Sandały jak w starożytnej Grecji.

01

Koniec lata? Pogoda nic o tym nie wie! Na kupno sandałów jeszcze nie jest za późno. Te od Ippomare to inwestycja na lata.

Po pierwsze są doskonałej jakości, bo robione ręcznie przez lokalnych rzemieślników wyłącznie ze skór naturalnych. A wraz z butami otrzymujemy zestaw do pielęgnacji. Po drugie – ich wzory nigdy nie wyjdą z mody, nawiązują bowiem do modeli znanych w starożytności. Najlepszym przykładem jest jeden z bestsellerów tego lata – Andromeda – klasyczny wzór gladiatorek.

Markę Ippomare założyli Polka – Natalia Klaro i Grek – Ilias Lainasem (namówiła ich siostra Natalii – Zuzanna, z którą współtworzą brand). Para poznała się właśnie w Grecji, gdzie Natalia spędzała wakacje. Wkrótce postanowili się pobrać, a Natalia na stałe przeniosła się na słoneczne południe. Grecja stała się niewyczerpanym źródłem inspiracji. „Wystarczy przejść się małą uliczką, skręcić za róg. Rzucić okiem na klasyczne rzeźby. Stanąć na plaży i poczuć pod stopami chłodne fale i okrągłe kamyczki votsala wchodzące między palce…” – rozmarza się Natalia. Naturę i naturalność, siłę i harmonię – tak charakterystyczne dla Grecji – założyciele Ippomare postanowili uchwycić w tworzonych przez siebie sandałach. Dlatego też symbolem marki stał się konik morski (grec. hippos – koń, łac. mare – morze) uosabiający wszystkie te cechy. „Paradoksalnie, to co czerpiemy zarówno ze starożytności, jak i z natury jest bardzo współczesne – mówi Natalia. I na tę ponadczasowość stawiają. Dlatego m.in. buty powstają z naturalnych skór tylko w dwóch odcieniach – jasnym i ciemnobrązowym. Pasują do wszystkiego.

Natalia i Ilias współpracują z lokalnymi rzemieślnikami i projektantami. Odnalezienie właściwych osób zajęło im rok. Odwiedzili pracownię każdego, by móc poznać panujące tam warunki pracy i filozofię. Głównie to rodzinne manufaktury – rozrzucone po całej Grecji.
Kiedy projekt już jest, wybiera się skórę, wykrawa podeszwy i pozostałe elementy, a następnie składa w jedną całość i zszywa. Gdy model tego wymaga – przyszywane są także ozdoby.
„Ważną składową procesu jest szukanie odpowiedniego imienia” – zdradza Natalia. „Każdy z naszych modeli nosi imię zaczerpnięte z mitologii greckiej. Niosące za sobą określoną historię i energię” – dodaje. To kolejne odniesienie do tradycji. W starożytnej Grecji nadawanie imion dzieciom miało bowiem charakter symboliczny. Imię wybierano po wnikliwej obserwacji potomka. Miało niwelować cechy niepożądane, umacniając zalety. Pełniło rolę talizmanu.

Kolejny krok marki? Kolekcja butów (licząca dziś 30 modeli) zostanie uzupełniona o biżuterię i akcesoria. Także w greckim duchu. Już wkrótce będzie można kupić je w sklepie internetowym na stronie Ippomare – http://www.ippomare.com/
Na razie zajrzyjcie w poszukiwaniu ulubionej pary sandałów. Zwłaszcza, ze ceny są bardzo rozsądne.

03 ippomare_LCS_6309_oreada_164

07

04 ippomare_LCS_6226_klaros

05 ippomare_LCS_6674_klimene_152

06 ippomare_LCS_6576_pandora_93

07 ippomare_LCS_7150

ippomare_LCS_9810_alekto

Kombokolor: kolorowa moda z naturą w tle.

Kombokolor 04

Izie Jankowskiej, stojącej za marką Kombokolor w życiu pomaga przypadek. Bo choć wiele rzeczy chodzi jej po głowie, żeby zacząć działać potrzebuje impulsu. A tak się szczęśliwie składa, że ten zawsze pojawia się we właściwym momencie. Przynajmniej tak było w przeszłości.

Iza skończyła grafikę na gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych (przez moment studiowała też w Łodzi, bo to tamtejsza ASP nęciła ją od początku, po roku nauki tam zdecydowała jednak wrócić do Gdańska). Już wtedy dużo myślała o modzie. A właściwie o tym, jaką rolę odgrywa w wyrażaniu siebie. A odgrywa zawsze, bo niezależnie od tego, czy dbasz o swój styl czy pozostawiasz go samemu sobie – on cały czas o tobie mówi. Stare szmaty to w końcu też przekaz – mówi Iza. A ona chciała sama robić swoje ciuchy, nadruki, wzory, zdjęcia.., choć zanim się zdecydowała upłynęło sporo czasu. Izę pochłonęło zarabianie i podróże. Podczas jednej z wypraw – dokładnie w Indonezji, a jeszcze dokładniej na Bali – spotkała dawną znajomą z Londynu, która podpowiedziała jej, jak ma się zabrać do działania. Zaowocowało to powrotem do Polski i założeniem KOMBOKOLOR.

