już dzianinowych wdzianek oversize. Nie przeszkadzało nawet to, że większość rzeczy utrzymana była w równie mocno wyeksploatowanej szarości. Na pierwszy plan wychodzila bowiem konstrukcja. A zaraz za nią podążały świetnie dobrane, wysokiej jakości tkaniny. W skład inspirowanej baseballem linii „The Game“ weszły luźne minimalistyczne sukienki, proste topy zestawione z rozkloszowanymi spódnicami midi o licznych zakładkach, spodnie, koszule, swetry, kombinezony oraz przepiękne płaszcze. Stylizacje wzbogacały drewniane trapezowe „torebki“ oraz sportowe buty i czapki z daszkiem, które u Floryszczyk umiały zachować klasę, pomimo że kojarzą się raczej z tandetną stylówą dzieciaków z Bronxu. Za nietendencyjne wykorzystanie sportowych odniesień i utrzymanie eleganckiego charakteru kolekcji – ogromny plus!

DSC_0943

DSC_0950

DSC_0958

DSC_0971

DSC_0974

DSC_0978

DSC_0991

DSC_1015

DSC_1033

DSC_1061

Oli Bajer (stojącej za marką Bola), czyli autorce kolejnej zaprezentowanej lini, udało się to nieco gorzej. Bo ona także sięgnęła po inspiracje sportowe (to zresztą jeden z głównych trendów powtarzających się podczas tegorocznego Tygodnia Mody – a mówiąc szczerze, nie tylko tegorocznego…), próbując zestawić je z formalnymi elementami stroju. W rezultacie modelki ubrane w dopasowane eleganckie spodnie i marynarki przechadzały się obok tych w bluzach i legginsach… Graficzne i geometryczne nadruki, choć efektowne, dawno już widzieliśmy. Także fasony nie wnosiły niczego nowego. Kolekcja poprawna i udana kolorystycznie (czerń, granat i fiolet ożywione srebrem) nie powaliła więc, choć pod względem formalnym nie można jej nic zarzucić.

DSC_1072

DSC_1084

DSC_1151

DSC_1099

DSC_1105

DSC_1126

DSC_1153

DSC_1171

DSC_1177

Kolekcja Moniki Gromadzińskiej „Bez tytułu“ pozytywnie mnie zaskoczyła. Może dlatego, że kiedy widziałam ją wcześniej podczas spotkania Rady Programowej, sprawiała wrażenie niechlujnej, a na pewno niedokończonej. Jednak projektantka stanęła na wysokości zadania i podczas Tygodnia Mody mogliśmy zobaczyć linię nie tylko gotową, ale i przemyślaną w pełni i dopracowaną – choć odwołującą się do pierwszego etapu procesu twórczego, wstępnych szkiców. Stąd nadruki przypominające kreski robione ołówkiem, które były jednym z elementów uspójniających kolekcję. Oprócz nich można było podziwiać dyskretne łukowe wycięcia z boków bluzek i sukienek czy przy rękawach bluz, trójkątne kawałki tkanin swobodnie zwisające z wybranych elementów garderoby, gniecenia materiałów i subtelne plisy. Dominowała biel, wspierana czernią, szarością i błękitem.

DSC_1195

DSC_1199

DSC_1215

DSC_1240

DSC_1257

DSC_1280

DSC_1289

DSC_1292

Ostatni pokaz w ramach Studio należał do Jarosława Ewerta. Jego kolekcje miałam okazję widzieć wcześniej, ale na ogół szybko o nich zapominałam. Z tą jest inaczej. Przy tworzeniu linii „FADO“ projektant sięgnął do fascynacji obrazami niczym z kalejdoskopu. Dlatego też punktem wyjścia były dla niego geometryczne formy. Pojawiły się one jeszcze zanim zobaczyliśmy pierwszą sylwetkę, bo już na etapie wprowadzającej w klimat wizualizacji przedstawiającej człowieka (a konkretniej głowę), który pod wpływem płomieni rozpada się na drobne cząstki, by następnie zbudować od nowa. Następnie zaś widzieliśmy je w formie przeskalowanych elementów garderoby – ogromnych prostokątnych kieszeni płaszczy i sukienek, obszernych kominów otulających szyję niczym najcieplejszy szal czy gwiazdy pokazu – wielkiej męskiej torby noszonej na ramieniu. W oczy rzucały się designerskie kurtki puchówki (białe lub kobaltowe), metaliczne – srebrne lub miedziane akcenty strojów, futrzane kamizele oversize narzucone na proste sukienki oraz zrobiony specjalnie na potrzeby pokazu makijaż stworzony na bazie geometrycznych kształtów. Inspiracja, choć wyrazista, nie przytłaczała jednak.

DSC_1322

DSC_1316

DSC_1354

DSC_1372

DSC_1411

DSC_1428

DSC_1464

DSC_1505

DSC_1507

DSC_1515

Zdjęcia: Lukas Thor-Thot.

OFF wychodzi z cienia.