WIELKA MODA NA MAŁEJ WSI
Iza na miejsce do życia i tworzenia wybrała wieś – Prokowo. Chciała odpocząć od miasta, mieć dużą pracownię i… wolność – móc słuchać muzyki o drugiej w nocy i zajadać warzywa z własnego ogródka. Wyciszyć się i wsłuchać w siebie (co jak zaznacza nie zawsze bywa przyjemne, ale na ogół wychodzi na dobre). I choć stąd wiele rzeczy jest załatwić trudniej, na razie nie wyobraża sobie życia bez natury. To właśnie ona stała się inspiracją debiutanckiej kolekcji projektantki. Po raz pierwszy Iza sięgnęła po charakterystyczne dziś dla jej projektów motywy: jaskółki, wilka, gałązki, kwiatu i twarzy. Bo Iza specjalizuje się w nadrukach – projektuje i drukuje je samodzielnie, bez użycia maszyn. Lubi za ich pomocą opowiadać historie, mówić o sobie i dzielić się tym, co widzi. A ponieważ wiele się za ich sprawą dzieje, formy ubrań pozostają proste. Najczęściej oversize. Iza śmieje się, że na takich jest przestrzeń na nadruk, ale lubi je też za to, że można się w nich schować i trochę się zapomnieć.

Kombo

Kombokolor 01

Kombokolor 2

Kombokolorr

Kombokolo 02

Kombokolor insta

Iza Jankowska w swojej pracowni.

Iza Jankowska w swojej pracowni.

Jeśli nie macie pomysłu, jak do codziennych stylizacji wpleść tak spektakularne ubrania, śledźcie profil Kombokolor na Instagramie: https://instagram.com/kombokolor/. Projektantka zamieszcza tam m. in. propozycje gotowych zestawów.

Kombokolor set

Kombokolor set 2

Kombokolor set 3

Kombo instaa

Jak nie powinien wyglądać pokaz mody.

Czyli wszystko, co widzieliśmy (a czego nie powinniśmy widzieć) na wybiegu warszawskiej ASP.
A konkretniej podczas pokazu dyplomowego świeżo upieczonych absolwentów Katedry Mody, który odbył się 11 czerwca na dziedzińcu Akademii przy Krakowskim Przedmieściu.

katedra mody wygibasy

Na pokaz szłam z niecierpliwością i pełna oczekiwań. Ubiegłoroczny, pierwszy w karierze Katedry Mody (o którym pisałam tu: https://kroljestnagi.com/2014/06/09/maksymalistki/) był powiewem świeżości w polskiej modzie, i to nie tylko tej młodej, uczelnianej – choć może to właśnie jest największą sztuką – ale i tej tworzonej przez designerów o mocniej ugruntowanej już pozycji. Zaskakiwały odważne formy i kolory, zachwycały samodzielnie robione przez studentki tkaniny, a projekty spokojnie mogłyby konkurować z tymi spod igły Alexandra McQueena. Tym razem zaskoczenia nie było – nie szkodzi – Katedra dała do zrozumienia, że konsekwentnie i coraz mocniej wydeptuje obraną przez siebie ścieżkę. Gorzej, że zachwyt nad kolekcjami uleciał w natłoku innych „atrakcji“. A wszystko za sprawą formuły imprezy, która pomyślana (jak sądzę) jako nowatorska i przewrotna zabiła sens tego, po co pokaz mody w ogóle jest.

Zmierzających na niego gości przy wejściu na dziedziniec ASP powitała grupa ekscentrycznych tancerzy wystylizowanych na przełom lat 80. i 90. (multikolorowe kreszowe dresy, oldskulowe T-shirty i getry, dżinsowe kamizelki, opaski na włosach – kicz w czystej postaci, tyle że znowu bardzo na czasie). Początkowo pomyślałam, że to wydarzenie konkurencyjne, choć ubrania „w trendzie“ pozwalały podejrzewać, że może to być wstęp do modowej imprezy. Nie przypuszczałam jednak, że tancerze zostaną z nami do końca, zamieniając wydarzenie w farsę. To właśnie oni pierwsi zaprezentowali się na wybiegu i nie zeszli z niego aż do końca, przedstawiając kolejne układy choreograficzne między pokazami mini kolekcji kolejnych projektantów. Pomysłem zachwycił się Paweł Soszyński, autor artykułu o chwytliwym (ale mylącym, biorąc pod uwagę dalszy entuzjastyczny tekst) „Oszołomy mody: (znajdziecie go tu: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5969-oszolomy-mody.html). Jest to chyba jednak jedyna osoba zachwycona formułą. W dodatku postać ze świata teatru, która o modzie wie niewiele, co bezlitośnie wyszło na jaw za sprawą odniesień do haute couture (a wysokie krawiectwo to tylko promil tego, czym jest moda, zwłaszcza dziś – autorowi zalecam zapoznanie się jeszcze z określeniami pret-a porter oraz premiere vision, które zdecydowanie bardziej odpowiadają temu, co ogląda się teraz na wybiegach) oraz stereotypowych i oklepanych nawiązań do Paryża i Mediolanu… W artykule o samych kolekcjach nie ma zresztą słowa, a to oznacza, że spektakularna i oryginalna formuła była jednak chybiona, bo zamiast wyeksponować to, co stanowiło sedno, stała się dla mody zbyt dużą konkurencją.
Publiczność nie kryła zmęczenia i zażenowania. A także rozczarowania, bo przyszła oglądać dobrą modę, która choć się pojawiła, została całkiem przytłoczona przez cyrkowe występy. Tancerze wpadali na modelki i potrącali je. Ich ciągła obecność powodowała, że na wybiegu działo się zbyt dużo. Szczególnie w pierwszej części pokazu, kiedy te same sylwetki prezentowane były kilkakrotnie. Z tej części lepiej by było zresztą zrezygnować. Bo choć pojedyncze modele wykonane przez studentów młodszych roczników same w sobie były ciekawe i warte uwagi, w masie powodowały, że z łatwością można było odczytać, z jakimi zadaniami studenci musieli się mierzyć (jak choćby próby odniesienia się do twórczości japońskich mistrzów dekonstrukcji). I choć Katedrze Mody należą się brawa za stawianie tego typu wymagań przyszłym projektantom (a tym samym zmuszanie ich do powrótu do tradycyjnego rzemiosła), efekty tej pracy powinny być niewidoczne dla publiczności. Niech młodzi projektanci zbierają siły i umiejętności, by zabłysnąć właśnie podczas swojego pokazu dyplomowego. Tegorocznym absolwentkom ta możliwość została niestety odebrana. Katedra Mody postawiła na inne gwiazdy…

Poniżej kilka zdjęć z pokazów świeżo upieczonych absolwentek. Dla tych, którzy chcieli obejrzeć projekty, a nie zdołali…

DAGMARA STAWIARSKA

katedra01

katedra stawiarska 02

katedra stawiarska 03

ANNA POGUDZ

katedra pogudz 1

katedra pogudz 2

katedra pogudz 3

ZOFIA OSIŃSKA
katedra osinska 1

osinska katedra mody 2

osinska 3 katedra

TAKK. Nie tylko na paluszki.

takk_1713 cut

W biżuterii TAKK zakochałam się na zabój. Niesamowite (pierwsze) wrażenie zrobiły na mnie znakomite sesje zdjęciowe autorstwa Jacka Kołodziejskiego oparte na bardzo silnym pomyśle – mocne w wyrazie (i trochę przerażające). Bo to właśnie koncept ma dla założycielek tej biżuteryjnej marki – Agnieszki Kuczyńskiej i Katarzyny Orłowskiej – ogromne znaczenie. Dziewczyny inspiruje natura – ale nie kwiatki czy inne wdzięczne roślinki lecz to, co najbardziej pierwotne i organiczne – ziemia i jej właściwości fizyczne. A także astronomia i matematyka. W wyniku tych fascynacji powstaje biżuteria o prostych, harmonijnych formach wykonana ze szlachetnych kamieni, srebra czy złota. Jej minimalistyczny sznyt to wpływ skandynawskiego designu, z którym dziewczyny stykały się na co dzień, przez kilka lat mieszkając w Sztokholmie. Najnowsza kolekcja – Red Dwarf – nawiązuje do kosmosu, stąd nazwa odnosząca się bezpośrednio do gwiazd najczęściej występujących we wrzechświecie. W jej skład wchodzą bransoletki, pierścionek, kolczyki oraz earpiece, czyli połączenie kolczyka i zausznika. Wszystkie wykonane ze srebra (wybór jest nieprzypadkowy – podobno srebro powstaje m.in. w wyniku wybuchu gwiazd) i ozdobione szlachetnym kamieniem – onyksem lub agatem. Przewrotnie projektantka (bo za projekty odpowiada Agnieszka Kuczyńska) nie zrobiła z nich głównej ozdoby biżuterii lecz nieco je ukryła. Kolekcja pomyślana jest tak, by wchodzące w jej skład modele można było swobodnie zestawiać – w końcu galaktyka to też kompozycja, tyle że z gwiazd! Każdego roku w pracowni artystki powstaje jedna nowa kolekcja. Projekty i prototypy Ania robi samodzielnie, a następnie szlifuje je we współpracy z grupą zaufanych rzemieślników. Do kupienia są jednak także i wcześniejsze linie marki. TAKK ma bowiem założenie, by tworzyć formy ponadczasowe. I to się udaje.

Biżuterię TAKK kupicie m.in. podczas targów HUSH WARSAW, których najbliższa edycja – SUMMER CRUSH ON HUSH odbędzie się już w ten weekend na Zamku Królewskim.

takk _1741

takk_1731poprawka

takk_1767

Powyżej – zdjęcia z kolekcji Red Dwarf, poniżej – jednej z wcześniejszych linii – Antennas.

takk 2_1

takk 4c

takk 5_1

takk 3_1

Link do strony marki: https://www.takk.pl/

Fot. Jacek Kołodziejski.

7. edycja Fashion Designer Awards za nami.