Paulina Ptashnik, fot. Katarzyna Czarnecka

Fashion victims, nie możecie tego przegapić! 6 maja uroczystym pokazem Agathy Ruiz de la Prady – hiszpańskiej projektantki i kolorowego ptaka świata mody – rozpocznie się 10 edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland, czyli polskiego tygodnia mody, który regularnie odbywa się w Łodzi. Impreza potrwa 5 dni. Najważniejsze wydarzenia zaplanowane są na czwartek, piątek i sobotę (8-10 maja). To właśnie wtedy zobaczymy, co na jesień i zimę 2014 roku proponują polscy projektanci (oraz gość z zagranicy – portugalski designer Miguel Vieira). Pokazy pogrupowane są na trzy kategorie. Podczas Designer Avenue zaprezentowane zostaną kolekcje tych, którzy poszczycić się mogą znacznym dorobkiem twórczym oraz dużym uznaniem m.in. Natalii Jaroszewskiej, Joanny Klimas, MMC Studio, Michała Szulca, Łukasza Jemioła i innych. Będą to kolekcje najpełniejsze (o największej liczbie zaprezentowanych sylwetek), o najbardziej komercyjnym charakterze. Artystów aspirujących do tego grona będzie można poznać podczas nowo powstałej przestrzeni – Studio. Swoje pomysły pokażą tam: Mixer, Magda Floryszczyk, Ola Bajer, Monika Gromadzińska oraz Jarosław Ewert. Mnie jednak od zawsze najbardziej interesowała strefa OFF Out Of Schedule. To właśnie ona należy do artystów awangardowych, twórców mody konceptualnej, zaangażowanej, niszowej. Takiej, która nie zawsze nadaje się do noszenia (choć na ogół tak), ale takiej, która zawsze budzi emocje i najbliższa jest sztuce. Jako członkini Rady Programowej strefy OFF kolekcje widziałam wcześniej. Uchylam więc rąbka tajemnicy, na co szczególnie warto się szykować.

Paulina Ptashnik, piątek 09.05, godz. 12.30 (zdjęcie powyżej)

Projektantka słynie z minimalistycznych projektów. Nieważne, czy wchodzą w skład tworzonej przez artystkę stałej lini basic, czy też jej udanej debiutanckiej kolekcji BLIND. Zawsze cechuje je perfekcyjna forma, staranność wykonania i dbałość o szczegóły. Na pierwszy rzut oka skromne i nienachalne ubrania kryją w sobie siłę tkwiącą w konstrukcji i detalach. Tym razem Ptashnik pokaże kolekcję inspirowaną… katastrofą atomową w Czarnobylu.

Zwyrd, czwartek 08.05, godz. 12.00

Sojący za marką, Grzegorz Marcisz to nowa, zaskakująca postać w modzie niszowej. Nie boi się być outsiderem i dla takich tworzy. Kolekcja „Core“ (z ang. rdzeń), którą zobaczymy w sposób bezpośredni nawiązuje do kory drzewa, ale także odnosi się do osobowości człowieka w jej czystej postaci, nieskażonej trudnościami życia. Ale w modzie inspiracja nie zawsze musi być czytelna i dostrzeżona. Jeśli pominiemy ją w tym przypadku, zobaczymy ciekawe eksperymenty z fakturą ubrań oraz fajne pomysły na stylizacje dla facetów z brodą.

Fot. Paweł Stefaniak.

Zwyrd, fot. Paweł Stefaniak

Momi-ko, czwartek 08.05, godz. 11.30

Monikę Misiak-Kołsut w dalszym ciągu fascynuje Japonia i jej subkultury. Tym razem na tapetę poszły będące symbolem monotonii i konformizmu mundurki oraz sztuka origami. Połączenie tych dwóch dało imponujący wynik.

Fot. Arkadiusz Szczudło

Momi-ko, fot. Arkadiusz Szczudło

Szpila, piątek 09.05, godz. 12.00

Mroczna i ciężka w wyrazie (momentami trochę za bardzo) kolekcja na uwagę zasługuje ze względu na wchodzące w jej skład  swetry (i wełniane elementy) o grubych splotach – wielkie, mocne, pozwalające się w nich ukryć. A wszystko to ręczna robota!

SZPILA_min

Szpila

W trakcie OFF Out of Schedule zobaczymy także kolekcję Katarzyny Góreckiej oraz Kas Kryst.

Katarzyna Górecka, fot. Malwina Sulima

Katarzyna Górecka, fot. Malwina Sulima

Kas Kryst, fot. Daniel Jaroszek

Kas Kryst, fot. Daniel Jaroszek

Nowością będą prezentacje, które odbędą się obok klasycznych pokazów. Dzięki pracowni sitodruku i grupie projektowej BLOT będzie można zobaczyć na żywo, jak powstaje druk na tkaninie.

Print

BLOT

Romana (Katarzyna Romańska) zaprezentuje kolekcje ubrań, a raczej instalacji na ciele, które obrazować mają złożoność kobiecej psychiki. A wiele tam się dzieje!

Romana, fot. Anna Jarosz

Romana, fot. Anna Jarosz

Zaś dzięki Annie Kołodziejskiej trzeba będzie obejrzeć modę przez specjalne okulary – cała kolekcja stworzona z myślą o mężczyznach oraz… ich czworonożnych pupilach pokryta jest nadrukami 3D. Science fiction, więc czemu by nie zobaczyć!

Anna Kołodziejska, fot. Sylwia Krezel

Anna Kołodziejska, fot. Sylwia Krezel

Pokazy w ramach strefy OFF Out Of Schedule oraz Studio odbędą się w Centrum Promocji Mody łódzkiej ASP przy ul. Wojska Polskiego 121. Designer Avenue – w hali Expo przy al. Politechniki 4.

O tym, jak znaleźć się na Fashion Weeku więcej tu: http://fashionweek.pl/pl/wez-udzial/