SK:, , fot. Baranowski/AKPA

SK:, , fot. Baranowski/AKPA

W poniedziałek 11 maja odbyła się gala finałowa Fashion Designer Awards. W ramach pokazu wieńczącego siódmą już edycję konkursu dla młodych projektantów zobaczyliśmy 10 mini kolekcji (każda składająca się z 4 sylwetek). Tym razem twórcy mierzyli się z tematem „Moods of the night“. Skutki? Niemalże wszyscy projektanci pokazali kolekcje czarne – jeśli nie całe w tym kolorze, to i tak czerń dominowała. W dodatku przeważały kreacje wieczorowe. Cóż…, spodziewałam się nieco mniejszej dosłowności. Na szczęście oryginalności nie zabrakło w podejściu do form ubrań oraz doboru i zestawień tkanin. Wykazali się nią głównie ci, którzy następnie zgarnęli nagrody – Aleksandra Jendryka, Dastin Poraziński i Michał Wójciak. W pełni zasłużenie.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

ALEKSANDRA JENDRYKA
Jendryka zdobyła pierwszą nagrodę – 20 tysięcy złotych oraz możliwość odbycia stażu u znanych projektantów: Lidii Kality, Bizuu oraz gościa specjalnego konkursu – włoskiego designera Mauro Gasperiego (pokaz jego kolekcji zakończył galę). Nic dziwnego, odważyła się bowiem na eksperymenty ze strukturą kreacji, stawiając na organiczne, obłe i wypukłe kształty. Rzeźbiarskie kreacje intrygowały, a jednocześnie śmiało nadawały się do noszenia. Suknie rewelacyjnie wyglądały w blasku fleszy. W sam raz na czerwony dywan, choć awangardowo.
Jendryka 1 fotMZawadzka

Jendryka 2 fotMZawadzka

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

DASTIN PORAZIŃSKI (2 miejsce)
Podobnie jak Jendryka postawił na czerń i biel, ale w wydaniu miejskim, undergroundowym. Zaprezentował formy oversize o przeskalowanych elementach (kołnierzyki, kominy), oparte o liczne nowoczesne cięcia i zabawy materiałem koszule, spódnice, sukienki. Gdzieniegdzie pojawiły się abstrakcyjne malarskie plamy. Tak widziana noc jest bardzo kusząca, tym bardziej, że grzeczne dzieci dawno już śpią…

Dastin FDA fotMZawadzka

sklejka Porazinski

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

MICHAŁ WÓJCIAK (3 miejsce)
Wielkie brawa za nieszablonowe myślenie. Michał Wójciak po pierwsze jako jedyny zrobił kolekcję bardzo kolorową, po drugie niestandardowo potraktował krawat, czyniąc go punktem wyjściowym do stworzenia kolekcji. Stał on się więc – po drobnych modyfikacjach – elementem patchworkowych sukienek i koszul. Kolejny plus za zgodność z najświeższymi trendami (styl boho) i indywidualne na nie spojrzenie. Takich frędzli (i w takiej formie i w takim miejscu) jeszcze nie widziałam!

Wójciak 1 FDA fotMZawadzka

sklejka Wójciak

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Laureaci Fashion Designer Awards z pomysłodawczynią i producentką konkursu Joanną Sokołowską-Pronobis.

Laureaci Fashion Designer Awards z pomysłodawczynią i producentką konkursu Joanną Sokołowską-Pronobis.

Fot. Akpa, Magdalena Zawadzka.

FW TOP 5: Acephala.

Acephala fotMZawadzka 1

Duet projektantów debiutował sezon temu bardzo dobrą kolekcją inspirowaną kuracjuszkami dziewiętnastowiecznych szpitali psychiatrycznych (więcej tu: http://https://kroljestnagi.com/2014/11/05/dobre-bo-off/). Podczas ostatniej edycji Fashion Weeka (w ramach strefy Studio) pokazał kolejną linię i tym samym udowodnił, że mocny debiut nie był przypadkowy.
Acephala konsekwentnie trzyma się wcześniej obranej drogi – zarówno pod względem podejmowanej tematyki, jak i przekrojowego, bardzo świadomego myślenia o kolekcji i jej wizerunku. Wierna jest doskonałej jakości tkanin i perfekcji wykonania ubrań. Wygląda na to, że na polskim rynku wyrósł silny przedstawiciel mody konceptualnej, która nadaje się do noszenia na co dzień. Nawet przez tych najbardziej wymagających.
Za sprawą kolekcji „Don’t kiss me“ projektanci kontynuują swoje rozważania na temat tego, kim dziś jest kobieta. Motto – „A woman as a man as a child“ – obrazuje kierunek rozmyślań. Zresztą nie tylko ono, ale przede wszystkim ubrania. Dominują proste, klasyczne fasony – golfy, swetry oversize, płaszcze i kamizelki. Widoczny jest wpływ inspiracji męską garderobą, jednak cięcia poprowadzone są tak, by sprzyjać kobiecej sylwetce (choć nie ma tu nawet cienia ostetntacyjnego jej podkreślania). Jest skromnie – także za sprawą stonowanej kolorystyki (czerń, butelkowa zieleń, szarości i beże). Skromnie, ale nie bez charakteru. Bigla nadają kolekcji printy – prostokątne i kolorowe oraz przypominające dziecięce rysunki: usta i serduszka. Te ostatnie występują także w formie zmywalnych tatuaży na rękach i nogach – bardzo silny dziś trend! Interesujące jest także zestawienie tkanin. Obok wełny pojawia się jedwab, żakard sąsiaduje z dżersejem. Wszystkie robione na zamówienie we Francji, Japonii i we Włoszech. Doskonałe.

Acephala fotMZawadzka 2

Acephala fot. Mike Pasarella 1

Acephala fot M Pasarella 2

Acephala M Pasarella 3

Acephala fotMZawadzka

Fot. Mike Pasarella, Magdalena Zawadzka.

Poza schematem, czyli pokazy offowe 12. edycji Fashion Week Poland.

Odio i Jakub Pieczarkowski

Odio i Jakub Pieczarkowski

Strefa OFF Out Of Schedule w ramach 12 edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland wyglądała nieco inaczej niż zwykle. Pokazów było mniej niż zdążyliśmy się przyzwyczaić, wszystkie skumulowane w jednym dniu i przeplatane z pokazami odbywającymi się w ramach „Alei Projektantów“. Gość niewtajemniczony w strukturę łódzkiego tygodnia mody mógł być nieco zagubiony. Zwłaszcza, że w tym roku gwałtownie rozrosła się strefa Studio – o dopiero kształtującej się tożsamości, na razie prezentująca kolekcje „mniejsze“ – debiutantów oraz tych, którzy choć są znani w branży, przygotowali mniej sylwetek niż wymagają tego reguły „Alei“. Zabieg ten był jednak świadomy. To odpowiedź na to, co dzieje się na etapie zgłoszeń kolekcji do udziału w imprezie – obraz tego, w jakim miejscu znajduje się obecnie polska moda. Oraz – a może przede wszystkim – tego, jak projektanci traktują Fashion Week. Dla większości jest to bowiem pierwsza albo jedyna możliwość pokazania swojej kolekcji (w niektórych przypadkach zresztą trampolina do sukcesu). Dla niektórych to główny zarzut wobec FashionPhilosophy Fashion Week Poland – bywa on postrzegany jako nie nie reprezentatywny dla branży, bo „starych wyjadaczy“ można tu spotkać coraz mniej. Według mnie jednak to jego siła – tu mają miejsce pokazy, których nie zobaczycie nigdzie indziej, tu odkryjecie młode talenty, poznacie twórczość projektantów awangardowych (i nie będziecie czekać półtorej godziny na rozpoczęcie pokazu – potrzebnej na dotarcie wszystkich celebrytek).

Tym razem w ramach OFF Out Of Schedule zobaczyliśmy 6 kolekcji. Zupełnie różnych estetycznie, ale o silnych charakterach – będących znakiem rozpoznawczym ich twórców. Jak na OFF przystało.

KATARZYNA KARWOWSKA
Projektantka została dostrzeżona przez organizatorów Fashion Weeka i zaproszona do udziału w imprezie podczas swojego pokazu dyplomowego zorganizowanego przez szkołę, czyli warszawską MSKPU. Jej kolekcja z łatwością wpadała w oko za sprawą sztucznych futer w neonowych odcieniach, które stanowiły ważny element wykończenia ubrań i dodatków ( świetne fantazyjne buty, zawadiackie plecaki!). Charakterystyczne dla kolekcji intensywne kolory z dodatkiem złota to nawiązanie do Indii – a zwłaszcza hinduskich bóstw. Plus za dbałość o detale oraz umiejętność operowania proporcjami w warstwowych stylizacjach.

Karwowska FasHion Week but

Karwowska Fashion Week 1

Karwowska Fashion Week Small

ALEKSANDRA WORONOWSKA
To kolejna świeżo upieczona absolwentka MSKPU, która miała okazję pokazać swoją kolekcję na scenie OFF. Jej linia „Bricolage“ – zgodnie z nazwą, będącą określeniem postmodernistycznej techniki tworzenia z dostępnych, różnorodnych materiałów – była udanym zestawieniem ubrań uszytych z wielu tkanin (i dzianin) o zróżnicowanych fakturach i deseniach. Perełki? Krótka kurtka z kapturem o patchworkowym charakterze (kratka występuje tu obok pasków i pikowania, wełniany karczek łączy się z dzierganymi rękawami), plisowane plecaczki, melanżowe swetry oversize.

woronowska Fashion Week

Woronowska Fashion Week 2

Woronowska plecaczki

NATALIA KOPISZKA
O kolekcji „Kopi“ pisałam już tu: https://kroljestnagi.com/2015/03/26/dobry-start-dyplomy-mskpu/ – przy okazji pokazu jubileuszowego MSKPU (tak, znów!). Podczas Fashion Week Poland mieliśmy okazję obejrzeć bardziej rozbudowaną kolekcję. Obok koszul i spódnic w pastelowych kolorach, pojawiły się także ich odpowiedniki w odcieniach szarości. Pięknie prezentujące się w towarzystwie mocnych akcentów kolorystycznych (jak choćby czerwona torebka). Zdobiły je wdzięczne nadruki projektu Marty Grabowskiej – ilustratorki, a prywatnie przyjaciółki Kopiszki. Ich głównym motywem były wdzięczne kucyki wzorowane na… My Little Pony. Cała kolekcja bowiem to podróż sentymentalna projektantki do jej wczesnego dzieciństwa. A to przypadło na lata 90. ubiegłego wieku. Do tamtych czasów nawiązują więc także kroje ubrań. Mimo to, kolekcja jest bardzo nowoczesna. Wystarczy spojrzeć na płaszcze!

Kopi otwarcie 1

Backstage_Kopi 3

natalia kopiszka fashion week kopi

Kopi 6 final

Backstage_Kopi 5

WALERIA TOKARZEWSKA-KARASZEWICZ
Od tej kolekcji oczekiwałam więcej. Podczas obrad rady programowej zachwyciły mnie misterne ornamenty, dekoracyjne tkaniny, marynarka w całości wysadzana metalicznymi koralikami, akcesoria-cacka. I nadal mnie zachwycają, tylko osobno, a nie jako część kolekcji, która w całości okazała się być ciężka w wyrazie, a tym samym nieco anachroniczna. Spodziewałam się, że na wybiegu zobaczę pełne przepychu, nieco ekscentryczne, przesadzone stylizacje, jakich nie powstydziłaby się Macademian Girl, tymczasem wyszło pańciowe Bizuu, tyle że bez swojego charakterystycznego wdzięku. Walerii Tokarzewskiej-Karaszewicz należą się jednak także brawa. Po pierwsze – za podążanie własną ścieżką, niekoniecznie komercyjną (to uzasadnia obecość tej kolekcji właśnie w strefie OFF). Po drugie – za pracowitość – cierpliwość i determinację – oraz świetną znajomość krawieckiego fachu (wbrew pozorom to nie takie oczywiste wśród współczesnych młodych projektantów). Tokarzewska-Karaszewicz od początku do końca kolekcję zrobiła bowiem samodzielnie! Czekam na więcej i kibicuję. Zwłaszcza, jeśli projektantka przed kolejnym pokazem zaprosiłaby do współpracy stylistę, który spojrzałby na wszystko świeżym okiem i potrafiłby wydobyć z ubrań tkwiący w nich potencjał.

tokarzewska karaszewicz

tokarzewska karaszewicz Fashion Week

Waleria Tee torba

ROMANA
Romana po raz kolejny pokazała, że nie interesują jej sprawdzone patenty. I że lubi eksperymentować z formą. Tym razem wzięła na warsztat kimono – a konkretnie jego rękaw – który skalowała, multiplikowała, modyfikowała i umieszczała w różnych, nie zawsze typowych częściach ubrań, nadając im rzeźbiarskiego wyrazu. Jest nieźle, ale projektantka zdążyła nas już przyzwyczaić do odważniejszych eksperymentów i takich właśnie oczekujemy. Tym razem zaś „w Romanę“ można się z powodzeniem ubrać.

 romana 1

sklejka romana 2

Romana Final

ODIO I JAKUB PIECZARKOWSKI
Choć wydawało się, że ten duet projektantów nie może być już bardziej odważny, ponownie wszystkich zaskoczył. Tym razem przede wszystkim formą prezentacji ubrań. Klasycznego pokazu nie było, w zamian za to publiczność mogła swobodnie przemieszczać się między ustawionymi na wybiegu modelkami i modelami i oglądać z bliska sylwetki, by następnie usiąść i uczestniczyć w niewielkim performance w onirycznym klimacie. A było na co patrzeć. Obok charakterystycznych dla projektantów opalizujących nadruków, aplikacji ze sztucznych futer i haftów występujących w ilościach hurtowych pojawiła się nowość – mięsista dzianina, oczywiście barwna i wzorzysta, z której zrobione zostały proste w formie sukienki maksi, spódnice i bluzy. Wszystko to złożyło się na bogatą, wieloelementową kolekcję, w której ogromną rolę odgrywały wprawnie zestawione pozornie kontrastowe tkaniny i dzianiny, tworzące niezliczone warstwy. Odio i Jakub Pieczarkowski świetnie się spisali. Zrobili kolejną kolekcję, potwierdzającą, że doskonale wiedzą, kim są jako artyści i konsekwentnie podążają własną ścieżką. Kolekcje o silnej własnej tożsamości, a tych w Polsce jest jeszcze zbyt mało. Udało im się także pokazać, że nie stoją w miejscu. Takie „offowy” chcemy właśnie oglądać!

odio i pieczarkowski 1

Odio i Pieczarkowski 2

Odio i Pieczarkowski 3

Odio i Pieczarkowski 4

Odio i Pieczarkowski 6

Odio i Pieczarkowski 7

Odio i Pieczarkowski 8

Fot: Mike Pasarella, Adriana Pasarella, Magdalena Zawadzka.

Momi-ko. Ciągła podróż.

image(6) momi-ko

Monika Misiak-Kołsut – projektantka i założycielka marki Momi-ko – kocha zwiedzać świat. Jak sama mówi, ma ciągły głód odkrywania, analizowania, obserwacji i nauki. Kiedy tylko wraca do domu, od razu zaczyna planować kolejny wyjazd. Z każdego przywozi moc inspiracji, które odnajdują odzwierciedlenie w jej projektach.

Pierwszą z takich podróży odbyła po Europie. Odwiedziła m.in. Rumunię. Tak narodził się pomysł na kolekcję dyplomową „Besarabia“ (od nazwy krainy historycznej położonej w Europie Wschodniej – zwanej też Związkiem Wypędzonych – obejmującej właśnie teren dzisiejszej Rumunii). Kolekcja na którą składały się celowo strzępiące się i powyciągane stroje o niespotykanych formach miała być manifestem przeciwko trzymaniu się ram tworzenia, abnegacją trendów i oderwaniem się od funkcjonalności ubrań. Monika chciała, by kolekcja balansowała na granicy ubioru i kostiumu, w pełni odzwierciedlała jej charakter i była wizytówką. Miała świadomość, że nieprędko będzie miała ponownie okazję stworzyć coś, co jest nieograniczone wymogami rynku.

I rzeczywiście, kolejne linie były bardziej ugładzone, jednak w dalszym ciągu niepozbawione oryginalnej konstrukcji i przykuwające wzrok – szczególnie za sprawą wzorów i kolorów. Wyraziste, niekiedy wręcz krzykliwe nawiązywały do estetyki japońskich subkultur młodzieżowych. Projektantka przeżywała bowiem fascynację Krajem Kwitnącej Wiśni (to zamiłowanie zostanie z nią zresztą na dłużej). W Japonii spędziła dwa tygodnie (odwiedziła Tokio, Kioto i Osakę). Chce wrócić, bo czuje niedosyt. Tamtejsza rzeczywistość uzależnia. „Zanim wybrałam się do Japonii, moje wyobrażenie było dalekie od tego, co zobaczyłam na miejscu“ – opowiada. „Kraj ten znałam m.in. z książek Murakamiego, mody Yohji’ego Yamamoto i filmów Kurosawy. Już kiedy wysiadłam z samolotu, poczułam, że znalazłam się w innym świecie i do tej pory wydaje mi się, że część z moich wspomnień to sny. W żadnym innym miejscu, nie czułam się tak bezpiecznie jak tam “ – dodaje. „Tokio podzielone jest na dzielnice i każda z nich ma swój własny, odmienny charakter. Tą, która szczególnie związana jest z modą i którą warto odwiedzić jest dzielnica Harajuku. Na głównej ulicy Takeshita-dori ilość bodźców i inspiracji jest tak ogromna, że można obdzielić nimi wiele kolekcji. To właśnie tam pojawiają się ludzie ubrani – wręcz przebrani – tak, by wyróżnić się z tłumu, być w centrum uwagi. To coś zupełnie niespotykanego w Polsce“ – wspomina.

Sama stawia jednak na oryginalność. „Zależy mi, aby każda rzecz miała w sobie coś, co ją wyróżni. Czasem jest to konstrukcja, innym razem tkanina, połączenie faktur. Ostatnio projektuję własny nadruk na tkaninę. Szczególnie liczą się dla mnie detale – zaokrąglony kołnierz albo guzik czy nić w kontrastowym kolorze“ – mówi. „Nie chcę powielać, dlatego staram się nie oglądać żadnych pokazów, magazynów o modzie. Nie śledzę trendów, tworzę tak jak czuję – deklaruje. Mimo to, jej ubrania idą z duchem czasu. W ostatniej kolekcji widoczne są popularne obecnie nawiązania sportowe, pojawiają się geometryczne printy i charakterystyczne dla Momi-ko nowoczesne (w tym przypadku nawet ascetyczne) kroje. Ubrania świetnie sprawdzą się na co dzień – nawet do biura – choć do japońskiego salarymana będzie ci w nich daleko!

Ubrania Momi-ko kupisz za pośrednictwem platformy http://www.shwrm.pl, stacjonarnie – w Pop Up Story w galerii Plac Unii City Shopping (przy Pl. Unii Lubelskiej) albo bezpośrednio od projektantki – pisząc na adres: monika@momi-ko.pl

Momi-ko 1

image(4) momi-ko

image(3) momi-ko

image(2) momi-ko

image(5)momi-ko

Kolekcja dyplomowa – Besarabia:

1. Besarabia dyplom momi-ko

momi-ko besarabia 2

421694_352003841489011_1830314798_n

momi-ko besarabia 3

momiko besarabia_343885457_n

Besarabia dyplom

Wybrane sylwetki z kolekcji na jesień i zimę 2014 – inspirowane Japonią:

14.05.30-momiko07901

14.05.30-momiko06721

14.05.30-momiko07451

Zdjęcia: materiały prasowe Momi-ko.

Dobry start. Dyplomy MSKPU.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

18. dzień marca. 10 lat MSKPU. 15 kolekcji. Sukces.
Tak w telegraficznym skrócie można by przedstawić to, co działo się w ubiegłą środę w studio Domaniewska w Warszawie. Licznie zabrani goście – projektanci, przedstawiciele mediów i showbiznesu, studenci, absolwenci i wykładowcy Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru oraz inni sympatycy mody – spotkali się by wspólnie świętować 10. urodziny szkoły. Jednym z elementów obchodów jubileuszu był pokaz mody. Piętnastu najlepszych świeżo upieczonych absolwentów uczelni zaprezentowało swoje kolekcje dyplomowe.
Po ubiegłorocznym pokazie troszkę narzekałam (kto nie pamięta, może przeczytać tu: https://kroljestnagi.com/2014/04/08/oto-przyszlosc-polskiej-mody/). Na brak koloru i trzymanie się sprawdzonych utylitarnych fasonów, czyli zachowawczość, która choć świetnie się sprawdza w realiach rynkowych, nie przystoi projektantom u progu kariery. Tym razem było inaczej. Projektanci nie bali się już wyrazistych barw (a nawet stawiali na ich mnogość, w odważnych zestawieniach). Sięgnęli także do awangardy – a to właśnie na ogół dzięki niej w modzie zachodzą rewolucje, które potrafią wpłynąć jej historię. Co pozostało bez zmian? Dbałość o to, by kolekcje były wieloelementowe, a stylizacje warstwowe. By zawsze pojawiały się okrycia wierzchnie (od kurtek bomberek po eleganckie płaszcze) oraz odpowiednie akcesoria. By było profesjonalnie i ciekawie.
Oto kolekcje, które szczególnie wywarły na mnie wrażenie.

1. NATALIA KOPISZKA
Tę kolekcję miałam okazję widzieć już kilka tygodni wcześniej podczas obrad rady programowej strefy OFF Fashion Week Poland. Już wtedy mnie zachwyciła i zapadła w pamięć na dobre. Choć utrzymana w landrynkowych odcieniach (z mocnym niebieskim akcentem) nie jest infantylna, bo „dorosłe“ są fasony – ascetyczne i oversize. Gdzieniegdzie pojawiaja się plisy i zakładki, a na ubraniach i dodatkach występuje charakterystyczny malarski deseń. Wszystko to przywodzi na myśl tradycyjne stroje japońskie, tyle że w nowoczesnym, miejskim wydaniu.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

2. ANITA ŻMURKO-SIERADZKA
Japonia – a konkretnie twórczość mistrzów dekonstrukcji – wyraźnie zainspirowała także Anitę Żmurko-Sieradzką. W jej kolekcji zarówno elementy strojów, jak i same stroje są wyraźnie przeskalowane. Ubrania przypominają kokony, w których można się skryć. A wszystko to w klasycznej kolorystyce (czerń, biel, czerwień). Choć można powiedzieć, że takie rzeczy już były, że to nic nowego, podskórnie czuje się, że projektantka styl zapożyczyła sobie świadomie. I dodała coś od siebie. Akcent bardzo mocny i charakterystyczny – nakrycia głowy wyglądające niczym wiele splecionych dłoni. Nie można oderwać od nich wzroku.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

3. HUBERT KOŁODZIEJSKI
Projektant zatarł kilka granic – między strojem codziennym a kostiumem, między ubraniem kobiecym a męskim, między tym co normalne, a co graniczące z psychozą. A jednocześnie stworzył kolekcję intrygującą pod względem formalnym. Ciekawa jestem, jaką obierze ścieżkę w przyszłości.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

4. KAROLINA FILIP
Eksperymentuje również Karolina Filip. Umiejętnie bawi się kształtem i strukturą strojów. Pewnym gestem wprowadza kolory, ale tylko wtedy kiedy warto. Przekornie zestawia ciężkie z lekkim, mięsiste i ażurowe. Ubrania, w większości pewnie są ciężkie i mięsiste, a mimo to na sylwetkach wyglądają lekko.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

5. AGATA GNAŚ
Na pierwszy rzut oka jest bardzo szykownie w klasycznym tego słowa znaczeniu. Projektantka sięga po proste fasony i wysmakowane kolory retro. Ważną rolę odgrywają płaszcze, o jakich marzą prawdziwe elegantki. Gdy przyjrzymy się lepiej, dostrzeżemy że cięcia są bardziej nowoczesne niż nam się wydawało, a niektóre tkaniny zdobią popularne dziś nadruki (czyżby wykorzystujące motyw podpatrzony na liściu kapusty?). Kolekcja niewymuszona, dopracowana w detalach, wdzięczna!

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

6. SYLWIA MURANOWICZ
Za lekkość kolekcji warto pochwalić także Sylwię Muranowicz. Są tu miękkie upięcia, delikatnie postrzępione struktury, gniecenia, rozbielone odcienie oraz wzory niczym powstałe w wyniku skropienia tkaniny kroplami farby, które stopniowo się po niej rozpływają. Są i głębokie dekolty na plecach. Wszystko to powoduje, że kolekcja jest chyba najbardziej kobieca ze wszystkich zaprezentowanych. Ładna i delikatna. Inna.

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Zdjęcia: AKPA.